To zjawisko pojawiło się nad Polską we wtorek 25 czerwca około godziny 13:00. Na mapach można było wówczas zobaczyć nietypową kreskę biegnącą na obszarze między Warszawą, Bydgoszczą a Poznaniem. Jak poinformował Onet, wywołała ona teorie spiskowe.
Portal przekazał, że sygnatury są kojarzone z wrogą działalnością innych państw lub wojsk. Niektórzy twierdzą natomiast, że są one wynikiem sterowania pogodą, częścią programu HAARP lub smugami chemicznymi. Jak się jednak okazuje, wszystkie te przypuszczenia są mylne.
Zjawisko wyjaśnili Polscy Łowcy Burz w tekście "Obrazy radarowe źródłem informacji o zagrożeniach meteorologicznych". Jak wskazali eksperci, "linie te powstają ze względu na pracę niektórych nadajników Wi-Fi na tej samej częstotliwości, na której pracują radary meteorologiczne. Jest to całkowicie fałszywe echo, którego obecność można zignorować".
Radary meteorologiczne służą do dokładnej analizy struktury opadów, w tym ich lokalizacji, natężenia, kierunku oraz prędkości przemieszczania - poinformował IMGW. Sprzęt wysyła bardzo krótki i wąski impuls radiowy w ściśle określonym kierunku. Kiedy dotrze on do hydrometeorów (kropelek wody, kryształków lodu lub gradu), odbija się od nich i wraca jako echo w kierunku radaru.
"Znając prędkość rozchodzenia się fali elektromagnetycznej w przestrzeni, na podstawie różnicy między czasem emisji promieniowania przez radar a czasem odbioru echa, możliwe jest ustalenie odległości pomiędzy radarem a badanym obiektem" - wskazali Polscy Łowcy Burz. Kiedy antena zakończy nasłuch, obraca się o określony kąt, a procedura emisji sygnału i nasłuchu echa jest powtarzana.