Plan Ministerstwa Klimatu to "drobny krok do przodu". Ale za tydzień może być nieaktualny

Ministerstwo Klimatu zaprezentowało strategię energetyczną, która zakłada odchodzenie od węgla - jednak zbyt wolno, by było to zgodne z celami klimatycznymi czy opłacalne. - Ciężko sobie wyobrazić jakąkolwiek opłacalność ekonomiczną węgla po roku 2030 - mówi ekspert WWF Oskar Kulik. Zwraca też uwagę, że po zaprezentowaniu w przyszłym tygodniu wyższych celów ograniczenia emisji CO2 przez Komisję Europejską ten dokument może być "bezużyteczny".
Zobacz wideo Neutralność klimatyczna w UE. "Musimy mówić o wyższych środkach"

Ministerstwo Klimatu pokazało założenia nowego, zaktualizowanego projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. (PEP 2040). Dokument zawiera strategię naszej polityki energetycznej na najbliższe 20 lat, w tym stopniowe odchodzenie od węgla na rzecz źródeł odnawialnych i energii atomowej. 

Nowy projekt został przekazany do prac w Radzie Ministrów, zostanie także przedstawiony górniczym związkom zawodowym. Te najpewniej nie będą zadowolone z szybszego niż we wcześniejszym planie tempa odchodzenia od węgla. Tymczasem z założenia polityki klimatycznej i tak są dalece niewystarczające. 

- W porównaniu do poprzedniego planu jest to drobny krok do przodu. Ale przewidywany udział węgla w produkcji energii w 2030 i dalsze jego wykorzystywanie po roku 2030 jest ewidentnie sprzeczne z celami klimatycznymi wynikającymi z raportów IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Oskar Kulik, specjalista ds. polityki klimatyczno-energetycznej WWF Polska. 

- Jeśli chcemy ograniczyć zmiany klimatu na poziomie 1,5 stopnia, to wszystkie kraje OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju skupiająca 37 wysoko rozwiniętych państw - red.) - w tym Polska - muszą wycofać węgiel z energetyki do 2030 roku - podkreślił. 

Ciężko sobie wyobrazić jakąkolwiek opłacalność ekonomiczną węgla

Obecnie udział węgla w produkcji energii w Polsce to ok. 73 proc. Według PEP 2040 udział ten ma spaść do 56 proc. za 10 lat i do 28 proc. w roku 2040. A jeśli wzrost cen uprawnień do emisji CO2 będzie wysoki - do 37 proc. w roku 2030 i 11 proc. za kolejną dekadę. 

Taki udział węgla w energetyce jest też niepokojący biorąc pod uwagę prognozy wzrostu cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Jedna z nich mówi o cenach 76 euro za tonę CO2 w przypadku podwyższenia unijnego celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 roku. Przy takich kosztach energetyka węglowa będzie zupełnie niekonkurencyjna. Ciężko sobie wyobrazić jakąkolwiek opłacalność ekonomiczną węgla, a w latach 30. i gaz zacznie być coraz mniej opłacalny

- ocenia Kulik.

Rządowy dokument zakłada, że do 2030 roku obniżymy emisje dwutlenku węgla o 30 proc. Tyle, że już teraz unijny cel to 40 proc. - a za chwile Komisja Europejska będzie postulowała jego zwiększenie. 

- Brakuje w dokumencie wskazania, co zrobimy, jeśli będziemy mieli podwyższony unijny cel ograniczenia emisji na rok 2030 - z 40 proc. do 50 lub 55 proc. W przyszłym tygodniu będzie zaprezentowany przez Komisję Europejską ten cel i jest bardzo prawdopodobne, że będzie to część prawa unijnego - mówi ekspert WWF. - Wtedy ta Polityka Energetyczna będzie zupełnie niezgodna z tym, co nas będzie obowiązywało. Stworzyliśmy dokument, który za tydzień będzie bezużyteczny, bo nie będzie pokazywał, jak zbliżyć się do tego bardziej ambitnego celu - dodaje. 

Ten projekt być może częściowo odpowiada na niektóre najbardziej bieżące wyzwania i pogodzenie polityki z interesami np. branży górniczej. Jednak nie odpowiada on na kwestie realizacji bardziej ambitnych celów na 2030 rok, ani tym bardziej - ścieżkę dojścia do neutralności klimatycznej 

- mówi Kulik.

Konieczne jest podanie daty odejścia od węgla

W kwestii przebudowy energetyki projekt Ministerstwa Klimatu zakłada dwa scenariusze. Jednak przez to nie ma nie tylko konkretnej daty odejścia od węgla, ale nie wiadomo nawet, jaki będzie jego udział już za 10 lat. 

- Z perspektywy przeprowadzenia sprawiedliwej transformacji konieczne jest postawienie daty odejścia od węgla i rozpoczęcie tego procesu strategicznego. Chodzi restrukturyzację regionów węglowych, pomoc w przebranżowieniu się pracownikom - ocenia ekspert WWF. - Podanie takiej daty pomogłoby, bo wreszcie wszyscy będą wiedzieć, na czym stoimy. Teraz wszystkie strony narzekają na to, że nie wiadomo, jaka jest decyzja - dodaje. 

Potrzebne są odważne decyzje. Jeśli miotamy się między narracją o tym, że UE zmusza nas do zmiany i naukowcy spierają się ws. klimatu, a mówieniem, że zamkniemy kopalnie i zainwestujemy miliardy w zielone technologie, to jest duży rozdźwięk

- komentuje. 

Pytania o gaz i atom

Zdaniem eksperta pozytywnym aspektem jest m.in. przedstawiony w projekcie plan dotyczący autobusów elektrycznych w miastach. - Kwestia elektryfikacji floty autobusów w miastach, a mam nadzieję, że też w terenach poza miejskich to bardzo dobry kierunek i coś, co sami postulowaliśmy w raporcie "Zeroemisyjna Polska 2050". To pozytyw, ale jeden z niewielu - mówi Kulik.

Znakami zapytania w projekcie są także kwestie budowy elektrowni atomowej oraz inwestowania w elektrownie na gaz, który ma być "pomostem" od węgla do energetyki zeroemisyjnej. 

- Czy zbudowanie elektrowni atomowej do 2033 roku jest możliwe? Nie jestem co do tego przekonany. Drugą kwestią jest to, że jej budowa w żaden sposób nie pomoże nam w realizacji celu na rok 2030 - mówi Kulik.

W kwestii gazu najważniejszym pytaniem jest to, ile takich instalacji Polska może wybudować w sposób spójny z celami klimatycznymi. Mówi się o wielu takich nowych inwestycjach i pytanie, czy one w ogóle będą opłacalne, abstrahując już od kwestii klimatycznych. Dostrzegam rolę tego paliwa w bilansowaniu systemu, ale byłbym bardzo ostrożny w takich inwestycjach 

- ocenia plany dotyczące elektrowni na gaz.