Zuckerberg spalił w piecu 20 mld dolarów. Czy szaleństwo metaverse się skończy?

Mark Zuckerberg jest jedynym CEO na świecie, który może wyjść do inwestorów i powiedzieć: "Właśnie przepaliłem równowartość PKB Mołdawii na projekt, który nie ma żadnej przyszłości". A potem obserwować, jak kurs akcji jego spółki rośnie do rekordowych poziomów.
META PLATFORMS-VIRTUAL REALITY/
Fot. REUTERS/Carlos Barria

Gdyby Reality Labs, oddział Mety odpowiedzialny za wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość (VR/AR), był osobną firmą, już dawno ogłoszono by jej bankructwo, a zarząd stanąłby przed sądem. Najnowszy raport finansowy opublikowany przez biznesowe imperium Marka Zuckerberga nie zostawia złudzeń: Marzenie miliardera o nowym wspaniałym cyfrowym świecie, w którym wszyscy będziemy pracować i spotykać się jako wirtualne awatary kosztuje coraz więcej, a przynosi marginalne zyski.

Wirtualna rzeczywistość, ale prawdziwe pieniądze

Liczby są bezlitosne. W 2025 roku dział Reality Labs przyniósł 19,1 miliarda dolarów straty operacyjnej. To jeszcze gorszy wynik niż w 2024 r., kiedy to "przepalono" 17,7 miliarda. Tylko w czwartym kwartale minionego roku strata wyniosła 6,2 miliarda dolarów.

Wyniki finansowe Mety
Wyniki finansowe Metyfot. Meta

Co Meta dostała w zamian? Przychody tego oddziału w czwartym kwartale wyniosły zaledwie 955 milionów dolarów, a w skali całego roku zamknęły się w kwocie około 2,2 miliarda. Mówimy tu o dysproporcji, która w normalnych warunkach rynkowych byłaby wyrokiem śmierci. Na każdego dolara zarobionego ze sprzedaży gogli Quest czy inteligentnych okularów firma wydaje prawie dziesięć dolarów na ich rozwój i marketing.

Zobacz wideo Wielkie platformy wykupują potencjalną konkurencję

Jeszcze na początku stycznia tego roku Meta przeprowadziła zwolnienia w Reality Labs. Pracę straciło około 10 proc. załogi tego oddziału, czyli nawet 1000 inżynierów i specjalistów. Firma redukuje koszty osobowe, ale wciąż pompuje miliardy w infrastrukturę i badania, które na razie nie przynoszą zwrotu.

Pięć lat uporu i "międzynarodowe pośmiewisko"

Warto cofnąć się do roku 2021. To wtedy Mark Zuckerberg dokonał symbolicznej zmiany nazwy swojej firmy z Facebook na Meta Platforms. Miliarder obiecywał rewolucję. Metawersum miało być następcą internetu, przestrzenią, w której będziemy spędzać życie - pracować, odpoczywać i spędzać czas z naszymi bliskimi.

Minęło blisko pięć lat. Sceptycyzm, który towarzyszył tamtej decyzji, nie tylko nie zniknął, ale wręcz okrzepł. Wczesne wersje Horizon Worlds (flagowej platformy VR Mety) spotkały się z bezlitosną krytyką. Grafika rodem z gier na Nintendo Wii, puste wirtualne pokoje i brak realnych zastosowań. Tak wyglądała ta "rewolucja na miarę internetu".

W 2026 roku sytuacja niewiele się zmieniła. Choć sprzęt jest lżejszy i szybszy, metawersum wciąż zdaje się zmierzać donikąd. Zuckerberg wierzy, że to kwestia czasu i technologii. Rynek i konsumenci mają jednak dość. Mimo miliardów wpompowanych w ekosystem, VR pozostaje niszą dla graczy, a nie nowym standardem komunikacji.

Dlaczego inwestorzy nie panikują?

Skoro Mark Zuckerberg "przepala miliardy w piecu, to dlaczego po publikacji środowych wyników akcje Mety rosną, osiągając historyczne szczyty? Odpowiedź jest prosta: ponieważ wciąż jesteśmy uzależnieni od scrollowania.

Meta
Metafot. Investing.com

Fundamentem Mety nie są gogle VR, ale Facebook, Instagram i WhatsApp i generowane przez nie zyski z reklam. Te platformy to jedne z najdoskonalszych maszynek do robienia pieniędzy w historii kapitalizmu. Dzięki nim wyniki finansowe spółki za IV kwartał 2025 roku przebiły oczekiwania analityków zarówno, jeśli chodzi o zysk na akcję, jak i przychody (59,89 mld dolarów). 

Ogółem w ostatnim kwartale firma zanotowała wzrost przychodów na poziomie 24 procent rok do roku (!). To właśnie te liczby dają Zuckerbergowi immunitet. Dopóki reklamodawcy płacą krocie za naszą uwagę na Instagramie i w Reelsach, Mark może wydawać 20 miliardów rocznie na cokolwiek zechce. Inwestorzy traktują straty Reality Labs jako "podatek od Zuckerberga", czyli koszt, który trzeba ponieść, by mieć udziały w jednej z najbardziej dochodowych firm reklamowych świata.

Podczas gdy większość spodziewała się możliwej zadyszki w czasach inflacji i niepewności, socialmediowy gigant założony i prowadzony przez Marka Zuckerberga ponownie pokazuje się od najlepszej strony. Przychody są rekordowe, a zyski powracają do wysokich poziomów wraz ze znaczną poprawą marży netto

- komentuje ostatnie wyniki finansowe Mety, Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Z deszczu pod rynnę. Teraz czas na Superinteligencję

Zuckerberg nie zamierza jednak oszczędzać. Wręcz przeciwnie, zapowiada jeszcze większe wydatki. W komentarzu do wyników firma jasno zaznaczyła, że rok 2026 przyniesie "znaczący wzrost" nakładów inwestycyjnych (CapEx). Teraz oczkiem w jego głowie nie jest jednak metawersum, ale AI.

Szef Mety chce zbudować AGI (Artificial General Intelligence) i zintegrować ją ze swoimi produktami. To oznacza zakup kolejnych setek tysięcy procesorów, budowę gigantycznych centrów danych i zużycie energii, które mogłoby zasilić metropolię.

To serce nowej strategii. Meta planuje wydać na inwestycje w 2026 roku nawet 135 mld USD. To kwota przekraczająca budżety obronne wielu średniej wielkości państw

- wyjaśnia Michał Stajniak,

Zuckerberg wchodzi w rok 2026 z jasnym przekazem: "będziemy wydawać tyle, ile trzeba, by wygrać wyścig o AI". Dla akcjonariuszy to sygnał słodko-gorzki. Z jednej strony widzą firmę, która nie boi się inwestować w przyszłość. Z drugiej, patrzą na prezesa, który właśnie zamienił jeden piec do palenia gotówki (VR) na inny, wielokrotnie większy (AI).

Więcej o: