Nie jest niczym nowym, że pojedynczy konsumenci przykładają znacznie większą wagę do pro-klimatycznych zmian nawyków, od możnych tego świata, którzy mogliby mieć faktyczny wpływ na kondycję naszej planety. To, jak bardzo stan środowiska ich nie obchodzi, udowodniły tym razem władze Wielkiej Brytanii. Premier Rishi Sunak, minister spraw zagranicznych David Cameron i król Karol III na szczyt klimatyczny COP28 w Dubaju polecieli osobno - trzema odrzutowcami.
Downing Street przekazało, że ministrowie i premier nie latają wspólnie, a poza tym pretensje są nieuzasadnione, bo rząd Sunaka nie jest przeciwny lataniu. - Nie staramy się odwodzić ludzi od latania, a ważne jest, by Wielka Brytania była mocno reprezentowana na COP28, bo jesteśmy liderem w walce ze zmianą klimatu - stwierdził rzecznik, cytowany przez "The Independent".
- Strategia rządu w walce ze zmianami klimatu nie polega na zakazywaniu czy ograniczania latania. Jesteśmy za inwestowaniem w nowe technologie, a przykładem jest to, że odrzutowce używały [częściowo - red.] zrównoważonego paliwa lotniczego - podano.
Opozycja jest zdania, że działanie brytyjskiej delegacji to nie tylko marnowanie pieniędzy podatników, ale też wysyła złą wiadomość na temat zaangażowania Wielkiej Brytanii w przestrzeganie zobowiązań klimatycznych - stwierdziła Wera Hobhouse z Liberalnych Demokratów.
Carla Denyer z Zielonych oceniła natomiast, że Sunar i Cameron to "super bogate elity, które super ogrzewają planetę". Podkreśliła przy tym, że krótka podróż odrzutowcem produkuje tyle dwutlenku węgla, ile przeciętna osoba produkuje przez rok.
Jak zauważa Extinction Rebellion, 3/5 Brytyjczyków w ogóle nie potrzebuje zmieniać sposobu podróżowania, by emisję netto wyniosła zero. - Tylko niewielka mniejszość użytkowników prywatnych odrzutowców, osoby, które często latają i bywalcy pierwszej klasy niszczą ten wysiłek - przypomniano.
W ubiegłym miesiącu Rishi Sunak zamieścił w portalu X swoje zdjęcie z odrzutowca. Opozycja stwierdziła wówczas, że brak samoświadomości premiera zapiera dech w piersiach.
Politycy ze 198 krajów rozmawiają w Dubaju o tym, jak zatrzymać globalne ocieplenie. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozpoczęła się najważniejsza część tegorocznej konferencji klimatycznej ONZ pod nazwą COP28. Nie jest jednak jasne, czy krajom członkowskim ONZ uda się podjąć znaczące działania.
Politycy na dorocznej konferencji klimatycznej deklarują, jakie ich kraje mają pomysły na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. To właśnie CO2 jest głównym sprawcą globalnego ocieplenia.
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres mówił, że ludzkość musi natychmiast podjąć zdecydowane działania, by zatrzymać globalne ocieplenie i jego konsekwencje, czyli gwałtowne katastrofy naturalne. - Jesteśmy daleko od celów wyznaczonych w Paryżu w 2015 roku i mamy 15 minut do północy, gdy chodzi o cel 1,5 procent. Ale nie jest jeszcze za późno. Możemy powstrzymać katastrofę planety - mówił Guterres.
O szybkie działania apelował też brytyjski monarcha król Karol III, który od lat prowadził działalność na rzecz środowiska. - W 2050 roku nasze dzieci i wnuki nie będą pytać, co mówiliśmy. Będą żyć z konsekwencjami tego, co zrobiliśmy lub czego nie zrobiliśmy - dodał.
Wczoraj, w pierwszym dniu konferencji udało się zebrać pół miliarda dolarów na specjalny fundusz rekompensat dla krajów rozwijających się.
Przywódcy 198 krajów rozmawiają dzisiaj i jutro, a potem do pracy przystąpią negocjatorzy. Na osiągnięcie ostatecznego porozumienia mają dwa tygodnie, bo konferencja COP28 w Dubaju kończy się 12 grudnia.