Założyciel Google Sergey Brin twierdzi, że rządy i korporacje takie jak Facebook i Apple zagrażają internetowi

"Wolny internet jeszcze nigdy nie stał przed tak poważną groźbą. Zagrażają mu rządy, starające się kontrolować obywateli w Sieci, korporacje chcące za wszelką cenę zniszczyć piractwo w Sieci i zamknięte obszary ściśle kontrolowane przez różne firmy." Twierdzi tak Sergey Brin, jeden z założycieli wyszukwiarki Google. Tekst budzi wiele kontrowersji - czy szef tak wielkiej firmy powinien wygłaszać równie stanowcze sądy?

Sergey Brin udzielił niedzielnemu The Guardian bardzo ciekawego wywiadu . Stwierdza w nim między innymi, że internet jeszcze nigdy nie stał przed tak wielkim zagrożeniem, jak dzisiaj. Według Brina złem tego świata, zagrażającemu wolności internetu, są Facebook i Apple, korporacje oraz rządy.

Ale dlaczego to właśnie oni zagrażają rozwojowi wolnej Sieci? Brin wysuwa szereg argumentów.

1. Google nie powstałby dzisiaj, w świecie zdominowanym przez Facebooka

Mark Zuckerberg
Mark ZuckerbergASSOCIATED PRESS/PAUL SAKUMA
Środowisko, dzięki któremu byliśmy w stanie założyć Google i przyczyna, dla której mogliśmy opracować wyszukiwarkę to otwarty internet. W momencie, w którym nakłada się na niego zbyt wiele obostrzeń, innowacje zostają stłumione.

O co chodzi? O to, że Facebookowi udało się stworzyć przestrzeń, do której indeksujące roboty Google nie mają dostępu - chodzi przede wszystkim o większość naszych wpisów na Facebooku (wyszukiwarka ma dostęp jedynie do publicznych wpisów, oraz do wpisów na stronach firmowych).

Trzeba jednak pamiętać, że Facebook to potężny konkurent dla Google. Ostatnie 5-7 lat firma Brina przespała - w czasie gdy Facebook rósł w siłę, a Apple zmieniał rynek swoim iPhonem Google dreptał w miejscu tworząc takie projekty, jak Wave czy Buzz. Oba miały odmienić rynek serwisów społecznościowych, oba zostały już zamknięte po krótkiej i bolesnej karierze. Lepiej wiedzie się nowej inicjatywie społecznościowej, Google+, choć i w tym wypadku istnieją poważne podejrzenia, że  firma sztucznie pompuje statystyki serwisu. Nie zamierza go jednak na razie zamykać, co więcej wprowadza w nim kolejne zmiany .

2. Aplikacje tworzą własny, zamknięty świat

Facebook kupi Instagram
Facebook kupi Instagramfot. pstan

Poza zakazaną strefą Facebooka istnieje jeszcze inny, błyskawicznie rosnący zamknięty obszar. To aplikacje, szczególnie te działające na smartfonach i tabletach. Dane, które w nich umieszczamy - zdjęcia, teksty czy lokalizacje GPS - są kompletnie niedostępne dla wyszukiwarek. Dzieje się tak dlatego, że informacje trafiają bezpośrednio do bazy danych twórcy aplikacji i ani przez chwilę nie pojawiają się w otwartym internecie. Doskonałym przykładem są zdjęcia z Instagrama , aplikacji kupionej ostatnio przez Facebooka za miliard dolarów. Fotografie wykonane tą aplikacją są dostępne na www tylko pojedynczo, w bardzo ograniczonym zakresie.

Analitycy szacują, że do końca 2014 roku  sprzedaż smartfonów przekroczy miliard sztuk . A największą siłą tego typu urządzeń są właśnie aplikacje. Również te, które pozostają poza zasięgiem Google'a.

Siergiej Brin wskazuje tu na Apple jako głównego sprawcę zła - to system iOS zapoczątkował ideę opierania telefonu na rozbudowanym ekosystemie aplikacji tworzonych przez niezależnych programistów. Trudno jednak nie zauważyć tu hipokryzji - w końcu Android, główny konkurent iOS opiera się na tym samym pomyśle (czy, jak twierdził Steve Jobs, został z iOS-a bezczelnie zerżnięty). Choć bardziej od systemu Apple'a otwarty, Android również korzysta z wielu zamkniętych dla świata aplikacji, a całkiem niedawno miała swoją premierę androidowa wersja Instagrama.

3. Rząd chce kontrolować to, co możesz robić w Sieci

Protest przeciw ACTA przed biurem Parlamentu Europejskiego na Jasnej
Protest przeciw ACTA przed biurem Parlamentu Europejskiego na JasnejFot. Bartosz Bobkowski / Agencja

Kolejnym siedliskiem zła są, zdaniem Brina, korporacje i rządy. A ściślej rzecz biorąc to, co dzieje się kiedy prywatny biznes wpływa na prawodawstwo kraju. Skojarzenie jest tu oczywiste - ostatnie starcia dotyczące ACTA czy SOPA sprawiły, że temat ten stał się wyjątkowo gorący.

Jesteśmy świadkami potężnego ataku na wolność Sieci. Rządy zaczynają zdawać sobie sprawę z siły tego medium, z tego, jak ludzie wykorzystują je do organizowania się i starają się ukrócić dostęp do niego na całym świecie; nie chodzi tu bynajmniej wyłącznie o rządy takich krajów jak Chiny, czy Korea Północna. Ustawy wpływające na wolność internetu pojawiają się w Stanach Zjednoczonych, we Włoszech, na całym świecie.

Chodzi tu między innymi o kontrowersyjne ustawy SOPA czy PIPA, a w Polsce ACTA. Zapisy te były bardzo mocno wspierane przez wytwórnie muzyczne oraz filmowe, czyli branże najbardziej obawiające się piractwa w Sieci. Brin stwierdził, że

Ustawy SOPA i PIPA (...) doprowadziłyby do tego, że rząd USA używałby tej samej technologii i tego samego podejścia, jak powszechnie krytykowane Chiny lub Iran.

Mówiąc o koncepcji ograniczania dostępu do sieci Brin gorzko stwierdził:

Kiedyś sądziłem, że nie da się zagnać dżina wolności z powrotem do butelki. Teraz jednak widzę, że w pewnych obszarach dżin w butelce już jest
Mark Zuckerberg
Mark Zuckerberg

Czy faktycznie czeka nas koniec internetu, jaki znamy? Ustawy SOPA, PIPA i ACTA trafiły (przynajmniej na razie) do lamusa. A co z demonicznymi działaniami Facebooka i Apple'a? Tu historia jest bardziej skomplikowana.

Podstawowym źródłem przychodów Google'a jest wyszukwiarka. A konkretniej - powierzchnia reklamowa w wyszukiwarce. To wciąż ona, nie Android, nie przeglądarka Chrome i nie płatny pakiet dokumentów, jest najważniejszym elementem finansowania koncernu. Jednak świat się zmienia. Facebook wyrósł na światową potęgę i wkrótce korzystać z niego będzie miliard użytkowników (obecnie jest to około 860 milionów). Pomaga mu w tym między innymi cała rzesza programów takich jak choćby słynne FarmVille firmy Zynga, które mogą gromadzić dane o użytkownikach jednocześnie ukrywające je przed Google.

Nic więc dziwnego, że sytuacja, w której Google traci swój najcenniejszy pokarm - dane - wywołuje paniczne odruchy u jego twórców i właścicieli. Nie należy jednak mylić wolności z biznesem. Użytkownicy Facebooka czy Instagrama najwyraźniej nie czują się szczególnie zniewoleni - temu ostatniemu serwisowi tylko w ciągu ostatnich 10 dni przybyło 10 milionów użytkowników . Natomiast Google najwyraźniej zaczyna odczuwać nieprzyjemne ruchy gruntu pod nogami.

Pozostaje więc pytanie czy mocne wypowiedzi Siergieja Brina to tylko efekt nerwowej sytuacji w Google czy może raczej głos jednego z wielkich wizjonerów internetu? W końcu zjawisko zamykania sieci przez kraje takie jak Chiny czy Iran nasila się. Marzenia o wolnym internecie, który będzie szerzył ideały demokracji właśnie okazują się mrzonkami. Tylko czy to znaczy, że internet staje się gorszy? A może to normalny kierunek rozwoju? Może to świat zmienia internet, a nie odwrotnie, jak sądzono jeszcze kilka lat temu?

Więcej o: