Jest bliżej bieguna niż jakiekolwiek miasto. Upał w Longyearbyen właśnie wyszedł poza skalę

Patryk Strzałkowski
11 stopni wyniosła średnia temperatura sierpnia w Longyearbyen na Svalbardzie. Choć 11 stopni Celsjusza może nie brzmieć jak upał, to jest to kompletna anomalia. Bo norweski archipelag leży daleko za kołem podbiegunowym, a jeszcze niedawno normalną średnią dla sierpnia było około 6 stopni. Upał w krainie niedźwiedzi polarnych napędza topnienie lodowców.
Rekordowa temperatura na Svalbardzie
fot. Sprok, CC BY-SA 3.0 | x.com/Daaanvdb

Svalbard ma za sobą najgorętsze lato w historii - już trzeci raz z rzędu. Arktyka jest najszybciej ocieplającym się regionem Ziemi i wyraźnie widać to w okolicy Longyearbyen. Miasto, które leży dalej na północ niż jakiekolwiek stale zamieszkane osiedle na świecie, odnotowało temperaturę poza normalną skalą.

Zobacz wideo Szymon Malinowski: Nie doceniamy naszego wpływu na klimat w skali planetarnej

Dane ze stacji pomiarowej w Longyearbyen opisał Daan van den Broek, meteorolog z uniwersytetu w Helsinkach. Jak informuje, średnia temperatura sierpnia w tym roku wyniosła tam aż 11 stopni Celsjusza. To nie tylko aż 2,6 stopnia więcej niż poprzedni rekord, który padł w ubiegłym roku. To też aż 5 stopni więcej, niż wynosi norma dla lat 1991-2020. A trzeba podkreślić, że już w tym okresie widać wpływ zmiany klimatu, bo jeszcze 100 lat temu przeciętna temperatura w sierpniu wynosiła tam ok. 4 stopni, a nie 6.

Na wykresie, który udostępnił naukowiec, widać, że temperatura w tym roku nie mieściłaby się w skali biorącej pod uwagę normy z ostatnich dekad. 

Nawet biorąc pod uwagę to, że rok 2024 najpewniej skończy się jako najgorętszy w dotychczasowej historii, a Arktyka jest najszybciej ocieplającym się regionem, takie dane są szokujące. Van den Broek zwrócił uwagę, że taka fala upałów jest statystycznie niemal nieprawdopodobna. "Jesteśmy na nieznanych wodach" - napisał. 

Svalbard topnieje

Archipelag Svalbard leży 1100 km od Bieguna Północnego. To kraina niedźwiedzi polarnych i lodowców. Ale szczególnie te ostatnie są wrażliwe na upały oraz opady deszczu, których tego lata także było sporo.

Nawet mające dziesiątki tysięcy lat lodowce stale się zmieniają. Część lodu topnieje - wtedy masy lodowca ubywa, a opadający śnieg sprawia, że masy przybywa. Kiedy opad śniegu równoważy lub przeważa topnienie, to lodowiec jest stabilny. Jednak upały powodują, że duże części lodowców na Svalbardzie zostały odkryte, co widać wyraźnie na zdjęciach satelitarnych.

Odsłonięty lodowiec widać na tym zdjęciu europejskiego programu Copernicus:

Lodowce na Svalbardzie
Lodowce na Svalbardziefot. Copernicus Sentinel-2

A także na tym zdjęciu NASA:

Szare, odsłonięte lodowce na Svalbardzie
Szare, odsłonięte lodowce na Svalbardziefot. NASA Earth Observatory / Lauren Dauphin

Jak wyjaśnia NASA, wysoka temperatura mocno odbiła się na stanie lodowców, które pokrywają obecnie około połowy obszaru wysp. Pozbawiony warstwy śniegu lodowiec jest odsłonięty na działanie słońca i deszczu, które przyspieszają topnienie. Na zdjęciach widać, jak woda i osad spływają z lodowca do oceanu, zmieniając kolor wody wokół niego. 23 lipca padł tam dobowy rekord utraty lodu - była ona tego dnia pięciokrotnie większa niż przeciętnie.

Topniejący lodowiec na Svalbardzie
Topniejący lodowiec na Svalbardziefot. NASA Earth Observatory / Lauren Dauphin

Według Norweskiego Centrum Klimatycznego, do końca tego stulecia (okres  2071-2100 w porównaniu do 1971-2000) temperatura na Svalbardzie podniesie się o 7 stopni Celsjusza jeśli częściowo uda nam się ograniczyć emisje gazów cieplarnianych. W scenariuszu dalszych wysokich emisji prognozowany wzrost to 10 stopni. To będzie oznaczało szybkie topnienie lodowców, a także rozmarzanie "wiecznej zmarzliny". Więcej będzie też opadów deszczu. To wszystko przełoży się na groźne osuwiska i lawiny błotne. 

Ubiegły rok był oficjalnie najgorętszym rokiem w historii pomiarów. Rok był o 1,48 stopnia Celsjusza cieplejszy od średniej sprzed epoki przemysłowej. Jak informują naukowcy, rok 2023 był "prawdopodobnie jeden z najgorętszych z ostatnich 100 tysięcy lat". A 2024 jest na drodze, by ten rekord pobić.

Jeśli nie uda nam się ściąć emisji gazów cieplarnianych, przede wszystkim ze spalania ropy, gazu i węgla, to temperatura będzie rosnąć dalej. Skutkami będzie dalsze topnienie lodowców i wzrost poziomu morza, więcej ekstremalnej pogody, jak fale upałów, susze, silniejsze huragany. W 2015 roku niemal wszystkie kraje świata podpisały tak zwane Porozumienie paryskie, w którym zgodziły się, że globalne ocieplenie trzeba zatrzymać znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza, najlepiej - na poziomie 1,5 stopnia. Ten jest uznawany za "umiarkowanie bezpieczny". Jednak według obecnych polityk i deklaracji poszczególnych krajów to się nie uda - nawet ich realizowanie doprowadzi do przebicia poziomu 1,5 stopnia w kolejnej dekadzie i ocieplenia o 2,5-3 stopnie do końca tego stulecia. Żeby do tego nie doprowadzić, musimy szybciej odejść od węgla, ropy i gazu oraz innych źródeł emisji, jak wylesienie oraz masowa konsumpcja mięsa. 

Patryk Strzałkowski
Więcej o: