Nagrania wykonano w marcu tego roku na dwóch fermach na wschodzie Polski, w okolicy Międzyrzeca Podlaskiego i Siedlec. Ten region staje się kolejnym zagłębiem drobiarskim, w którym powstaje duża liczba ferm przemysłowych. Pracownicy ferm, którzy prosili o zachowanie anonimowości, udokumentowali kury żyjące w ścisku, obok martwych ptaków.
W nagraniach - które pokazało Stowarzyszenie Otwarte Klatki oraz program "Uwaga" TVN - udokumentowano warunki na fermach kur hodowanych na mięso. Wykorzystuje się do tego zmodyfikowane przez człowieka tak zwane rasy szybkorosnące. Zostały one stworzone po to, żeby w jak najkrótszym czasie jak najbardziej przybrał na wadze.
Ich wzrost od pisklaka do wielkości, która jest uznawana za odpowiednia do uboju, trwa tylko 42 dni.
- W wieku kilku tygodni kurczaki ras szybkorosnących mają problemy z normalnym poruszaniem się, cierpią na bolesne deformacje kości i choroby wywołane niewydolnością narządów - powiedziała specjalistka ds. śledztw i interwencji Sylwia Prokopiak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Organizacja uważa, że hodowcy powinni odejść od wykorzystywania takich ras, bo "ich chów jest nierozerwalnie związany z cierpieniem zwierząt". - Prowadzimy działania na rzecz odejścia od takich ras, ponieważ Opublikowane nagrania wyraźnie to potwierdzają - dodała.
Na nagraniach widać kury z wyraźnie zdeformowanym ciałami, częściowo pozbawione upierzenia, które mają problemy z poruszaniem się. Pokazują też, że kury żyją w ścisku.
Na nagraniach widać też stosy martwych ptaków w wiadrach i kontenerach. Jednym z obowiązków pracowników ferm jest regularne wyszukiwanie martwych ptaków - w branżowym żargonie "upadków" - oraz ich usuwanie.
Katarzyna Miśkiewicz, która w Otwartych Klatkach zajmuje się dobrostanem zwierząt, uważa, że takie obrazy są "szokujące, ale niestety powszechne". - Przemysł drobiarski nie robi wystarczająco dużo, aby poprawić dobrostan tych zwierząt, i brakuje transparentności wobec konsumentów. Dlatego tak ważne jest, aby sieci sklepów czy restauracje podwyższały wymagania stawiane dostawcom - oceniła.
W reakcji na materiał "Uwagi" z nagraniami ujawnionymi przez Otwarte Klatki Krajowa Rady Drobiarstwa - Izba Gospodarcza wydała oświadczenie, w którym napisano, że te materiały "zniekształcają rzeczywistość i przedstawiają nieprawdziwy obraz polskich hodowli". "Polscy hodowcy drobiu działają zgodnie z najwyższymi standardami polskimi i unijnymi. Hodowle są regularnie kontrolowane przez Inspekcję Weterynaryjną, co gwarantuje bezpieczeństwo produkcji oraz wysoką jakość mięsa" - czytamy w komunikacie.
W materiale TVN reporterka Edyta Krześniak powiedziała, że "pierwszy raz" w swojej pracy spotkała się z przypadkiem, że jeszcze przed publikacją otrzymała "list ostrzegawczy". W piśmie, które do stacji wysłała Krajowa Rady Drobiarstwa, wzywano do "zaniechania naruszenia dóbr osobistych" oraz "odstąpienia planowanych działań".
Właściciele ferm, mimo prób dziennikarki, nie zgodzili się na rozmowę z nią.
Jak pisaliśmy w połowie tego roku, dane wskazują, że każdego miesiąca w Polsce otwierają się średnio 2-3 przemysłowe fermy drobiu. Produkujemy i zabijamy miliardy kur, a połowa mięsa trafia na eksport. Według raportu firmy PwC Polska stała się trzecim największym eksporterem drobiu na świecie, sprzedając 1,6 mln ton rocznie. Ustępujemy tylko Stanom Zjednoczonym (3,3 mln ton) i Brazylii (4,4 mln ton).
Z uzyskanych i przeanalizowanych przez nas dokumentów wynika, że od początku 2023 r. do czerwca tego roku w Polsce powstały 32 nowe przemysłowe fermy drobiu, a przynajmniej 23 czekają na ostatnie zgody. Dotarliśmy również do informacji o kilku następnych, które są w tej chwili opiniowane przez wójtów i burmistrzów. Średnia - prawie dwie nowe fermy w miesiącu. Z ostrożnych szacunków wynika, że w jednym momencie będzie przebywać na nich ponad 130 mln kur. Największe pojedyncze fermy mogą mieć nawet 2,5 miliona kur jednocześnie. Na mapie poniżej zaznaczyliśmy nowe oraz powstające fermy drobiu (stan na czerwiec 2024):
Bywa, że mieszkańcy miejscowości, gdzie powstają nowe fermy przemysłowe, protestują i starają się je zablokować. - Nie chcemy być kurnikiem Europy! - skandowała grupa takich osób w marcu, na proteście przed Kancelarią Premiera. Domagali się od Donalda Tuska, by spełnił wyborczą obietnicę i zajął się problemem ferm przemysłowych.
W ubiegłym roku Gazeta.pl opublikowała film "Zdychy. Stąd biorą się jajka", który pokazywał rzeczywistość na jednej z ferm największego producenta jaj w Unii Europejskiej
Na nagraniach, wykonanych przez dwie osoby zatrudnione na fermie, widać było między innymi kury gnijące tygodniami obok taśmociągów z jajkami, owady atakujące zwierzęta i pracowników.