Zakłócenia GPS nad Polską. Zagrożony jest transport oraz zwykli obywatele. Rosja i Chiny mają lepiej

- Gdyby nagle padły wszystkie aplikacje mapowe, to siadają też wszystkie narzędzia, których dzisiaj używamy do znalezienia restauracji, sklepu, wytyczenia trasy, dotarcia tak naprawdę gdziekolwiek - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Alek Tarkowski. Zakłócenia sygnału GPS coraz mocniej destabilizują sytuację w Polsce i Europie.
Zakłócenia GPS nad Polską
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl // gpsjam.org

Drony, które spadają albo odlatują w losowe strony świata, to wierzchołek góry lodowej. Polska, podobnie jak inne kraje bałtyckie, ma poważny problem z zakłóceniami systemu GPS. Mówią o tym najważniejsze osoby w państwie m.in. minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz oraz minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak.

Na "mapie zakłóceń sygnałów GPS", która zbiera sygnały nadawane przez samoloty, Polska prawie w połowie świeci się na czerwono lub żółto. Oznacza to poważne problemy, które utrzymują się przez kilka dni. - Zagrożenie, że system GPS przestanie działać, nie istnieje i warto o tym mówić, żeby nie wzbudzać niepotrzebnych emocji - uspokaja Alek Tarkowski, socjolog technologii, założyciel Centrum Cyfrowego i dyrektor ds. strategii think tanku Open Future. Ostatnie dni uwidoczniły jednak duży problem Polski i krajów z naszego regionu. 

Zobacz wideo Wieszczenie upadku Rosji nie ma podstaw

Uzależnienie do GPS-u nasz zgubi? "Jest absolutnie podstawowy"

To jest bardzo wyraźny przykład tego, jak silnie jesteśmy dziś uzależnieni od systemów technologicznych. Na pierwszy rzut oka GPS może się wydawać tylko jednym z wielu systemów. To przecież nie jest system podtrzymywania życia ani dostarczania tlenu, a jednak w bardzo wielu obszarach życia i gospodarki opieramy się dziś właśnie na czymś takim jak GPS

- tłumaczy nam ekspert. 

Transport, lotnictwo... właściwie każda gałąź gospodarki zostałyby dotknięta, gdyby systemu GPS nagle zabrakło. A przecież mówimy wyłącznie o czymś, co jest relatywnie wyspecjalizowanym systemem satelitów, który potrafi tak naprawdę tylko jedną rzecz - określać położenie. W mikroskali konsekwencji problemów z GPS-em doświadczyliśmy w poniedziałek, gdy samolot wracający z hiszpańskiego Alicante do Polski zamiast w Poznaniu musiał wylądować w Bydgoszczy. Powód? Zakłócenia w systemie GPS.

- To jest coś absolutnie podstawowego. Gdy przestaje działać, po prostu zaczynamy się gubić. I nie ma żadnej sensownej alternatywy, z której moglibyśmy skorzystać w takiej sytuacji. Posiadamy technologię, od której jesteśmy uzależnieni. Bo kiedy osiągamy pewien poziom rozwoju technologicznego, trudno jest potem wrócić do stanu wcześniejszego - zauważa Alek Tarkowski. 

Europa powinna mieć własny system GPS? Chiny i Rosja mają

Polska tak jak Finlandia, Litwa i Łotwa jest de facto zdana na system GPS. Bo co ciekawe, problemy, których doświadcza nasz region, nie dotykają Rosjan. Dlaczego? Otóż jeszcze w czasach ZSRR rozpoczęto pracę nad system GLONASS. To nic innego jak rosyjski odpowiednik systemu GPS, który daje Rosjanom niezależność. Także Chińczycy mają własny system nazywany Beidou, który jest stale udoskonalany. Tymczasem Europa jest zdania na GPS, czyli system, który de facto został stworzony przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych. - Rosja i Chiny nie chciały polegać na amerykańskim systemie GPS. Dlatego stworzyły własny. Także Europa pracuje nad swoim systemem Galileo. Widać wyraźnie, że jest to temat strategiczny, identyfikowany jako krytyczna infrastruktura dla nowoczesnego społeczeństwa - zauważa ekspert, wskazując jak ważna jest cyfrowa suwerenność.

Z jednej strony wydaje się, że nie każde państwo musi mieć wszystko własne, bo to nie miałoby sensu. Nie sądzę, aby Polska powinna mieć własny system GPS. Z drugiej strony jednak żyjemy w czasach, w których dużo mówi się o zapewnieniu suwerenności w odniesieniu do zaawansowanych technologii. A to oznacza przede wszystkim niezależność od pojedynczego rozwiązania, które może zawieść - np. systemu GPS. Muszą istnieć alternatywy, które można wykorzystać, jeśli główne rozwiązanie ulegnie awarii. To pozwala też testować różne podejścia, dzięki czemu cały system technologiczny jest bardziej odporny na kryzysy.

- podkreśla Alek Tarkowski. 

Kwestia alternatywy dla systemu GPS wydaje się jeszcze bardziej istotna, gdy wsłuchamy się w głosy polityków, którzy jednoznacznie zakłócenia nazywają rosyjską wojną hybrydową. - Zakłócenia są związane, według naszych źródeł, z działaniami Federacji Rosyjskiej, z akcjami sabotażu również - mówił Władysław Kosiniak-Kamysz. Także Tomasz Siemoniak podkreślał, że w problemach z GPS-em "palce macza Rosja". Podobnych wypowiedzi ministrów z Finlandii, Litwy lub Estonii jest więcej. 

Jak zareagują ludzie na brak GPS? "Wszystkie padnie"

W dyskusji nad strategicznym znaczeniem systemu GPS nie można pomijać zwykłych obywateli. - Różnice pokoleniowe spowodowałby pewnie, że nie od razu wszyscy byliby w szoku, że nie wiedzą, gdzie są, ale myślę, że bardzo szybko pojawiłyby się duże emocje. Wiele osób bardzo polega na mapach. Skoro mogę sprawdzić swoje położenie, to po prostu nie uczę się mapy miasta. Kiedyś taksówkarze musieli znać miasto na pamięć. A dzisiaj? Ktoś przyjeżdża, nawet z zagranicy, siada do taksówki i jeździ. I takim cichym bohaterem tej historii jest GPS. De facto to on prowadzi. To jest strasznie wygodna usługa i właśnie taka, której brak spowodowałby ogromną lukę - zauważa Alek Tarkowski. 

Mówimy więc o systemie, który ma nie tylko cyfrowe znaczenie, ale też społeczne. - GPS odgrywa ogromną rolę w naszym życiu. Sprawdzamy, gdzie jesteśmy, sprawdzamy trasę, sprawdzamy, gdzie jest ktoś z rodziny. Trochę zakładamy, że to po prostu działa - mówi ekspert. - Gdyby nagle padły wszystkie aplikacje mapowe, to siadają też wszystkie narzędzia, których dzisiaj używamy do znalezienia restauracji, sklepu, wytyczenia trasy, dotarcia tak naprawdę gdziekolwiek. Aż trudno sobie wyobrazić, jak ludzie by na to zareagowali - dodaje.

Więcej o: