W nowej polityce prywatności WhatsAppa chodzi o coś więcej niż tylko numer telefonu

Kamil Mizera
Gdy w 2014 roku Zuckerberg kupował za 19 miliardów dolarów WhatsAppa, to oczywiście nie dlatego, że nie miał co zrobić z pieniędzmi. Teraz, gdy komunikator ma już miliard aktywnych użytkowników, czas zacząć zarabiać.

Niedawno pisaliśmy o tym, że po 2 latach sporej niezależności WhatsAppa Zuckerberg zdecydował się na głębszą integrację tego komunikatora w ramach swojego reklamowego imperium. Zmiana polityki prywatności, na mocy której wiele informacji o użytkownikach trafi teraz w ręce Facebooka, to tak naprawdę początek.

Można powiedzieć, że plan się udał. W 2 lata udało się podwoić liczbę użytkowników. Głównie dzięki nowym funkcjom, prostocie aplikacji oraz likwidacji opłat. Ale przecież WhatsApp musi jakoś zarabiać na siebie, Facebook to nie organizacja charytatywna. Zaś dane to obecnie chodliwy towar.

WhatsappWhatsapp zrzut ekranu (www.statista.com)

 

Oczywiście, nie mówimy tutaj o ich bezpośrednim sprzedawaniu. Zuckerberg głupi nie jest, by zarzynać kurę znoszącą złote jaja. Chodzi o ich wykorzystanie do lepszego targetowania reklam - jak na jedną z największych platform reklamowych na świecie przystało. Tylko, że to może nie wystarczyć. WhatsAppa mogą czekać daleko idące zmiany.

Czytaj też: WhatsApp i Telegram są zbyt bezpieczne. Francja i Niemcy chcą to zmienić

Nie, Zuckerberg nie będzie wyświetlać w tym komunikatorze reklam. Tak, jak nie robi to w przypadku macierzystego Messengera. Co więc ma Messenger, czego nie ma WhatsApp? Boty.

Boty to nowe sexy 2016 i bez wątpienia 2017 roku. Na razie w powijakach, ale nie oszukujmy się, nie znikną. Automatyzacja przekazu marketingowego i obsługi klienta to czysty zysk przez oszczędność. Boty są i będą. I mogą też trafić na WhatsAppa.

Świadczyć o tym może ten fragment z oficjalnego komunikatu na blogu aplikacji:

Whatsapp komunikatWhatsapp komunikat zrzut ekranu

 

Jak przyznaje sam WhatsApp, w najbliższych miesiącach zamierza testować nowe funkcje, dzięki którym biznes będzie mógł lepiej się komunikować ze swoimi klientami korzystającymi z tego komunikatora. Oczywiście, alerty z banku czy informacje o lotach można podawać w inny sposób, niż za pomocą botów. Ale nie miałoby to większego sensu, biorąc pod uwagę, że Facebook zakochał się w tej formie komunikacji i ją chce sprzedawać biznesowi. Jeżeli to robi na Messengerze, to dlaczego by nie na WhatsAppie?

W czym więc będzie się zaraz różnił WhatsApp od Messengera? Odpowiedź jest prosta, choć nie bardzo da się ją zweryfikować zewnętrznie - typem użytkownika. Ewidentnie zarówno Messenger jak i WhatsApp, choć zapewne w części mają tych samych użytkowników, muszą również różnić się pod tym względem. W innym przypadku Zuckerberg nie trzymałbym pod jednym dachem dwóch osobnych komunikatorów obsługujących te same osoby.

Do jednych i drugich już wkrótce zapuka przyjacielski bot.