Projekt w sprawie mocnego ograniczenia pestycydów w rolnictwie - o połowę do 2030 roku - zostanie wycofany - zapowiedziała to Ursula von der Leyen w czasie sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.
- Ta propozycja stała się symbolem polaryzacji, więc musimy coś zrobić. Dlatego zaproponuję kolegium komisarzy wycofanie tej propozycji. Ale temat pozostaje i by zrobić krok naprzód, potrzebny jest dialog i inne podejście. Komisja przygotuje nową propozycję, bardziej dojrzałą po konsultacjach z zainteresowanymi stronami - powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej. Podkreśliła, że propozycja, którą wcześniej odrzucili deputowani, utknęła w martwym punkcie w negocjacjach unijnych krajów.
Zapowiedź wycofania projektu to reakcja na liczne protesty rolników w kilku unijnych krajach. W ubiegłym tygodniu taki protest odbył się na przykład w Belgii. Brukselę zablokowało około 1300 ciągników, w dniu, w którym odbywał się tam szczyt przywódców UE. Ten bunt rolników "znalazł się na pierwszym miejscu w programie przywódców i zaowocował szeregiem innych ustępstw, zwłaszcza we Francji" - opisuje "Le Monde".
Zresztą, w samej Komisji Europejskiej nie było jednomyślności w tej sprawie. Projektowi sprzeciwiał się komisarz do spraw rolnictwa, którym jest Janusz Wojciechowski. Według niego, proponowane zmiany są szkodliwe i niesprawiedliwe, bo nie biorą pod uwagę różnej sytuacji w krajach członkowskich. Pomysłowi sprzeciwiała się też Polska jako kraj - zarówno w czasie sprawowania władzy przez poprzedni rząd, PiS, jak i już w nowym rozdaniu. Niedawno mówił o tym minister rolnictwa Czesław Siekierski.
Ursula von der Leyen stwierdziła w PE, że ochrona przyrody może przynieść sukces jedynie dzięki podejściu opartemu na zachętach. - Ponieważ tylko wtedy, gdy nasi rolnicy będą mogli żyć z ziemi, będą inwestować w przyszłość. I tylko wtedy, gdy wspólnie osiągniemy nasze cele klimatyczne i środowiskowe, rolnicy będą mogli nadal zarabiać na życie. Nasi rolnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Powinniśmy obdarzyć ich większym zaufaniem - powiedziała.
Temat ograniczenia pestycydów to tylko jeden z przynajmniej kilku, jakie podburzyły w ostatnich tygodniach europejskich rolników. Protestujący narzekali m.in. na rosnące koszty produkcji i malejące dochody, a także skarżyli się na problemy piętrzone przez unijną biurokrację.
Kwestia pestycydów to tylko jedna z długiej listy skarg, które wywołały masowy ruch protestacyjny rolników z UE, którzy w ostatnich tygodniach blokowali kluczowe drogi za pomocą traktorów, skarżąc się na malejące dochody i rosnące koszty produkcji.
Protesty są kontynuowane, we wtorek m.in. w Holandii, demonstracje zapowiadano także w Strasburgu, gdzie dziś odbywa się posiedzenie Parlamentu Europejskiego. W Hiszpanii rolnicy zablokowali główne autostrady. Demonstrują przeciwko rosnącym kosztom prowadzenia działalności, biurokracji unijnej oraz sprowadzaniu żywności spoza Unii Europejskiej. - Wieś ma już dość. Cała Unia Europejska stoi w obliczu tych samych problemów - powiedział Donaciano Dujo, szef największej rolniczej organizacji w Hiszpanii.
Na drogi wyszli także rolnicy w Bułgarii, którzy zablokowali ruch w blisko osiemdziesięciu miejscach, do tego utrudniając wjazd i wyjazd z kraju na wielu przejściach granicznych.