Protestują od tygodni i mają dość. Zdecydowali się na strajk. Pierwszy w historii giganta

Pracownicy Samsunga kilka lat po tym, jak zyskali możliwość zrzeszania się, organizują pierwszy strajk w 50-letniej historii firmy. Związek liczący niemal 30 tys. pracowników zapowiedział, że jego członkowie 7 lipca nie będą pracować.
Związkowcy z Samsunga na proteście z tabliczkami 'Szanuj pracę'
Fot. REUTERS/Soo-hyeon Kim

Po pięciu dekadach od założenia firmy w Samsungu odbędzie się pierwszy w historii przedsiębiorstwa strajk. I to nie byle jaki, bo organizuje go największy związek zawodowy w spółce, który zrzesza 28 tys. osób, czyli przeszło 20 proc. wszystkich pracowników. The National Samsung Electronics Union zapowiedziało, że członkowie związku w ramach protestu nie będą pracować 7 lipca. Powodem jest spór płacowy - donosi BBC.

Zobacz wideo Największe wpadki w świecie smartfonów. Producenci woleliby zapomnieć o tych urządzeniach

Pierwszy w historii strajk w Samsungu. Pracownicy mają dość

"Nie możemy dłużej tolerować represji pracowniczych i związkowych" - brzmiał napis na banerze, który towarzyszył związkowcom na konferencji prasowej, gdy ogłaszali strajk. Będzie to pierwsza tego rodzaju akcja w historii Samsunga, choć pracownicy od wielu tygodni protestują z przerwami przed siedzibą firmy w Seulu oraz przed fabryką mikroprocesorów w Hwaseong, na południe od stolicy - informuje Reuters. 

Samsung ogłosił w tym roku podwyżki o 5,1 proc. Związkowcy domagają się jednak, by pensje wzrosły o 6,5 proc. oraz chcą wprowadzenia przejrzystego systemu premii uzależnionych od wyników firmy. Ponadto żądają dodatkowego dnia urlopu w ciągu roku. W środę oskarżyli szefostwo Samsunga, że nie przedstawiono planu kompromisowego porozumienia w trakcie rozmów, które toczyły się dzień wcześniej. Przedsiębiorstwo wydało w środę komunikat, w którym zapewniono o "szczerym angażowaniu się w rozmowy ze związkami". 

Problemy Samsunga. Strajk może być odczuwalny dla całego świata

Analitycy, na których powołuje się anonimowo BBC, twierdzą, że akacja protestacyjna może odbić się na mocach produkcyjnych i zaburzyć łańcuchy dostaw elektroniki, jako że Samsung produkuje m.in. smartfony, telewizory i mikroprocesory. W niektórych obszarach spółka osiąga ostatnio gorsze wyniki, niż powinna. Związkowcy nie uważają jednak, by z tego powodu mieli wstrzymywać się z działaniami. - Firma twierdzi, że jest w kryzysie od 10 lat  - powiedział szef związkowców Son Woo-mok. I dodał, że to nie jest wymówka, by nie spełnić żądań działaczy.  

Samsung zezwala na działalność związkową dopiero od 2020 roku. Stało się tak po tym, jak firma została dogłębnie prześwietlona, gdy prezes został oskarżony o łapówkarstwo i manipulacje rynkowe. Po ogłoszeniu przez związki akcji protestacyjnej akcje Samsunga na giełdzie w Seulu spadły o 3,1 proc. Nie wiadomo, czy inne, mniejsze związki mają zamiar dołączyć do strajku. 

Więcej o: