Z Europy do Australii w 4 godziny? Chcą zbudować drugiego Concorde'a. Jeszcze szybszego

Bartłomiej Pawlak
Już za 10 lat loty z Londynu do Sydney będą mogły trwać zaledwie 4 godziny. Taki, rekordowy czas przelotu obiecują pomysłodawcy pierwszego od lat pasażerskiego samolotu hipersonicznego.

Na ten moment pasażerskie samoloty odrzutowe latają z prędkością ok. 800 - 950 km na godz. To oznacza, że przebycie dalekiej, np. międzykontynentalnej trasy zajmuje od kilku do kilkunastu godzin. Dość powiedzieć, że podróż na najdłuższej bezpośredniej trasie lotniczej na świecie (Singapur-Newark) oznacza niemal 19 godzin spędzonych w samolocie.

>>> Oto, jak czarna dziura rozrywa gwiazdę. NASA zarejestrowała to zjawisko:

Zobacz wideo

Ponad 6 tys. km/h w samolocie nowej generacji?

Nic więc dziwnego, że zarówno rządy krajów, jak i przedsiębiorstwa starają się o znaczne skrócenie tego czasu. Do tego potrzeba jednak wyjątkowo szybkiego samolotu, poruszającego się z prędkością kilka razy większą od prędkości dźwięku.

I właśnie nad takim rozwiązaniem pracują wspólnie brytyjska i australijska agencja kosmiczna wraz z firmą Reaction Engines z Abingdon (Anglia). Podmioty te zaprojektowały i zbudowały Synergetic Air-Breathing Rocket Engine (SABRE) - zupełnie nowy rodzaj silnika, który umożliwi skrócenie czasu przelotów.

Jest to kombinacja zalet silnika odrzutowego i rakietowego. Silnik ma działać hybrydowo - będzie znacznie szybszy od typowego odrzutowego, jednak tlen potrzebny do spalania wciąż będzie pobierał z atmosfery ziemskiej. Podczas takiego lotu samolot mógłby rozpędzić się do prędkości ponad 5 Mach (ponad 6100 km na godz.). 

Maszyna wyposażona w silnik SABRE będzie mogła jednak zostać przełączona w tryb rakietowy, dzięki czemu byłaby w stanie wznieść się na wysokość, na której latanie tradycyjnym odrzutowcem jest niemożliwe. Oznacza to również wykorzystanie silnika w lotach suborbitalnych, gdzie podczas przelotu powyżej granicy kosmosu będzie można osiągnąć prędkość 25 Mach (ponad 30 tys. km na godz.).

Do napędzania silnika w trybie rakietowym ma być wykorzystywany ciekły tlen. Zdaniem twórców SABRE, jest to tańsze i zdecydowanie mniej szkodliwe dla środowiska paliwo, niż stosowana w odrzutowcach kerozyna.

Czytaj też: NASA opracowała "radykalnie nowy rodzaj skrzydła" samolotu przyszłości

Silnik chłodzony helem

W atmosferze, przy prędkościach kilkukrotnie przekraczających prędkość dźwięku jednym z największych problemów jest chłodzenie elementów samolotu. Powietrze przelatujące przez silnik osiąga wówczas tak wysoką temperaturę, że może doprowadzić do jego uszkodzenia.

Dlatego też konstruktorzy stworzyli system chłodzenia silnika helem o bardzo niskiej temperaturze. Dzięki niemu możliwie będzie schłodzenie powietrza o temperaturze 1000 stopni Celsjusza do temperatury otoczenia w 1/20 sekundy.

Reaction Engines chwali się, że większość testów rozwojowych podczas prac nad silnikiem może zostać wykonanych na ziemi. Ma stanowić to "szybszą, tańszą i mniej ryzykowną podróż w kierunku osiągnięcia szybkich pojazdów".

Na razie system chłodzenia SABRE został przetestowany w warunkach symulowanej prędkości 3,3 Mach - ponad trzykrotnie wyższej od prędkości dźwięku. Próba zakończyła się pełnym sukcesem.

Czytaj też: Wielka Brytania: Częściej latający zapłacą więcej? To plan na globalne ocieplenie

W 4 godziny do Sydney

Pomysłodawcy nowego rozwiązania obiecują, że przy wykorzystaniu SABRE przelot na trasie Nowy Jork - Londyn trwałby zaledwie godzinę, a ze stolicy Wielkiej Brytanii do Sydney można byłoby się dostać tylko w 4 godziny. Oznacza to, że w najdalej położone od siebie zakątki naszej planety można byłoby dotrzeć w najwyżej kilka godzin.

Dla porównania dziś lot bezpośredni na trasie Londyn - Nowy Jork trwa ok. 7 godzin, a z Londynu do Australii (Perth) - 16 godzin (w drugą stronę ok. 17,5 godziny). Aby dostać się do Sydney (z przesiadką), trzeba już zarezerwować sobie przynajmniej ok. 23 godziny.

Od momentu uziemienia brytyjsko-francuskiego samolotu Concorde w 2003 roku pasażerskie maszyny nie przekraczają prędkości dźwięku. Concord był w stanie dotrzeć z Nowego Jorku do Paryża w ledwie 3,5 godziny, a lot do Londynu trwał nawet kilkanaście minut krócej. Samolot ten był jednak szalenie nieekonomiczny, a i tak latał z prędkością znacznie niższą, niż ma polecieć brytyjsko-australijska maszyna.

Czytaj też: Pekin otwiera nowy port lotniczy, ale w innych miastach megalotniska właśnie powstają. Oto wielka piątka