Atomowe zamieszanie. W grze nowa lokalizacja elektrowni jądrowej w Polsce

Nie w Lubiatowie-Kopalinie w gminie Choczewo, a w Żarnowcu może powstać elektrownia jądrowa. Jeszcze kilka dni temu lokalizacja polskiego atomu wydawała się pewna, a tymczasem wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz zrzuciła prawdziwą bombę, informując, że rozważana jest nowa lokalizacja. Według ekspertów taka zmiana to "strata czasu i pieniędzy". Dokument jest już jednak na biurku premiera Donalda Tuska.
Atomowe zamieszanie. W grze nowa lokalizacja elektrowni jądrowej.
Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl // Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Podczas wizyty w Chojnicach nowa wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz miała podważyć decyzję środowiskową dotyczącą budowy elektrowni jądrowej oraz wybraną technologię od konsorcjum firm Westinghouse i Bechtel. - Ta decyzja środowiskowa dla lokalizacji w Lubiatowie została wydana, ale cały czas rozważamy, czy słusznie. Są też różne głosy na temat wybranej technologii. Najbliższe miesiące będą decydujące - cytuje jej wypowiedź "Dziennik Bałtycki".  

Zobacz wideo Grzegorz Onichimowski: Projektowi elektrowni jądrowej trzeba w końcu nadać realny wymiar

Atomowe zamieszanie. W grze nowa lokalizacja elektrowni jądrowej

Deklaracja Rutkiewicz była totalnym zaskoczeniem, bo do tej pory nic nie wskazywało, że miejsce budowy elektrowni jądrowej może się zmienić. Zaledwie dwa tygodnie temu Polskie Elektrownie Jądrowe informowały, że decyzja o ustaleniu lokalizacji na Pomorzu uzyskała status ostatecznej. Wydane 5 stycznia postanowienie ministra rozwoju i technologii miało "zamknąć proces odwoławczy od decyzji lokalizacyjnej i kończy etap rozpatrywania sprawy przez organy administracji publicznej". Mówiąc prościej, miało to oznaczać, że Lubiatowo-Kopalino (woj. pomorskie, powiat wejherowski) to ostateczna lokalizacja elektrowni i nic nie może tego zmienić. 

Pomorscy samorządowcy twardo stoją na stanowisku, że miejsce przyszłej elektrowni powinno być jednak inne. - Powstał dokument, w który dzielimy się wątpliwościami z decydentami. To nie jest tak, że jesteśmy przeciwni budowie elektrowni atomowej, ale trzeba rozważyć na spokojnie inne miejsce, biorąc pod wzgląd ochronę środowiska - mówił, cytowany przez "Dziennik Bałtycki" wicemarszałek pomorski Leszek Bonna. Wspominane pismo miało już trafić do premiera Donalda Tuska.

Jak zareaguje Donald Tusk?

Szef rządu wcale nie musi nie zgadzać się z taką opinią. Dotychczas nie składał jednoznacznych deklaracji dotyczących lokalizacji przyszłej elektrowni atomowej. Jak w przypadku wielu inwestycji, które Prawo i Sprawiedliwość zostawiło w spadku, mówił jedynie o "audycie". - Na pewno trwać będzie jeszcze przez chwilę gorąca dyskusja, czy lokalizacja jest najszczęśliwsza, ale tu głos muszą mieć fachowcy. Jeśli okaże się, że nie ma innej możliwości i to jest optymalna lokalizacja, okolice Choczewa, to będziemy kontynuować inwestycję. Na razie robimy szybki audyt i sprawdzamy, czy na pewno ta lokalizacja jest optymalna - stwierdził 9 stycznia, a jego słowa cytował portal biznesalert.pl.  

"Strata czasu i pieniędzy", ale ekolodzy się ucieszą

W treści dokumentu przekazanego Tuskowi politycy z Pomorza mają zapewniać, że budowa elektrowni w obecnej lokalizacji źle wpłynie na środowisko. Jest tam bowiem "szeroka piaszczysta plaża i kompleksy leśne". Stowarzyszenie Obrony Naturalnych Obszarów Nadmorskich Bałtyckie SOS alarmuje od dawna, że na Pomorzu trwa m.in. wycinka lasu Słajszewskiego pod budowę elektrowni. Wicemarszałek Bonna wskazywał, że dużo lepszym miejscem pod elektrownię byłby Żarnowiec, gdzie rozważano jej budowę już w latach 80. 

Taka zmiana wywraca jednak wszystkie atomowe plany Polski do góry nogami. Dariusz Ciepiela na portalu wnp.pl opisuje, że "zmiana lokalizacji elektrowni jądrowej oznacza stratę kilku lat przygotowań, których nie da się nadgonić". Oficjalny termin oddania pierwszego bloku to rok 2033. Zmiana lokalizacji przesunęłaby jego oddanie o dobre kilka lat. Prawdopodobnie do 2040 roku. "Zmiana lokalizacji to strata wielu milionów złotych, które poszły na badania środowiskowe i lokalizacyjne" - czytamy dalej. Ponadto do obecnej lokalizacji przekonana już jest lokalna społeczność, a wokół niej ruszyły już pierwsze projekty przygotowujące infrastrukturę pod przyszłą inwestycję. 

Wojewoda reaguje na doniesienia medialne

W odpowiedzi na doniesienia "Dziennika Bałtyckiego", które szeroko poniosły się w polskich mediach,  wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz wydała oświadczenie. "W związku z nieprawdziwymi informacjami, pojawiającymi się w przestrzeni publicznej dotyczącymi zmiany lokalizacji elektrowni jądrowej, wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz informuje, że nieprawdą jest twierdzenie, że zapadła decyzja o zmianie lokalizacji elektrowni jądrowej na Pomorzu" - czytamy w komunikacie.

Beata Rutkiewicz napisała, że podczas jednego ze spotkań tylko wskazała, że zasadne jest powtórne przeanalizowanie decyzji środowiskowej wydanej dla lokalizacji elektrowni w Lubiatowie. Zaznaczyła jednocześnie, że ostateczne decyzje co do lokalizacji elektrowni jądrowej na Pomorzu podejmie rząd, po dokonaniu szczegółowych analiz. "O podjętych decyzjach będziemy państwa informować bez zbędnej zwłoki" - czytamy w oświadczeniu.

Więcej o: