Testy nuklearne prowadzone podczas "zimnej wojny" należały do najbardziej ryzykownych eksperymentów militarnych XX wieku. Jednym z najgłośniejszych był projekt Starfish Prime przeprowadzony przez USA w 1962 roku. Amerykańska bomba atomowa eksplodowała wysoko nad Ziemią, a skutki detonacji odczuto nawet tysiące kilometrów od miejsca wybuchu. Eksperyment stał się później ważnym argumentem za ograniczeniem prób jądrowych poza atmosferą.
Projekt Starfish Prime zakładał detonację ładunku nuklearnego w przestrzeni kosmicznej. Amerykanie wykorzystali rakietę Thor, która wyniosła bombę atomową na wysokość około 400 km nad Oceanem Spokojnym. Ładunek miał moc 1,4 megatony, a test przeprowadzono w lipcu 1962 roku. Po eksplozji na niebie pojawił się wyjątkowo jasny błysk oraz charakterystyczna czerwona poświata przypominająca zorzę polarną. Zjawisko obserwowano między innymi na Hawajach, mimo dużej odległości od miejsca detonacji. Eksperyment miał sprawdzić wpływ wybuchu jądrowego na przestrzeń kosmiczną i działanie systemów wojskowych. Test dotyczył amerykańskiego programu militarnego rozwijanego podczas tzw. zimnej wojny, czyli okresu politycznej i technologicznej rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim po II wojnie światowej.
Największym zaskoczeniem po detonacji okazał się bardzo silny impuls elektromagnetyczny, czyli EMP. Naukowcy spodziewali się zakłóceń, jednak ich skala była większa od wcześniejszych przewidywań. W Honolulu pojawiły się problemy z oświetleniem ulicznym, siecią telefoniczną i systemami alarmowymi. Miasto znajdowało się około 1500 km od miejsca eksplozji. Test pokazał, że detonacja jądrowa w kosmosie może wpływać na elektronikę oraz infrastrukturę energetyczną na dużym obszarze. Eksperyment nie doprowadził do całkowitego paraliżu miasta, ale stał się ważnym ostrzeżeniem dla wojskowych i naukowców. Współcześnie podobne zjawisko mogłoby mieć znacznie poważniejsze skutki, ponieważ gospodarki są silnie uzależnione od technologii cyfrowych i systemów komunikacji.
Eksplozja stworzyła wokół Ziemi sztuczny pas radiacyjny utrzymujący się przez długi czas, który zaczął wpływać na urządzenia znajdujące się na orbicie okołoziemskiej. Promieniowanie po eksperymencie przyczyniło się do problemów i awarii kilku satelitów, w tym Telstara, jednego z symboli rozwoju komunikacji satelitarnej. Był to jeden z pierwszych sygnałów pokazujących, że testy nuklearne w kosmosie mogą stanowić zagrożenie również dla technologii cywilnych. Jednym z największych błędów podczas projektu było niedoszacowanie długofalowego wpływu promieniowania na elektronikę kosmiczną. Właśnie te skutki zwróciły uwagę na ryzyko związane z kolejnymi próbami atomowymi poza atmosferą.
Po eksperymencie Starfish Prime rosły obawy dotyczące konsekwencji detonacji atomowych w kosmosie. Podobne testy prowadziły także inne mocarstwa, głównie Związek Radziecki, dlatego rozpoczęły się rozmowy dotyczące ograniczenia prób jądrowych. W 1963 roku podpisano traktat zakazujący testów nuklearnych w kosmosie, atmosferze i pod wodą. Porozumienie obowiązuje do dziś, choć nie obejmowało podziemnych prób jądrowych. Dokument uznawany jest za jeden z najważniejszych kroków ograniczających wyścig nuklearny w czasie zimnej wojny. Do zawarcia traktatu potrzebne były formalne negocjacje między Stanami Zjednoczonymi, Związkiem Radzieckim i Wielką Brytanią, czyli państwami posiadającymi wówczas broń atomową i prowadzącymi testy nuklearne.