"Widziałem wał utworzony przez trupy słoni morskich. Jednemu ptakowi zmienił się kolor oczu". Ptasia grypa zbiera żniwo w Antarktyce

Wirus ptasiej grypy dziesiątkuje populację zwierząt na wyspach subantarktycznych. Niedawno dotarł do samej Antarktydy. - Skoro ptasia grypa przeniosła się z ptaków na duże ssaki jak słonie morskie, to prędzej czy później dotknie również człowieka - mówi biolog Mikołaj Golachowski, który od 20 lat regularnie odwiedza rejony antarktyczne.
Samica słonia południowego (Mirounga leonina)
Fot. Jeremy Richards/Shutterstock

Żniwo ptasiej grypy szczególnie widoczne jest na Georgii Południowej, niezwykłej wyspie leżącej prawie 1800 km na południowy wschód od Ziemi Ognistej (południowy skrawek Ameryki Południowej). To tam znajdują się najważniejsze obszary lęgowe wielu gatunków pingwinów, tam migrują liczne ptaki, a na plażach tej wyspy wylegują się tysiące słoni morskich i fok.

- Przebodźcowanie jest tam absolutnie nieuniknione. Lądujesz na plaży Świętego Andrzeja i widzisz największą kolonię pingwinów królewskich na świecie - 200 tysięcy chłopaków, 200 tysięcy dziewczyn, 200 tysięcy pisklaków. Ponad pół miliona pingwinów w jednym miejscu, ciągną się po horyzont - opisywał Georgię Południową biolog Mikołaj Golachowski.

Posłuchaj podcastu

Pierwsze przypadki ptasiej grypy stwierdzono na tej wyspie w październiku 2023 r. Naukowcy alarmowali, że może  jeśli wirus dotrze do kolonii pingwinów w odległych zakątkach Antarktydy, to może dojść do "jednej z największych katastrof ekologicznych współczesnych czasów".

- Początkowo ptasia grypa uderzyła na Georgii w niektóre gatunki ptaków jak wydrzyki czy petrelce olbrzymie, ale pingwiny z jakiegoś powodu nie chorowały. Padały natomiast słonie morskie i uchatki. Jeśli wirus przeniósł się na duże ssaki to prędzej czy później dotknie też człowieka. Wędruje wraz z migrującymi ptakami, ale powstał przecież z powodu działań człowieka, który zaczął masowo hodować drób - mówi Golachowski.

Wirus z wielkich ferm

Wielokrotnie pisaliśmy o tym w Gazeta.pl - dziś to już nie szpitale są największym źródłem antybiotykoodpornych bakterii, ale wielkoprzemysłowe fermy zwierząt, które powstają na masową skalę. Tylko między 2019 a 2022 r. z powodu ptasiej grypy trzeba było zabić w Polsce 18 mln kurczaków. W samym tylko 2021 r. na zwalczanie chorób zakaźnych zwierząt wydano 1,1 mld zł.

Szacuje się, że obecna epidemia wysoce zakaźnego wariantu H5N1 - która rozpoczęła się w 2021 r. - zabiła miliony dzikich ptaków. Szczep 2.3.4.4b zdziesiątkował populacje ptaków w Wielkiej Brytanii, Europie kontynentalnej, na południu Afryki i w obu Amerykach.

Na Georgii wykryto wirusa również u rybitw antarktycznych, mew południowych, czy jednego z największych ptaków na świecie - albatrosa wędrownego.

Wał trupów

Golachowski co roku odwiedza Antarktykę jako przewodnik turystyczny. Do Georgii dopłynął w styczniu tego roku. - Zobaczyłem bardzo dużo martwych słoni morskich, które umierały w październiku i listopadzie. Kawałek od brzegu tworzyły wał. Setki trupów zalegały też w innych miejscach. Widziałem zdjęcia z argentyńskiego półwyspu Valdés. Trupy słoni morskich ciągną się tam po horyzont - mówi Golachowski.

Z szacunków naukowców wynika, że ptasia grypa na południu Argentyny zabiła ponad 17 tysięcy słoni morskich. Wskaźnik śmiertelności w sezonie rozrodczym w niektórych miejscach sięgnął tam 96 proc.

Miesiąc temu stwierdzono pierwsze przypadki wirusa na samej Antarktydzie. - Na początku wśród wydrzyków, ale teraz ptasia grypa atakuje również pingwiny królewskie i białobrewe. Zaczyna szaleć i zbierać żniwo. Zagrożona jest też sama Georgia. Pisklaki pingwinów królewskich spędzają tam prawie cały rok, a dorosłe osobniki wszystkich gatunków rozmnażają się w wielkich koloniach. Transmisja jest nieunikniona. Wiadomo, że będzie źle, ale nie wiadomo jeszcze jak bardzo - mówi Golachowski.

Informacje o ptasiej grypie na kontynencie potwierdza Piotr Kuźniar, skiper jachtu "Selma Expeditions", który właśnie wraca z kilkudziesięciodniowego rejsu, w trakcie którego załoga odwiedziła wiele miejsc na Antarktydzie.

- Wedle moich obserwacji epidemia ptasiej grypy dopiero rozpoczyna się na Półwyspie Antarktycznym. Wygląda na to, że na wirusa najbardziej podatne są na razie wydrzyki. Widzieliśmy martwe ptaki na Lagoon Island, niedaleko wyspy Adelajdy. Słyszeliśmy też o padłych wydrzykach na innych wyspach. Mam nadzieję, że tak jak to było z covidem, wirus będzie mutował i stanie się mniej zjadliwy - mówi Kuźniar, który z wykształcenia jest biologiem.

I dodaje: - Być może pingwiny są bardziej odporne albo zarażają się już tą mniej groźną formą ptasiej grypy. Gdyby było inaczej, to biorąc pod uwagę, że wydrzyki bytują na pingwiniskach, widzielibyśmy setki martwych pingwinów. 

Golachowski tłumaczy, że wirus będzie musiał w końcu zmutować. - Wyobraź sobie, że jesteś wirusem. Jeśli zabijesz wszystkich swoich nosicieli, to niedobrze dla ciebie, bo nie będziesz miał się jak rozprzestrzeniać. Na pewno więc ten szczep, który obecnie szaleje w Antarktyce, zostanie w końcu wyparty przez jakąś łagodniejszą formę, tak jak to było np. z covidem. Ale kiedy to będzie, i ile zwierząt przez ten czas umrze, tego nie wie nikt - mówi Golachowski.

Wirus, który zmienia kolor oczu

Golachowski dodaje, że wpływ wirusa na niektóre gatunki ptaków wciąż pozostaje zagadką.

- Szalenie ciekawa rzecz przydarzyła się głuptakom atlantyckim na północnym Atlantyku. Ptasia grypa je zdziesiątkowała, ale też odmieniła. Mianowicie, głuptakom, które zachorowały i przeżyły, zmienił się kolor oczu - z jasnobłękitnego na kruczoczarny. Wyglądają teraz jak zombie. To jedna z najdziwniejszych historii, które się ostatnio wydarzyły w przyrodzie i nikt nie wie, dlaczego się tak stało - mówi Golachowski.

Więcej o: