Niemcy. Bilet za 9 euro w ogniu krytyki. "Spowoduje chaos i otrzeźwienie"

Niemieckie gazety sceptycznie komentują rozpoczęcie sprzedaży biletów miesięcznych za 9 euro na transport publiczny w Niemczech. "Jeżeli rząd w Berlinie faktycznie chce coś zrobić dla klimatu, to powinien szybko i dużo zainwestować w rozbudowę infrastruktury kolejowej, zamiast rzucać się na projekt pilotażowy, który na końcu spowoduje jedynie chaos i otrzeźwienie" - ocenia gazeta "Neue Osnabruecker Zeitung".
Zobacz wideo Czy darmowy transport publiczny jest dobrym pomysłem?

Jak zauważa dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ), z pomocą "rabatu cenowego nawet najbardziej uparci przeciwnicy kolei mają stać zwabieni do pociągów, chociażby były one beznadziejnie przepełnione". "I mają oni tam pozostać również wtedy, gdy akcja dawno się zakończy. Ale do autobusów i pociągów można wsiąść tylko wówczas, gdy one kursują, a w wielu miejscach nie robią tego wystarczająco często. Tutaj nawet bilet za 9 euro nic nie zmieni" - stwierdza "FAZ". Podkreśla, że wszyscy są zgodni, że aby ta sytuacja uległa zmianie, "potrzeba dalszych miliardowych inwestycji i szybkiej rozbudowy (infrastruktury) na wsiach".

Berlin, FriedrichstrasseNiemcy reagują na drastyczny wzrost cen energii. Bilet za 9 euro na cały kraj

Dlatego - dodaje dziennik - największy efekt tej "akcji rabatowej" wcale nie musi dotyczyć obywateli, a polityków. "Jeżeli ostra dyskusja między rządem federalnym a landami cokolwiek zdziałała, to zapewne to, że pewnie każdy zrozumiał, jak kluczową rolę odgrywa publiczna komunikacja miejska i podmiejska" - ocenia "FAZ".

Bilet dla "kraju lunatyków". Niemieckie media krytycznie o biletach za 9 euro

"Neue Osnabruecker Zeitung" pisze, że wraz z wprowadzeniem biletu za 9 euro "zaczyna się to, czego boi się nie tylko wyspa Sylt, ale także kolej: szturm na niemiecki transport podmiejski". "Tani bilet ma być przyjazny dla klimatu i ma przekonać ludzi do środków komunikacji podmiejskiej, aby przy niej pozostali także po zakończeniu akcji i zostawili samochody w garażach. Pytanie, czy po letnich przejazdach w przepełnionych pociągach regionalnych z prawdopodobnie popsutą klimatyzacją raczej się do niej nie zrażą" - pisze dziennik z Osnabrueck. Przestrzega, że w takiej sytuacji możliwy korzystny wpływ akcji na klimat może zostać szybko zaprzepaszczony.

"Jeżeli rząd w Berlinie faktycznie chce coś zrobić dla klimatu, to powinien szybko i dużo zainwestować w rozbudowę infrastruktury kolejowej, zamiast rzucać się na projekt pilotażowy, który na końcu spowoduje jedynie chaos i otrzeźwienie" - ocenia gazeta.

Dziennik "Koelner Stadt-Anzeiger" pisze, że bilet za 9 euro, "którym ekscytuje się cały naród, jest raczej jak biała maść, niedokładnie naniesiona na ranę". "Chciałoby się krzyknąć: Czy nie słyszeliście wystrzału? Niemcy są na końcu ery, naznaczonej przez cud na rynku pracy, wzrost gospodarczy, niskie stopy procentowe, pełne kasy socjalne, nadwyżkę eksportową i stabilną wartość pieniądza. Ale na taki kryzys Niemcy niestety nie są przygotowane - ani mentalnie, ani politycznie, ani też gospodarczo" - ocenia gazeta z Kolonii.

"Bilet za 9 euro to bilet dla kraju lunatyków, ale nie sensowne działanie w sytuacji największego militarnego i gospodarczego zagrożenia dla Europy od II wojny światowej" - czytamy.

"Kryzysowy akcjonizm". Niemcy "znów bawiły się w Western"

Podobną ocenę formułuje "Allgemeine Zeitung" z Moguncji. Jak pisze, plan wsparcia transformacji w sektorze transportu poprzez krótkookresowy tani bilet nie powiedzie się. "Transport podmiejski potrzebuje przede wszystkim ścisłej synchronizacji, strategicznego planu rozbudowy i długofalowych, bliskich realnemu życiu rozwiązań, jak bilet za 365 euro. Zamiast tego transport podmiejski nie dostaje wraz z biletem za 9 euro nic więcej, niż przejściowy, spowodowany kryzysem akcjonizm - pisze "Allgemeine Zeitung".

Berlin, NiemcyNiemcy. Firmy zyskują dzięki uchodźcom. "Wielki potencjał dla rynku pracy"

Z kolei dziennik "Nuernberger Zeitung" z Norymbergii zarzuca rządowi federalnemu i krajom związkowym, że przy wprowadzeniu biletu za 9 euro "znów bawiły się w Western". "Przez wiele miesięcy było jasne, że prawie wszyscy chcą prowadzenia tej oszczędnej oferty. Ale krótko przed głosowaniem w Bundesracie (izbie parlamentu, złożonej z przedstawicieli landów - red.), niektóre landy zagroziły, że spowodują upadek planu, jeżeli rząd federalny nie zapłaci więcej. Nie ma nic złego w tym, że na płaszczyznach politycznych prowadzi się kłótnie o pieniądze. Ale ten zaostrzony spektakl to przesada" - konkluduje gazeta. 

Gazeta "Weser-Kurier" z Bremy zwraca uwagę, że wola rezygnacji z samochodu na rzecz transportu publicznego "nie zależy tylko od ceny, ale też od komfortu - synchronizacji, pewności i wygody". "Ten, kto w ciągu najbliższych trzech miesięcy będzie musiał szukać miejsca siedzącego w przepełnionych i brudnych pociągach, przypuszczalnie nie tak szybko da się przekonać do zmiany. A na pewno nie, gdy dzięki pakietowi ulg także tankowanie będzie tańsze. Za 9 euro miesięcznie można chętnie zgodzić się na mniejszy komfort, ale czy również za zwykłą cenę, która jest wielokrotnie wyższa?" - pisze "Weser-Kurier".

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: