Tygodnie bez deszczu, a później dwa miesiące opadów w dobę. To scenariusz zmiany klimatu

Patryk Strzałkowski
Zalane ulice i ważne trasy, setki interwencji straży pożarnej - to efekt nocnej ulewy w Warszawie. I trudno się dziwić, bo w stolicy padł rekord opadów w ciągu doby. Zmiana klimatu napędza takie ekstremalne zjawiska pogodowe między innymi przez to, że w cieplejszym powietrzu "mieści się" więcej wody.
Ulewa w Warszawie (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.pl | IMGW

Ostrzeżenia meteorologiczne wydane w poniedziałek dla Warszawy i okolic sprawdziły się - najpierw przyszła silna komórka burzowa, a później intensywna, nocna ulewa. Jej skutki widać we wtorek rano na ulicach stolicy - zalane zostały niektóre kluczowe trasy, jak fragment S8, na zdjęciach widać samochody, które utknęły w wodzie.

Zobacz wideo Szymon Malinowski: Nie będziemy cieszyli się palmami po ociepleniu, bo grożą nam upały i powodzie

Kiedy spojrzymy na dane ze stacji pogodowych, widać, że podtopienia były nieuniknione. Jak podaje IMGW, w Warszawie padł rekord dobowej sumy opadów. Na stacji pomiarowej na Okęciu spadło ponad 90 litrów wody w 24 godziny, a na Bielanach prawie 120 litrów. Czy to dużo? Bardzo - bo średni miesięczny opad deszczu w lipcu (który jest najbardziej deszczowym miesiącem) wynosi około 90 mm lub 90 litrów na metr. Norma dla sierpnia to trochę ponad 60 mm, zatem można powiedzieć, że na Bielanach w 24 godziny spadło tyle wody, ile średnio w dwa miesiące.

Susza, susza, ulewa - tak działa zmiana klimatu

Sytuacja pogodowa w Warszawie wygląda jeszcze bardziej drastycznie, kiedy spojrzymy na wykres opadów dla ostatnich trzech tygodni. Widać na nim, że od końca lipca deszczu nie było praktycznie wcale - co było zresztą widać na wyschniętych trawnikach i skwerach. Aż przyszedł 19 i 20 sierpnia i miesięczna norma deszczu nie tylko została wyrobiona, ale nawet przekroczona w ciągu godzin. 

Niestety taki rodzaj opadu wcale nie oznacza, że problem z suszą można uznać za zażegnany. Bo tak duża ilość wody w krótkim czasie oznacza, że jej zdecydowana większość spłynie, a jeśli przez kolejny tydzień lub dwa deszczu znów nie będzie, to ponownie zrobi się bardzo sucho. Dokładnie przed takim scenariuszem w związku ze zmianą klimatu ostrzegają nas naukowcy.

Opady na stacji pomiarowej IMGW w Warszawie w sierpniu 2024 roku
Opady na stacji pomiarowej IMGW w Warszawie w sierpniu 2024 rokuFot. IMGW

Globalne ocieplenie to nie tylko wyższe temperatury, ale też zmiana wzorców pogodowych. Dotyczy to także opadów, a według ekspertów zmiana klimatu prowadzi dokładnie do takiego scenariusza, jaki widać w Warszawie i innych miejscach Polski. To przedłużające się okresy bez deszczu, które - szczególnie w połączeniu z wysoką temperaturą - mogą prowadzić do suszy. Te suche okresy są przerywane deszczem tak intensywnym, że może prowadzić do podtopień, ale tylko w niewielkim stopniu zaradzi suszy. 

W taki sposób zmiana klimatu prowadzi do silniejszych ulew? Częścią odpowiedzi jest zmiana wzorców pogodowych, a część to podstawa fizyki: w cieplejszym powietrzu "mieści się" więcej wody. Więc im bardziej podgrzejemy planetę, emitując gazy ze spalania ropy, węgla i gazu, tym więcej wody będzie w powietrzu - i tym silniejsze będą deszcze, gdy ta woda spadnie.

Na każdy stopień Celsjusza ocieplenia klimatu w atmosferze "zmieści się" 7 procent więcej wilgoci, tłumaczy NASA. W tej chwili klimat Ziemi ocieplił się z powodu naszych emisji już o około 1,2-1,3 stopnia, zatem wpływ na ulewy jest wyraźny. Jeśli nie pozbędziemy się paliw kopalnych i innych źródeł emisji, co do końca tego stulecia wzrost może sięgnąć 3 stopni Celsjusza.

Badania naukowe potwierdzają, że ulewne deszcze stają się coraz bardziej prawdopodobne i intensywniejsze z powodu zmiany klimatu. Jedno z takich badań wykazało, że silna ulewa, która doprowadziła w ubiegłym roku do powodzi w Irlandii, była dwa razy bardziej prawdopodobna i 13 proc. intensywniejsza z powodu zmiany klimatu.

Betonoza szkodzi, ale zieleń nie wszystko załatwi

Do zalewania ulic czy domów w miastach przyczynia się to, że większość powierzchni jest nieprzepuszczalna - ulice, chodniki, budynki. Woda gromadzi się tam, kanalizacja burzowa nie jest zbudowana do odebrania tak dużej ilości deszczu i dochodzi do podtopienia. 

Ten efekt może łagodzić zieleń i więcej terenów przepuszczalnych, jednak trzeba też znać ich ograniczenia. Zielony skwer, łąka czy park będą wchłaniać wodę w przeciwieństwie do betonowej ulicy, ale kiedy spada 40 litrów wody na metr w ciągu jednej godziny - a tak intensywna była ulewa w Warszawie - zieleń nie "załatwi" wszystkiego, chociaż może w jakimś stopniu pomóc.

W niektórych miastach - na przykład w Gdańsku - łączy się zieloną, naturalną infrastrukturę z tą betonową. Z kanalizacją burzową współpracują tak zwane ogrody deszczowe, czyli specjalny rodzaj zieleni przystosowany do gromadzenia wody opadowej. One stanowią pierwszy element systemu zatrzymywania wody opadowej, a dopiero kolejnymi jest kanalizacja burzowa i wielkie, betonowe zbiorniki retencyjne. 

- Tereny zielone mogą magazynować wodę podczas ulewnych deszczy i przetrzymywać ją na późniejsze okresy suszy, a także ją oczyszczać. Odpowiednie projektowanie i utrzymanie zieleni pozwala na maksymalne wykorzystanie jej potencjału. A jeśli nie pójdziemy w tym kierunku, to podtopienia i ich skutki będą coraz większe - tłumaczył w rozmowie z Gazeta.pl Ryszard Gajewski, prezes spółki Gdańskie Wody, która m.in. tworzy ogrody deszczowe.

Patryk Strzałkowski
Więcej o: