Nowa kadencja Sejmu zawsze oznacza nowe rozdanie ról i stanowisk, w tym w sejmowych komisjach. To w nich toczą się m.in. bardziej szczegółowe prace nad ustawami. Nowe składy i szefowie komisji zostali wybrani w tym tygodniu. A na czele Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych stanął Marek Suski, poseł PiS.
To wybór co najmniej kontrowersyjny z punktu widzenia osób zajmujących się klimatem. W poprzedniej kadencji, jako szef komisji, Suski zasłynął m.in. blokowaniem rozwoju energii odnawialnej. Podczas prac nad ustawą o energii wiatrowej to on w ostatnim momencie prac zaproponował zmianę kluczowego zapisu, przez co drastycznie ograniczono pozytywny efekt nowej ustawy. A w czasie posiedzenia ganił aktywistkę klimatyczną Wiktorię Jędroszkowiak, mówiąc, że "nie każdy obywatel" może przyjść na komisję i "gadać głupoty".
W ubiegłym roku Suski otrzymał też antynagrodę za "Klimatyczną bzdurę roku", którą przyznaje ekspercki portal Nauka o klimacie. Dostał ją za wypowiedź z 2021 roku o tym, że "nasze lasy i nasze zielone uprawy pochłaniają więcej, niż emitujemy CO2". Portal Nauka o klimacie podkreślił, że poseł i szef komisji ds. klimatu pomylił się o 95 proc. - ponieważ w rzeczywistości np. w 2019 roku polskie lasy pochłonęły tylko około 5 proc. naszych emisji dwutlenku węgla.
Dlaczego więc Suski dalej kieruje komisją ds. klimatu, choć PiS nie ma już większości? W Sejmie zwyczajem jest podział kierowaniem komisjami także z opozycją, czyli obecnie z Prawem i Sprawiedliwością. I - jak powiedział nam poseł PO i wiceprzewodniczący komisji Tomasz Nowak - to PiS wskazywał kandydata i był nim właśnie Suski. - To naturalne, że opozycja ma swoją pulę przewodniczących komisji - skomentował to nam Maciej Konieczny z partii Razem, jeden z członków komisji. Przypomniał, że w poprzedniej kadencji PiS odebrał przewodniczenie komisji polityki społecznej Magdalenie Biejat. - Nie chciałbym, abyśmy zachowywali się tak samo - dodał.
Poseł Tomasz Nowak zwrócił uwagę, że nowa koalicja ma większość zarówno w samej komisji, jak i jej prezydium (gronie przewodniczącego i wiceprzewodniczących). - Doprowadzimy do tego, że prezydium będzie wreszcie obradować. W poprzedniej kadencji poseł suski robił wszystko jednoosobowo - powiedział. Dodał, że "współpraca" w komisji będzie odbywać się w "zupełnie innym rytmie", a Marek Suski będzie cały czas miał świadomość, że to koalicji KO, Trzeciej Drogi Lewicy ma większość, by przegłosować decyzje komisji.
Poseł Konieczny stwierdził też, że "jeżeli Marek Suski aktywnie sabotowałby prac komisji, zawsze można go wtedy odwołać". - Większość w komisji będzie miała strona demokratyczna. Możliwości blokowania ze strony przewodniczącego będą ograniczone - zapewnił.
Negocjacje o podziale komisji z ramienia PiS prowadził sam Suski. Jego zdaniem partia i tak otrzymała mniej stanowisk przewodniczącego, niż powinna.
W rozmowie z PAP Suski nazwał to "politycznym złodziejstwem" i stwierdził, że PiS dostał mniej komisji, niż wynika to z wielkości klubu w Sejmie. Nowa koalicja zaproponowała partii kierownictwo w pięciu komisjach, w tym dwóch określanych jako "większe" (do nich zalicza się komisja ds. energii) oraz trzy mniejsze (to m.in. komisja ds. gospodarki morskiej oraz ds. polityki senioralnej). Suski stwierdził nawet, że przyznanie PiS-owski przewodnictwa tylko w tych komisjach to "zemsta i budowa dyktatury".