- Nie stać nas w tym momencie na przenoszenie tej inwestycji jeszcze dalej w przyszłość. Przesunięcie w tym momencie budowy elektrowni jądrowej w inne miejsce, to by było odłożenie w czasie kilka lat. Nie mamy już na to czasu - mówił Adrian Zandberg z partii Razem w Radiu Zet. Wokół inwestycji w ostatnim czasie znów zrobiło się gorąco, po tym jak wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz zrzuciła prawdziwą bombę i poinformowała, że rozważana jest nowa lokalizacja.
Zandberg stwierdził, że zmarnowaliśmy 30 lat, bo tyle lat temu trzeba było postawić w Polsce elektrownię jądrową. W związku z tym, że to się nie udało, nasz kraj stoi przed ryzykiem poważnego kryzysu energetycznego - mówił polityk.
Za kilka lat w Polsce zabraknie prądu w gniazdkach, albo ten prąd w gniazdkach będzie naprawdę drogi. Potrzebujemy elektrowni jądrowej także po to, żebyśmy mogli zrealizować cele klimatyczne
- stwierdził Zandberg.
Dodał, że zdaniem Razem, polski system energetyczny powinien mieć "twardą bazę", która opiera się na dwóch nogach - na atomie, oraz OZE. - Nie kupujemy tej opowieści, która niektórym się podoba, żeby to było 100 proc. OZE, bo wiemy, że OZE są zależne od wiatru i od słońca, jak nie ma wiatru, nie ma słońca, nie ma energii, a my musimy mieć też twardą bazę, bo to jest 38-milionowy kraj z dosyć sporą gospodarką - tłumaczył współprzewodniczący Razem.
Nasze oczekiwanie jest takie: ani tygodnia opóźnienia. Budujemy najpierw pierwszą, a później kolejne elektrownie jądrowe i to jest stanowisko, przy którym będziemy bardzo twardo obstawać niezależnie od tego, czy ten, czy inny samorządowiec ma jakieś pomysły na swoją kampanię samorządową
- powiedział Zandberg. I dodał, że atom w Polsce to sprawa "strategicznej przyszłości naszego kraju, polskiej gospodarki, celów klimatycznych i tak naprawdę też naszego bezpieczeństwa".
Deklaracja Rutkiewicz była dużym zaskoczeniem, bo do tej pory nic nie wskazywało, że miejsce budowy elektrowni jądrowej może się zmienić. Zaledwie dwa tygodnie temu Polskie Elektrownie Jądrowe informowały, że decyzja o ustaleniu lokalizacji na Pomorzu uzyskała status ostatecznej. Wydane 5 stycznia postanowienie ministra rozwoju i technologii miało "zamknąć proces odwoławczy od decyzji lokalizacyjnej" i zakończyć "etap rozpatrywania sprawy przez organy administracji publicznej". Mówiąc prościej, miało to oznaczać, że Lubiatowo-Kopalino (woj. pomorskie, powiat wejherowski) to ostateczna lokalizacja elektrowni.
Rutkiewicz podważa jednak decyzję środowiskową dotyczącą budowy elektrowni jądrowej oraz wybraną technologię od konsorcjum firm Westinghouse i Bechtel. - Ta decyzja środowiskowa dla lokalizacji w Lubiatowie została wydana, ale cały czas rozważamy, czy słusznie. Są też różne głosy na temat wybranej technologii. Najbliższe miesiące będą decydujące - cytuje jej wypowiedź "Dziennik Bałtycki". W treści dokumentu przekazanego Donaldowi Tuskowi politycy z Pomorza mają zapewniać, że budowa elektrowni w obecnej lokalizacji źle wpłynie na środowisko. Jest tam bowiem "szeroka piaszczysta plaża i kompleksy leśne". Stowarzyszenie Obrony Naturalnych Obszarów Nadmorskich Bałtyckie SOS alarmuje od dawna, że na Pomorzu trwa m.in. wycinka lasu Słajszewskiego pod inwestycję. Poza tym wicemarszałek woj. pomorskiego Leszek Bonna wskazywał, że dużo lepszym miejscem dla atomówki byłby Żarnowiec, gdzie rozważano jej postawienie już w latach 80.
Taka zmiana wywraca jednak wszystkie atomowe plany Polski do góry nogami. Dariusz Ciepiela na portalu wnp.pl opisuje, że "zmiana lokalizacji elektrowni jądrowej oznacza stratę kilku lat przygotowań, których nie da się nadgonić". Oficjalny termin oddania pierwszego bloku to rok 2033. Zmiana lokalizacji przesunęłaby jego oddanie o dobre kilka lat. Prawdopodobnie do 2040 roku. "Zmiana lokalizacji to strata wielu milionów złotych, które poszły na badania środowiskowe i lokalizacyjne" - czytamy dalej. Ponadto do obecnej lokalizacji przekonana już jest lokalna społeczność, a wokół niej ruszyły już pierwsze projekty przygotowujące infrastrukturę.
W odpowiedzi na doniesienia "Dziennika Bałtyckiego", które szeroko poniosły się w polskich mediach, wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz wydała oświadczenie. "W związku z nieprawdziwymi informacjami, pojawiającymi się w przestrzeni publicznej dotyczącymi zmiany lokalizacji elektrowni jądrowej, wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz informuje, że nieprawdą jest twierdzenie, że zapadła decyzja o zmianie lokalizacji elektrowni jądrowej na Pomorzu" - czytamy w komunikacie.
Beata Rutkiewicz napisała, że podczas jednego ze spotkań tylko wskazała, że zasadne jest powtórne przeanalizowanie decyzji środowiskowej wydanej dla lokalizacji elektrowni w Lubiatowie. Zaznaczyła jednocześnie, że ostateczne decyzje co do lokalizacji elektrowni jądrowej na Pomorzu podejmie rząd, po dokonaniu szczegółowych analiz. "O podjętych decyzjach będziemy państwa informować bez zbędnej zwłoki" - czytamy w oświadczeniu.