Stan wyjątkowy na Łotwie i nadzwyczajny na Litwie. Władze mówią o "wojnie hybrydowej" Łukaszenki

Rząd Łotwy ogłosił stan wyjątkowy w rejonach granicznych z Białorusią, żeby powstrzymać migrantów, którzy próbują przedostać się do Unii Europejskiej. Tymczasem na Litwie obowiązuje stan nadzwyczajny.
Zobacz wideo Ochojska: Wpływamy negatywnie na życie ludzi w najuboższych krajach

Stan wyjątkowy na Łotwie obowiązuje od 11 sierpnia do 10 listopada. Rozszerza m. in. uprawnienia Państwowej Straży Granicznej. Łotewscy funkcjonariusze, podobnie jak ich koledzy z Litwy, będą mieli prawo zawrócić migrantów, którzy w sposób nielegalny przekroczą granicę, a do tego użyć siły fizycznej i środków przymusu bezpośredniego, jeśli będzie wymagała tego sytuacja.

Granica Litwy i BiałorusiMorawiecki i premierka Litwy oskarżają Białoruś o wojnę hybrydową

Łotwa. Stan wyjątkowy w związku ze zwiększoną liczbą migrantów

Premier Łotwy Krisjanis Karins oraz szefowa łotewskiego MSW Maria Golubewa przekonują, że stan wyjątkowy w rejonach granicznych z Białorusią jest niezbędny, ponieważ napływ nieudokumentowanych migrantów jest niczym innym jak "wojną hybrydową" wypowiedzianą UE przez Aleksandra Łukaszenkę.

Z kolei zaangażowana w obronę praw człowieka łotewska prawniczka Elizaveta Krivcova, ostro krytykuje w rozmowie z DW decyzję władz. - Rząd zbyt szybko zdecydował się na wprowadzenie stanu wyjątkowego, dzięki któremu przedstawiciele służb mundurowych będą mogli używać przemocy wobec uchodźców, w o wiele większym stopniu niż dotychczas - uważa Krivcova. Jej zdaniem liczba uchodźców przekraczających łotewsko-białoruską granicę nie jest na tyle wielka, żeby z tego powodu sięgać po takie rozwiązanie jak wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Nie zgadza się z tym łotewski publicysta Otto Ozols. - Policja i straż graniczna, dzięki wprowadzeniu stanu wyjątkowego, mają możliwość powstrzymania fali nielegalnej migracji i wszyscy ci ludzie, którzy bezprawnie przekroczą łotewską granicę wrócą tam skąd przyszli, na Białoruś - komentuje.

Obozy uchodźców w "polskich" regionach

Wprowadzenie stanu wyjątkowego rozważano również na Litwie. Opowiadali się za nim m. in. szef MSW Agne Bilotaite oraz jeden z liderów opozycji i były premier Sailius Skvernelis. Ostatecznie jednak litewski rząd zdecydował się jedynie na ogłoszenie stanu nadzwyczajnego. Migranci na Litwie są rozlokowywani w kilkunastu obozach. Około tysiąca z nich przebywa w obozie na terenie wojskowego poligonu w pobliżu Rudnik. To region zamieszkały przez polską mniejszość na Litwie. Wcześniej co najmniej tysiąc migrantów, mężczyzn, kobiet i dzieci, próbowano rozlokować na terenie byłej szkoły w środku Dziewieniszek, miasteczka położonego na pograniczu z Białorusią, zamieszkanym przede wszystkim przez Polaków. Na skutek kilkudniowych protestów miejscowej ludności rząd zrezygnował jednak z tego pomysłu.

Aleksander Radczenko, znany na Litwie prawnik i działacz społeczny, tłumaczy protesty polskiej społeczności z Dziewieniszek tym, że reżym Aleksandra Łukaszenki skierował swój hybrydowy atak (do którego wykorzystał imigrantów) na granicę białorusko-litewską, a ta w bardzo znacznej części przebiega właśnie przez tereny zwarcie zamieszkałe przez mniejszość polską. - To tutaj są zatrzymywani imigranci nielegalnie przekraczający granicę i najbardziej logicznym rozwiązaniem jest właśnie umieszczenie ich w ośrodkach, które są jak najbliżej granicy. Na Wileńszczyźnie strach przed uchodźcami jest potęgowany przez to, że tereny znalazły się na pierwszej linii hybrydowego frontu, a jednocześnie jeszcze tkwi w ich mieszkańcach duża doza nieufności do władzy. I centralnej, i lokalnej - mówi Radczenko.

Zasieki na granicy

Łotewska Państwowa Straż Graniczna podaje, że od 6 sierpnia do 10 sierpnia za próbę nielegalnego przekroczenia granicy łotewskiej zatrzymano 295 osób. Łącznie w tym roku zatrzymano 355 osób. Litewska Państwowa Służba Ochrony Granic od początku roku na granicy z Białorusią zatrzymała 4 115 osób. Większość z tych osób to imigranci z Iraku (2 797 osób) i Konga (200 osób). Pozostali pochodzą z innych krajów afrykańskich i azjatyckich. Znany litewski ekonomista Žygimantas Moricas kalkuluje, że w razie, gdyby liczba takich osób które przybywają na Litwę, dalej rosła, to wyżywienie, opieka medyczna np. 40 tys. migrantów będzie kosztować 440 mln euro. Gdyby na Litwę dotarło ponad 120 tys. uchodźców, wydatki wzrosłyby odpowiednio do 1,32 mld euro.

Granica Litwy, zdjęcieLitwa buduje płot na granicy z Białorusią. Ogrodzenie z drutem kolczastym

Granica Litwy z Białorusią ma prawie 680 kilometrów długości, z kolei granica Łotwy z Białorusią liczy 161 kilometrów. Ani granica litewsko-białoruska, ani łotewsko-białoruska dotychczas nie były zbyt szczelne. Obecnie jednak litewskie władze stawiają na granicy z Białorusią zasieki z drutu kolczastego. Szacuje się, że koszt budowy umocnień granicznych wyniesie 152 mln euro. Z kolei łotewski premier zapewnia, że chce przyśpieszyć proces modernizacji infrastruktury granicznej i zaangażować siły zbrojne w ochronę granicy.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: