Gal i german mają kluczowe znaczenie dla przemysłu półprzewodników, telekomunikacji, sprzętu satelitarnego i wojskowego oraz pojazdów elektrycznych. Na nich opierają się także europejskie marzenia o dekarbonizacji. Największym ich eksporterem na świecie są Chiny z udziałem 94 proc. w przypadku galu i 83 proc. w przypadku germanu. Unia Europejska otrzymuje 71 proc. swojego galu z Chin i 45 proc. germanu. Od przyszłego miesiąca gal i german będą jednak podlegać ograniczeniom eksportowym. Chiny nakładają od 1 sierpnia restrykcje na ich eksport, argumentując decyzję kwestiami bezpieczeństwa narodowego. Może to pokrzyżować plany UE o zielonej transformacji - pisze Bloomberg.
- Działania Chin są wyraźnym przypomnieniem tego, kto ma przewagę w tej grze - mówił w rozmowie z Bloombergiem Simone Tagliapietra, badacz z brukselskiego think-tanku Bruegel. - Trudna rzeczywistość jest taka, że Zachód będzie potrzebował co najmniej dekady, aby pozbyć się ryzyka związanego z chińskimi łańcuchami dostaw minerałów, więc jest to naprawdę asymetryczna zależność. Europa jest dziś w dużej mierze zależna od Chin, jeśli chodzi o zestaw czystych technologii i krytycznych komponentów, więc eskalacja tych napięć może z pewnością sprawić, że zielona transformacja Europy będzie bardziej wyboista - tłumaczył. Z kolei w porannym raporcie ekonomistów PKO BP czytamy, że "decyzja ta jest częścią 'wojny technologicznej' między USA a Chinami i odpowiedzią na ostrzejszą retorykę ze strony Zachodu (m.in. na zapowiedzi nałożenia ograniczeń sprzedaży najbardziej zaawansowanych półprzewodników do Chin)". Decyzję o ograniczeniu eksportu galu i germanu podjęto krótko po tym, jak Komisja Europejska przedstawiła strategię bezpieczeństwa gospodarczego, by zapobiec wyciekowi kluczowych technologii m.in. właśnie do Chin.
Wprawdzie żaden kraj we wspomnianym wyżej dokumencie KE nie jest wymieniony z nazwy, ale wiadomo, że został on napisany z myślą o Chinach. Sprawa jest delikatna, bo po pierwsze - część państw ma zacieśnione relacje gospodarcze z Państwem Środka i nie chce ich niszczyć. Po drugie: kwestie bezpieczeństwa, także gospodarcze, to kompetencje krajowe. Z tych powodów Komisja Europejska na razie proponuje jedynie ocenę ryzyka i wzmocnienie kontroli w trzech obszarach. Chodzi o monitorowanie inwestycji zagranicznych, by nie dochodziło do przejmowania firm, lub infrastruktury w Europie, kontrole eksportu nowoczesnych technologii do państw spoza Unii, oraz kontrole prowadzonych tam inwestycji.
O zmniejszaniu zależności Unii Europejskiej od Chin dyskutowano na zeszłotygodniowym szczycie w Brukseli. Debata była krótka, niespełna dwugodzinna, a wnioski po spotkaniu są bardzo ogólne, co tylko potwierdza różnice zdań w sprawie relacji z Państwem Środka. Przykładowo Francja i Niemcy, które nie chcą ryzykować pogorszenia relacji gospodarczej z Chinami, zajmują w Unii bardzo ostrożne stanowisko. Po drugiej stronie jest Litwa, na którą Pekin nałożył sankcje za otwarcie w Wilnie biura Przedstawicielstwa Tajwanu, uznawanego przez chińskie władze za swoją zbuntowaną prowincję. Wnioski ze spotkania mówią o tym, że Unia musi zmniejszyć zależność gospodarczą od Chin w krytycznych sektorach, ale jednocześnie nie może się zamykać na współpracę z Pekinem, oraz że Unia i Chiny są ważnymi partnerami handlowymi i gospodarczymi, ale Wspólnota będzie dążyć do zapewnienia równych zasad współpracy.
Stany Zjednoczone także planują wprowadzić nowe ograniczenia dla Chińczyków. Według doniesień "Wall Street Journal" ograniczony ma zostać dostęp do usług chmurowych Amazona i Microsoftu dla chińskich firm. Waszyngton rozważa wymaganie od dostawców usług w chmurze uzyskania zgody rządu przed obsługą chińskich firm, które wykorzystują takie platformy do trenowania modeli sztucznej inteligencji. Propozycja administracji Bidena wkrótce ma pojawić się w formie oficjalnego dokumentu. To decyzja wynikająca z potrzeby ochrony zaawansowanych technologii.