Orban coraz ostrzej przeciw sankcjom wobec Rosji: UE powinna je znieść. To poskromiłoby inflację

Premier Węgier Viktor Orban chciałby szybkiego zniesienia sankcji przeciw Rosji. Pomimo to Bruksela pracuje nad kolejnymi restrykcjami, licząc, że jeszcze raz uda się osiągnąć jednomyślność 27 państw UE.

– Unia Europejska powinna znieść swoje sankcje wobec Rosji. Zaszkodziły gospodarce Europy bardziej niż Rosji, a ich wycofanie poskromiłoby inflację i zmniejszyło ryzyko recesji – przekonywał w środę (21.9.2022) premier Viktor Orban na zamkniętym spotkaniu posłów Fideszu, co zrelacjonował prorządowy dziennik "Magyar Nemzet". A rzecznik rządu Zoltan Kovacs potwierdził te wypowiedzi premiera Węgier w mailowej odpowiedzi dla Reutersa. Premier Orban, według relacji "Magyar Nemzet", chciałby zniesienia sankcji do końca tego roku i przekonywał swych partyjnym podwładnych, że w rezultacie ceny gazu spadłyby natychmiast o połowę.

Takie doniesienia z Budapesztu nie wywołały wielkiego poruszenia w Brukseli, bo Orban już wcześniej wypowiadał się przeciwko sankcjom UE, choć teraz po raz pierwszy – za pomocą zapewne kontrolowanego przecieku w węgierskich mediach – tak jednoznacznie apelował o rychłe wycofanie restrykcji. Obecne sankcje gospodarcze UE przeciw Rosji będą wymagały przedłużenia dopiero w przyszłym roku, do czego konieczna będzie jednomyślna zgoda wszystkich krajów UE. Unia przez parę lat przetrzymała władze Włoch – które najpierw ustami ówczesnego premiera Mattea Renziego, a potem wicepremiera Mattea Salviniego – ostro krytykowały sankcje nałożone w 2014 roku, ale ostatecznie nie wetowały ich przedłużania "ze względu na jedność Unii". Salvini zapewne wróci do rządu po wyborach, które odbędą się w ten weekend, ale szykująca się do premierowskiego fotela Giorgia Meloni przynajmniej na razie popiera sankcyjną politykę UE wobec Moskwy. A zatem pod tym względem Rzym niekoniecznie stanie się sojusznikiem Orbana w rozbijaniu jedności UE.

Zobacz wideo Sikorski: Szkoda, że Polska knuje z jakimiś marginalnymi partiami, zamiast rządzić UE

Orban unijnym hamulcowym

Orban od marca tego roku występował w roli hamulcowego w pracach nad sankcjami UE, ale w nieoficjalnych kontaktach z władzami UE zapewniał – i zasadniczo dotrzymywał słowa - że nie będzie blokować sankcji, za którymi opowie się reszta krajów Unii. Wprawdzie wspólnie z Czechami i Słowacją, które sprytnie kryły się w unijnych rokowaniach za plecami Węgier, wywalczył wyłączenie rurociągowej ropy z Rosji z unijnego embarga. Jednak spora część krajów Unii – choć również nieoficjalnie – przyznawała, że Budapeszt, Bratysława i Praga jako pozbawione dostępu do dostatecznej ilości ropy transportowanej morzem miały ku temu nie polityczne, lecz poważne gospodarcze powody. 

Również obecnie Bruksela liczy, że Orban – uwikłany w unijne procedury grożące odebraniem Węgrom unijnych funduszy – nie ośmieli się blokować przedłużania sankcji. Natomiast jest raczej pewne, że pozostanie najgłośniejszym graczem w grupie krajów, które są niechętne nakładaniu dodatkowych restrykcji na Rosję. Tymczasem Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, zapowiedziała wczoraj (21.9.2022) nowe sankcje UE w odpowiedzi na planowane aneksyjne "referenda" w częściach Ukrainy okupowanych obecnie przez Rosję.

– Jesteśmy gotowi nałożyć dalsze koszty ekonomiczne na Rosję, na osoby oraz podmioty wewnątrz i z zewnątrz Rosji, które wspierają jej działania politycznie lub ekonomicznie. Ponadto zaproponujemy dodatkowe ograniczenia eksportu technologii cywilnych, ponieważ Rosja przechodzi w warunki pełnej gospodarki wojennej – powiedziała von der Leyen.

Budowa osiedla mieszkaniowego (zdjęcie ilustracyjne).Budowaliśmy rekordowo dużo mieszkań, a teraz zaliczamy rekordowy spade

Dłuższa "czarna lista"

Instytucje UE już w najbliższych dniach zamierzają przygotować projekt wydłużenia "czarnej listy", która teraz obejmuje ponad 1200 Rosjan z zakazem wjazdu i zamrożonym majątkiem na terenie UE, a także projekt wzmocnienia sankcji gospodarczych. Czy uda się uzyskać jednomyślną zgodę wszystkich krajów Unii, w tym Węgier? – Lepiej jest zapowiadać mniej, a realizować więcej, bo czasami nadmierne obiecywanie i niewywiązywanie się z tych zapowiedzi tylko wywołuje międzynarodową konsternację. Dyskretniejsze podejście pomaga budować konsensus – przekonuje urzędnik UE zaangażowany w sprawę sankcji i krytyczny wobec "wyprzedzających" zapowiedzi von der Leyen nieskonsultowanych z 27 stolicami Unii.

Projekt nowego pakietu sankcyjnego – oprócz zapowiedzianych przez von der Leyen zakazów eksportowych – zapewne będzie uszczelniał dotychczasowe restrykcje. Ponadto Komisja Europejska jest już bliska wycofania się z nowych wytycznych pozwalających unijnym firmom na transport rosyjskiego węgla, które w tym tygodniu wywołały ostrą krytykę ze strony Polski, krajów bałtyckich, a potem także ze strony Francji.

Wywiady SroczyńskiegoPutin jako pożyteczny idiota Bidena. "Dzięki tej wojnie USA odnoszą same sukcesy"

Ograniczyć dochody z ropy

Natomiast kluczową decyzją, która trafi do Rady UE i także będzie wkrótce wymagała jednomyślności 27 krajów Unii, jest taka modyfikacja przepisów sankcyjnych, by pozwoliły na wprowadzenie pułapu cenowego na ropę z Rosji sprzedawaną poza Unię. Unijne embargo na 90 proc. dotychczasowej ropy z Rosji (czyli bez ropociągu do Węgier, Słowacji, Czech) wchodzi w życie 5 grudnia (a na produkty rafineryjne w marcu 2023 roku). Skoro 90 proc. transportujących ropę statków na świecie jest ubezpieczonych przez firmy z Wlk. Brytanii i UE, to Bruksela w porozumieniu z Londynem wpisała w maju w system sankcji zakaz ubezpieczania statków z ropą z Rosji, by uczynić jej transport o wiele droższym. Jednak już wstępnie ustalony przez grupę G7 pomysł pułapu cenowego, czyli ograniczenia dochodów Kremla, zasadza się na zezwoleniu europejskim ubezpieczycielom (i armatorom) na pracę przy transporcie ropy z Rosji poza Unię, ale wyłącznie poniżej limitu ceny popieranego przez kraje G7. 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

 
Więcej o: