Kryzys na granicy. Unia Europejska zapłaci za mur? "Dyskusja o finansowaniu nie jest zamknięta"

Bruksela wznawia debatę o finansowaniu barier granicznych z budżetu UE. Sankcyjna lista Białorusinów ma się rychło wydłużyć o ok. 30 osób i instytucji. Ale Unia od razu zacznie prace nad kolejnym pakietem restrykcji.

Charles Michel, szef Rady Europejskiej, usiłuje teraz odkręcić niedawne deklaracje Ursuli von der Leyen, która po październikowym szczycie UE ogłosiła, że w kierowanej przez nią "Komisji Europejskiej i w Parlamencie Europejskim od dawna panuje pogląd, że nie będzie finansowania drutów kolczastych i murów" z pieniędzy unijnych. Odebrano to jako odmowę Brukseli wobec pisemnego apelu 12 krajów, w tym Polski, krajów bałtyckich, Danii, Austrii, Grecji, Węgier, Bułgarii. Jednak Michel przypomina - również podczas środowej wizyty w Warszawie - że dyskusja o finansowaniu murów wcale nie została przez Unię zamknięta. Dla finansowania budowy barier granicznych z budżetu UE nie ma bowiem żadnych przeszkód prawnych, a wedle nieoficjalnych ocen w Brukseli do tego pomysłu zaczyna się przychylać już większość krajów Unii. Von der Leyen - wedle brukselskich przecieków - została za swe słowa wręcz zbesztana m.in. przez duńską premier Mette Frederiksen.

Więcej informacji o kryzysie migracyjnym na stronie głównej Gazeta.pl

Temat łożenia z kasy UE na ogrodzenia na granicach zewnętrznych Unii zapewne pojawi się podczas narady unijnych szefów dyplomacji w Radzie UE w najbliższy poniedziałek [15.11.2021]. Ministrowie powinni dać zielone światło dla przygotowywanego od września - zwłaszcza pod presją Polski i Litwy - piątego pakietu sankcji wobec Białorusi, do którego ponaglał również ostatni szczyt Unii. Chodzi o rozszerzenie unijnej "czarnej listy" o około 30 osób i instytucji z Białorusi (niewykluczone, że nazwiska będą opublikowane z wielodniowym opóźnieniem) zaangażowanych w "państwowy przemyt ludzi" przez reżim Łukaszenki. Dotychczas na liście sankcyjnej, która oznacza zamrożenie majątku oraz - w przypadku osób - zakaz wjazdu na teren Unii, widnieje 166 osób i 15 instytucji, ale niezwiązanych ze sztucznie nakręcanym przez Mińsk kryzysem migracyjnym. UE w tym tygodniu już ostatecznie zatwierdziła także swą wstępną decyzję z września o zakończeniu ułatwień wizowych dla białoruskich oficjeli podróżujących do Europy.

- Sankcje są na stole. Musimy teraz skoordynować działania z państwami członkowskimi w celu określenia najskuteczniejszych narzędzi. Jesteśmy gotowi do ich wykorzystania wobec białoruskiego reżimu. Hybrydowe ataki na UE muszą się skończyć. Musimy pokazać naszą silną jedność - powiedział dziś Charles Michel.

Sekretarz Generalny NATO Jens StoltenbergNATO reaguje na kryzys na granicy: Białoruś ponosi pełną odpowiedzialność

Co z liniami lotniczymi

Unijni dyplomaci pracują teraz nad dodatkowymi sankcjami przeciw białoruskim liniom lotniczym, które po uprowadzeniu Romana Protasiewicza - wskutek już obowiązujących restrykcji UE - nie mogą latać do i nad terenem Unii. Jednak teraz idzie o odcięcie ich m.in. od leasingowego wypożyczania samolotów przez firmy prawnie zakotwiczone w Irlandii. Wedle nieoficjalnych informacji Dublin, który trochę opierał się uderzaniu w swój biznes lotniczy, już wstępnie zgodził się na zapisy sankcyjne respektujące dotychczasowe kontrakty leasingowe, lecz zabraniające zawierania nowych umów z Białorusinami.

Unijni eksperci na kryzysowych spotkaniach w Brukseli wskazują na Stambuł, Dubaj oraz Moskwę jako trzy lotnicze węzły przerzutu migrantów na Białoruś, choć to tureckie linie mają mieć w tym największy udział. Z tego powodu w Brukseli trwają zaawansowane dyskusje, jak zagrozić sankcjami liniom tureckim, ale o Aerofłocie na razie mówi się tylko "bardzo teoretycznie". W Brukseli dominuje przekonanie, że zatwierdzeniu piątego pakietu sankcyjnym powinien towarzyszyć niemal automatyczny start nad pakietem szóstym. Nie można w nim wykluczyć zaostrzenia sankcji gospodarczych wobec Mińska, choć przyjęte ostatniego lata restrykcje wymierzone w białoruski eksport soli potasowej (używanej w nawozach sztucznych), w przemysł tytoniowy oraz petrochemiczny, zaczną najboleśniej uderzać w Białoruś dopiero na początku 2022 r. ze względu na wygasanie starych kontraktów biznesowych.

Zobacz wideo Łukaszenka chce pieniędzy jak Erdogan. "Szantażystom się nie płaci"

Naciski na KE niemieckiej dyplomacji

Kanclerz Angela Merkel już rozmawiała telefonicznie z prezydentem Władimirem Putinem, zwracając się do niego o wywarcie presji na Mińsk. To wręcz oficjalne potwierdzenie, że Białorusini - zdaniem głównych graczy w Unii - nie mogliby prowadzić obecnej operacji migracyjnej bez przyzwolenia albo i bez uzgodnienia z Kremlem. Jednak w Brukseli nie ma teraz na stole negocjacyjnym nowych restrykcji wobec Rosji, choć - sugerowana przez premiera Mateusza Morawieckiego - możliwość pełnego zamknięcia granicy z Białorusią uderzyłaby także w drogowy oraz kolejowy tranzyt towarowy między Unią i Rosją.

Premier Morawiecki zwrócił się do Michela o zwołanie telekonferencyjnego szczytu UE o "ataku hybrydowym" Białorusi. I wedle naszych unijnych rozmówców ten rychły teleszczyt jest bardzo prawdopodobny, ale dopiero jako kontynuacja przyszłotygodniowych obrad szefów dyplomacji. Natomiast już dziś wstępnie uzgodniono w Brukseli sięgnięcie po unijny mechanizm zarządzania kryzysowego, by usprawnić współpracę instytucji oraz krajów Unii w reakcji na działania Łukaszenki.

Zwłaszcza niemiecka dyplomacja mocno grilluje teraz Komisję Europejską co do jej dotychczasowych oraz planowanych działań w krajach pochodzenia i tranzytu migrantów na Białoruś. Margaritis Schinas, jeden z wiceprzewodniczących Komisji, wybiera się w najbliższych dniach m.in. na Bliski Wschód, by ponaglać tamtejsze władze do współpracy w przecinaniu szlaków migracji na Białoruś. Wprawdzie Bruksela prowadzi takie naciski już od ostatniego lata, ale teraz rośnie presja, by instytucje UE - skoro część z tych krajów to beneficjenci unijnej pomocy rozwojowej - zaczęły mocniej wykorzystać pieniądze (groźba wstrzymania funduszy lub obietnica dodatkowych kwot) dla wymuszenia lepszego współdziałania z Brukselą.

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Donald TuskDonald Tusk napisał list otwarty do przywódców państw Unii Europejskiej

Europosłowie o kryzysie humanitarnym

Komisja Europejska nadal ponawia ofertę pomocy ze strony Frontexu (i innych unijnych agend) dla Polski, ale ta sprawa bardzo mocno obniżyła się na liście priorytetów. Frontex mógłby zaoferować przede wszystkim ludzi do "zarządzania" granicą (rejestrowania migrantów, pobierania odcisków palców, pomocy w procedurach azylowych), ale - na tym etapie - nie do "twardej" obrony tego odcinka zewnętrznej granicy UE i NATO.

Niechęć Polski jest tłumaczona przez naszych rozmówców w Brukseli mieszanką "politycznej dumy", a także chłodnym polskim rachunkiem zysków i strat - niewielkim "realnym wsparciem" ze strony Frontexu połączonym z możliwymi utrudnieniami w jawnie przeprowadzanych push-backach. Natomiast wielu europosłów podczas środowej debaty o "kryzysie na wschodniej granicy Unii" zwracało uwagę na narastający kryzys humanitarny na obszarach objętych polskim stanem wyjątkowym.

Autor: Tomasz Bielecki

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: