Rosja wkłada kij w szprychy. Nie wiadomo, gdzie odbędzie się kolejny szczyt klimatyczny

Co roku kraje świata spotykają się na szczytach COP, by rozmawiać o walce ze zmianami klimatu. Zanim zacznie się tegoroczny szczyt COP28 w Dubaju, powinien zostać wybrany gospodarz kolejnego spotkania. To wciąż się nie udało - ponieważ Rosja blokuje kraje, które wspierają Ukrainę.
Władimir Putin
Sergey Guneyev / AP

Rosja wkłada kij w szprychy globalnych negocjacji klimatycznych. Zgodnie z wykorzystywaną od prawie 30 lat procedurą, kraje poszczególnych regionów świata wybierają spośród siebie kolejnych gospodarzy dorocznych szczytów klimatycznych. I teraz Rosja blokuje decyzję o tym, gdzie odbędzie się przyszłoroczny szczyt.

Zobacz wideo Grzegorz Onichimowski: Węgiel powinien być tylko dopełnieniem OZE i innych źródeł energii w tzw. szczytach energetycznych

Rosja miesza ws. szczytu klimatycznego

30 listopada w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zacznie się 28. globalny szczyt klimatyczny. Na COP28 przedstawiciele wszystkich krajów świata, od USA i Chin po małe kraje wyspiarskie jak Wyspy Marshalla, będą rozmawiać m.in. o odejściu od paliw kopalnych i wsparciu dla państw szczególnie cierpiących z powodu ocieplenia klimatu. 

Przed rozpoczęciem negocjacji w Dubaju powinien już zostać wybrany gospodarz kolejnego szczytu. Co roku jest to inny kraj z pięciu grup - regionów. Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do grupy azjatyckiej, ubiegłoroczny gospodarz - Egipt - do afrykańskiej. Wiadomo też już, że szczyt COP30, który przypada za dwa lata, chce urządzić Brazylia. Jednak choć do rozpoczęcia spotkania w Dubaju pozostało kilka tygodni, wciąż nie wiadomo, kto będzie gospodarzem szczytu COP29 w 2024 roku - podaje Reuters.

Powinien go zorganizować kraj grupy wschodnioeuropejskiej. Wcześniej w ramach tej grupy organizowała Polska (COP24 w 2018 roku w Katowicach, a także dwa wcześniejsze szczyty). Do organizacji spotkania w 2024 roku zgłosiła się Bułgaria. Tę kandydaturę wsparły inne wschodnie kraje Unii Europejskiej. Jednak Rosja stwierdziła, że nie zgodzi się na szczyt w żadnym kraju UE, co jest odbierane jako reakcja na wsparcie Unii dla Ukrainy. Tymczasem decyzja o gospodarzu musi zapaść jednogłośnie. 

Wcześniej swoje kandydatury zgłosiły też Armenia i Azerbejdżan (kraje Kaukazu także zaliczają się do grupy wschodnioeuropejskiej). Jednak konflikt o Górski Karabach między tymi dwoma krajami oznacza, że najpewniej każdy będzie blokować kandydaturę drugiego. Inne kraje grupy nie wyraziły zainteresowania organizacją szczytu. COP to gigantyczne przedsięwzięcie - na szczyt przyjeżdżają delegacje ok. 200 państw, a także przedstawiciele biznesu, uczelni, mediów, organizacji pozarządowych. W ubiegłym roku na szczyt w Egipcie przyjechało prawie 50 tys. ludzi.

Szczyt bez gospodarza

Reuters podaje, że według Juliana Popowa, bułgarskiego ministra ochrony środowiska, w tej chwili "nie ma rozwiązania" dla impasu i trwają dyskusje o tym, jak "uratować" szczyt. Co może się stać? Pod uwagę bierze się kilka scenariuszy. 

Jeśli grupa wschodnioeuropejska nie będzie w stanie wybrać gospodarza, to może zgodzić się na zamianę z inną grupą. Jak pisał w połowie roku serwis climatechangenews.com, Australia (która należy do grupy "zachodniej" razem z Europą Zachodnią, a także m.in. USA i Kanadą) wyraziła gotowość "zamiany" kolejności i bycia gospodarzem przyszłorocznego szczytu. Takie rozwiązania nie są niespotykane. W 2019 roku Chile zrezygnowało z organizacji szczytu ze względu na wielkie protesty społeczne i COP odbył się w Hiszpanii (choć to Chile było formalnym gospodarzem).

Na stole mogą też być bardziej nietypowe rozwiązania. Minister Popow mówił Reuteresowi, że brane pod uwagę jest rozbicie szczytu na mniejsze spotkania, które odbyłyby się w kilku krajach regionu. Zwrócił uwagę, że organizacja gigantycznego szczytu staje się coraz trudniejsza. Jednak gospodarz nie tylko zapewnia miejsce do przeprowadzenia konferencji. Jego przedstawiciel zostaje też przewodniczącym szczytu, który prowadzi obrady i negocjacje. Ta rola - siłą rzeczy - przypadnie jednemu państwu i jednej osobie. Kiedy wspomniany szczyt w 2019 roku przeniesiono do Madrytu, to wciąż osoba wyznaczona przez Chile przewodniczyła obradom. 

Jeśli nie uda się wybrać żadnego gospodarza, to możliwe, że szczyt odbyłby się w Bonn, gdzie swoją siedzibę ma sekretariat organu klimatycznego ONZ. Jednak niemieckie władze na razie nie chcą zadeklarować, czy są gotowe na organizację spotkania. Jak mówią, czekają na wynik negocjacji.

Więcej o: