"Jest okazja, aby Polska dołączyła do projektu i zbudowała własny myśliwiec 6. generacji" - tak ekonomista prof. Marcin Piątkowski skomentował problemy z projektem FCAS prowadzonym przez Niemcy, Francję oraz Hiszpanię. To flagowy europejski program o wartości 100 mld dolarów, który został zapoczątkowany w 2017 roku. Efektem prac ma być zastąpienie do 2040 roku samolotem przyszłości myśliwców Rafale and Eurofighter Typhoon. Niemcy rozważają kontynuowanie projektu bez Francji po tym, jak ci drudzy zaczęli sugerować, że to oni powinni objąć stery i pokierować FCAS.
Niemcy mają rozważać zastąpienie w projekcie Francji bliższą współpracą ze Szwecją lub Wielką Brytanią. Jedną z opcji jest też kontynuowanie prac z samą Hiszpanią. Jak widać, napięcia między krajami tworzą nowe możliwości, które - jak sugeruje prof. Piątkowski - Polska powinna wykorzystać. W lipcu zapowiadano, że jesienią dojdzie do wyklarowania się dalszych losów programu i wyjaśnienia rozbieżności między Francją a Niemcami, tak by budowa prototypu mogła ruszyć do końca roku.
FCAS, czyli Future Combat Air System, to wspólny program Niemiec, Francji oraz Hiszpanii. W Berlinie narasta jednak frustracja, która wskazuje, że przyszłość projektu wisi na włosku, co jest szczególnie niepokojące, gdy cały kontynent się zbroi z obawy przed wojną z Rosją. Niemiecki MON poruszył temat na spotkaniu z Airbusem, który odpowiada za program po stronie naszych zachodnich sąsiadów oraz Hiszpanów. FCAS zbliża się do terminu realizacji drugiej fazy, jaką jest budowa prototypu, ale pojawił się strach, że cały projekt może upaść. - Nie robimy żadnych postępów. To nie może dłużej tak wyglądać - mówił niedawno kanclerz Niemiec Friedrich Merz.
Dassult, francuski producent samolotów, uważa, że cała procedura projektowa jest nadmiernie biurokratyczna. Dlatego prezes Eric Trappier w ubiegłym tygodniu przekonywał, że to jego firma powinna zarządzać programem, mimo że jest w mniejszości, ponieważ Airbus reprezentuje dwóch pozostałych partnerów. Latem niemieckie media informowały, że francuskie przedsiębiorstwo chciałoby odpowiadać za 80 proc. projektu, ale francuscy urzędnicy temu zaprzeczyli. Dassulalt jak się okazuje ma jeszcze większe ambicje. Trappier uważa bowiem, że byłby nawet w stanie pokierować programem samodzielnie, choć gdy ten powstawał, to uznano, że ze względu na wysokie zaawansowanie techniczne i koszty, do budowy myśliwców przyszłości potrzebna jest koalicja państw.
Nikt nie wątpi w umiejętności Dassault - czytamy w "The Economist" - ale nawet Francuzi mają wątpliwości, czy byliby w stanie samodzielnie doprowadzić projekt do końca. Po pierwsze ze względu na ograniczenia budżetowe, a po drugie z obawy przed opóźnieniem projektu, które mogą spowodować poważne zmiany w jego strukturze. Dassault uważa jednak, że to obecna organizacja i konieczność konsultowania się z Airbusem i Indrą, hiszpańską firmą z branży militarnej, poskutkuje niedotrzymaniem wyznaczonych terminów.
Jeden z francuskich urzędników pracujący przy FCAS twierdzi, że Hiszpanie i Niemcy nie byli w stanie udowodnić, że obecna, demokratyczna organizacja projektu, bez jasnego przywództwa to najskuteczniejszy sposób dostarczenia myśliwca na czas. Jedną z opcji ma być zachowanie podziału prac, gdzie każdy odpowiada za 1/3 programu przy jednoczesnej zmianie systemu zarządzania na taki, który pozwoli szybciej podejmować decyzje.
Źródła: Politico, The Economist