Sytuacja w Kalifornii to dopiero początek. Gigapożary to już globalny trend

Ogień w Kalifornii strawił już ponad milion akrów lasów i nie tylko, co pozwala go zakwalifikować jako "gigapożar". Żywioł o takiej skali i intensywności wpisuje się w przewidywania naukowców i trend pożarów na świecie potęgowanych przez zmiany klimatu. A sezon "ogniowy" na zachodzie USA dopiero się zaczyna. Według prognoz w przyszłości może być jeszcze gorzej.

Sierpień to dopiero początek "sezonu" pożarów w Kalifornii, a tegoroczny już zapowiada się na rekordowy. Dwa kompleksy pożarów, z którymi walczą obecnie strażacy, sklasyfikowano jako trzeci i drugi co do wielkości pożar w najnowszej historii stanu. 

Dotychczas spłonęło około miliona akrów lasów i traw, czyli 400 tys. hektarów lub 4 tys. kilometrów kwadratowych. Dla porównania wyjątkowo duży - jak na polskie warunki - pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym objął 5,3 tys. hektarów. W Kalifornii ogień strawił nie tylko naturę. Zniszczone zostały również setki domów. Dym z pożarów rozciągał się na ponad 1000 kilometrów. Zginęło co najmniej sześć osób, a co najmniej 43 zostały ranne. 

Około 119 000 osób zostało ewakuowanych, wiele z nich z trudem znalazło schronienie i wahało się przed udaniem się do ośrodków założonych przez władze z powodu zagrożenia koronawirusem. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump uznał pożary w Kalifornii za klęskę żywiołową i uruchomił pomoc federalną dla zniszczonych terenów. Służby ostrzegają jednak, że "najgorsze jeszcze nie jest za nami".

- W środę wieczorem, kładąc się spać, miałem piękny dom i piękne ranczo. Zostały mi tylko popioły - mówił agencji AP 81-letni Hank Hanson z miasta Vacaville.

Kilkaset osobnych pożarów zaczęło powstawać od 15 sierpnia, kiedy nad stanem przeszły silne burze z piorunami. Niektóre połączyły się w gigantyczne kompleksy pożarów. O ile bezpośrednią przyczyną pożarów są burze, to warunki sprzyjające ich rozprzestrzenianiu się na taką skalę są związane ze zmianami klimatu. Liczba dni z pogodą sprzyjającą ekstremalnym pożarom podwoiła się w tej części USA od 1980 roku i będzie dalej rosła. Rekordowe pożary w Kalifornii to zresztą kolejne w tym roku - po Australii, Syberii czy Amazonii - kataklizmy będące przejawem kryzysu klimatycznego. 

W Kalifornii spłonęły drzewa starsze od Polski  

Dziennikarz i autor zajmujący się kryzysem klimatycznym David Wallace-Wells pisze, że Kalifornia ma teraz podobne problemy, co Australia. Pożary są zbyt liczne i zbyt duże, by służby miały szansę je kontrolować. Sytuacja jest tak poważna, że władze stanowe ostrzegły 40 mln mieszkańców, by byli oni gotowi do ewakuacji w razie potrzeby. 

Ogień zniszczył też tereny cenne przyrodniczo. Obrońcy przyrody donoszą, że stracony został park Big Basin Redwoods, w którym rosły drzewa w wieku 800-1500 lat, a więc starsze niż historia Polski, pamiętające czasy sprzed kolonizacji Ameryki. Według ostatnich informacji mnóstwo drzew-pomników spłonęło, ale wiele wciąż stoi. Nie wiadomo jednak, czy jest szansa, że odrodzą się po ugaszeniu pożaru. 

Wallace-Wells zwraca uwagę, że do pożarów w Kalifornii dochodzi regularnie, jednak tegoroczne osiągnęły wielkie rozmiary pomimo braku silnego wiatru (który pomaga rozprzestrzeniać się ogniowi). Gdyby wiało, pożary byłyby jeszcze rozleglejsze.

Sytuacja ma stać się "bardzo zła, bardzo szybko" 

Cytowany przez portal insideclimatenews.org klimatolog Daniel Swain powiedział, że mało którzy badacze są zaskoczeni skalą pożarów w Kalifornii. Według prognoz sytuacja ma stać się "bardzo zła, bardzo szybko", począwszy od stanów Arizona, Utah i Kolorado. Naukowcy przewidywali, że w samej Kalifornii sytuacja pożarowa będzie zła od sierpnia, a najgorsza stanie się jesienią. - Wygląda na to, że była to trafna prognoza - ocenił Swain. 

Naukowiec podkreślił też, że pożary na zachodzie USA wpisują się w globalny trend rekordowych pożarów - który także jest zgodny z przewidywaniami. Jego zdaniem sytuacja w Stanach Zjednoczonych przypomina teraz początek pożarów w Australii, które wybuchły niespełna rok temu. Wtedy również naukowcy o ostrzegali, że sytuacja będzie zła i tak się stało.

Nadchodzą gigapożary 

Na przełomie roku w pożarach w Australii zginęło nawet miliard zwierząt, przetrzebiona została populacja narażonych na wyginięcie koali, a niektóre gatunki mogły zostać pchnięte w stronę wymierania. Spłonął obszar porównywalny z powierzchnią Słowacji. Na Syberii padły w tym roku rekordy upałów, a w pożarach spłonęło co najmniej trzy miliony hektarów lasów.

W Amazonii gigantyczne pożary przyciągnęły uwagę świata w ubiegłym roku, ale w tym roku odnotowano najgorszy początek sezonu pożarów lasów od 10 lat. Tylko w pierwszych dziesięciu dniach sierpnia w Amazonii zarejestrowano ponad 10 tys. pożarów. To o 17 proc. więcej niż o tej samej porze w roku poprzednim. O niektórych pożarach niewiele jest informacji w mediach pomimo ich wielkiej skali - np. w dżungli w Kongo czy na Madagaskarze.

Serwis gizmodo.com pisze o rosnącym zagrożeniu powstawaniem tzw. gigapożarów, czyli takich, które za jednym razem spalają milion akrów (400 tys. hektarów). Gdy w piątek opublikowano artykuł, autorka jedynie spekulowała, że obecne pożary w Kalifornii mogą osiągnąć taki rozmiar. W poniedziałek wiadomo już było, że tak się stało, a żywioł nie jest wcale opanowany.

Inny gigapożar wybuchł w 2018 roku w Australii i w niespełna miesiąc pochłonął dwa miliony akrów. Pożary lasów i łąk są - szczególnie w Australii czy Kalifornii - częścią naturalnego cyklu przyrodniczego. Jednak zmiany klimatu (w tym wzrost temperatury czy susze) powodują, że warunki do ich powstania, osiągania wielkich rozmiarów i rozprzestrzeniania się są coraz bardziej sprzyjające. Gigapożary za jakiś czas mogą być kolejną z klimatycznych katastrof regularnie nawiedzającą niektóre części świata.