Ciepło nie jest, deszcz wisi w powietrzu, ale mężczyzna ściąga bluzę, odsłania koszulkę z przekreślonymi kurnikami, chwyta za megafon i zaczyna apel do Donalda Tuska.
Przypomina, że spotkali się niecały rok temu w Białej Podlaskiej, gdy razem z innymi mieszkańcami powiatu prosił o pomoc w walce z nowym zjawiskiem - fermami przemysłowymi, których nigdy u nich nie było, a które zaczęły powstawać na masową skalę. - Dla nas do wyrok, będziemy musieli opuścić własne domy, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie narażał zdrowia własnego i bliskich na takie sąsiedztwo - czyta z kartki mężczyzna.
Z tą wyprowadzką nie będzie łatwo - z ostatniego raportu przygotowanego przez rzeczoznawcę majątkowego dla Koalicji Stop Fermom Przemysłowym wynika, że nieruchomości w pobliżu wielkich kurników tracą na wartości nawet o 80 proc. - A i tak, nawet przy tak niskich cenach, trudno sprzedać domy, bo nikt ich nie chce kupić - wskazuje Bartosz Zając z Koalicji Stop Fermom Przemysłowym.
- Prosimy o wprowadzenie moratorium na budowę nowych ferm drobiu i poprawek do ustawy o planowaniu przestrzennym, które uniemożliwiłyby stawianie nowych ferm w gminach, które nie posiadają miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego - apeluje dalej mężczyzna.
Przypomina, że za wprowadzeniem takiej poprawki głosowała w poprzedniej kadencji cała demokratyczna opozycja parlamentarna. Przegłosował ją również Senat.
- Czy to było tylko pozorowane wsparcie przed wyborami, które polityków nic nie kosztowało? - zastanawia się Zając.
- Jeśli powrót praworządności, o którym się dziś mówi, obejmuje wszystkich, a nie tylko wpływowych inwestorów i stojące za nimi koncerny, to nie widzimy przeciwskazań, aby wrócić do tego projektu - mówi mężczyzna, stojąc plecami do Kancelarii Premiera Rady Ministrów.
Do protestujących nikt nie wychodzi, choć wcześniej obiecano im, że ktoś się z nimi tego dnia spotka.
- Mamy kurnikowy problem, chcą nas zalać po kokardę - denerwuje się Iwona.
Przyjechała na protest z Rogaczy w gminie Milejczyce na Podlasiu. Nie jest sama - z każdej miejscowości, w której mają powstać kurniki, przybyło po kilka osób.
- W ciągu jednego cyklu hodowlanego, a tych w roku jest siedem, kurniki mają pobrać tyle wody, co cała nasza miejscowość w ciągu roku - mówi Mariusz, znajomy Iwony. - Nasze studnie - kontynuuje - czerpią z głębokości 30 metrów, ich wedle planu mają mieć pobór z ponad 100 metrów. Czy to oznacza, że jak nam się skończy woda, to będziemy później musieli iść do nich z garnuszkiem i prosić? - pyta Mariusz.
W Rogaczach na 11 hektarach ma stanąć 16 kurników. W ciągu roku zapełni je 7-8 mln kur. - Do tego chcą zbudować wiatraki i wielkohektarowe farmy fotowoltaiczne, żeby to wszystko obsłużyć. Niedaleko rośnie Puszcza Białowieska, prowadzą tędy korytarze ekologiczne, występują miejsca lęgowe ptaków - wylicza Iwona.
Rogacze od granicy obszaru Puszczy Białowieskiej uznanego za obiekt światowego dziedzictwa UNESCO dzielą w linii prostej 22 km.
- Nasza gmina jest biedna, nie mamy planów zagospodarowania, brakuje opracowań przyrodniczych. Wchodzą nam na głowę i chcą na nią narobić. Nikt się nie liczy z naszym zdaniem. U nas powinna być turystyka, gospodarstwa ekologiczne - mówi kobieta.
Mariusz dziwi się, dlaczego władze gminy nic nie słyszały o planach inwestora, choć o tym, że coś się święci, wiedziało starostwo.
- Z dnia na dzień ogłoszono spotkanie w sprawie kurników z inwestorem - wspomina Iwona. - Zaskoczeni byli tam sami radni, a wszyscy dowiedzieliśmy się o sprawie pocztą pantoflową. Mało kto mógł tak przyjść z dnia na dzień, bo ludzie przecież pracują. Kurza nostra po prostu - denerwuje się Iwona.
- Co usłyszeliście na spotkaniu?
- Że grozi nam głód, a oni chcą nas wyżywić - mówi Iwona.
- Że pana Boga za nogi złapaliśmy, bo powstaną miejsca pracy. Ale my już wiemy, że obsługa takich ferm jest minimalna. Powstaje ptasie imperium. W niedalekich Knorydach chcą zbudować wylęgarnie dla 100 mln kurczaków - dodaje Mariusz.
Do rozmowy włącza się Jerzy, wysoki i postawny mężczyzna, na ok. 70-letni.
- W trakcie spotkania z inwestorem słyszeliśmy, że pomiot kurzy trafi później do biogazowni. Rozumie pan, będą palić martwymi kurczakami i z tego czerpać energię - Jerzy łapie się za głowę i mówi dalej: - Przecież my głupi nie jesteśmy, czytamy opracowania różnych uniwersytetów, wnioski są jasne: fermy zagrażają środowisku. Natomiast na spotkaniach z nami inwestor mówi, to że naukowcy to pożyteczni idioci. Ci ludzie od ferm nie liczą się z nikim, muszą po prostu zdobyć więcej pieniędzy. Jakaś kontrola państwa nad tym powinna być.
- Nie przekonuje pana, że takie nowoczesne instalacje powstaną w pana okolicy?
- Naprawdę to nie jest dla nas żaden powód do dumy, że jesteśmy pierwszym producentem kurczaków w Europie. Jesteśmy, bo normalny świat tego u siebie nie chce. Przecież to nawet nie jest rolnictwo. To jest zwykły przemysł - wtrąca się Jerzy.
Przerywa mu Iwona: - Kiedy zwykły rolnik zrobi coś nie tak, to ma od razu na głowie sanepid i inne instytucje. A taki wielki przemysłowy koncern robi, co chce to jest bezkarny - mówi kobieta.
Robi pauzę i dodaje: - Zna pan ten slogan: "magia Podlasia"? Zostanie z niego tylko smród.
Mężczyzna kontynuuje apel przez megafon: - Dziś w samym tylko powiacie bialskim firma Wipasz planuje postawić 150 przemysłowych kurników. Podobna sytuacja ma miejsce w województwie podlaskim. Jeżeli do tego dopuścimy, to na wschodzie Polski powstanie największe w Europie zagłębie przemysłowych ferm. Większe nawet niż od tych w rejonie Żuromina i Mławy.
Okolice Żuromina i Mławy to od lat największe skupisko kurników w Polsce. Żyje tam dziś prawie 100 mln ptaków hodowlanych.
Wipasz, o którym mówi przez megafon mężczyzna, to producent pasz i drobiu. W Międzyrzecu Podlaskim wybudował gigantyczną ubojnię, reklamowaną przez siebie jako najnowocześniejszą w Europie. Każdego dnia zabija się w niej ok. 280 tys. kurczaków i przerabia setki ton mięsa. - Kupiliśmy japońskie maszyny, które potrafią potraktować każde udko z osobna, oddzielić mięso od kości i zrobić to 15600 razy na godzinę - mówił Gazeta.pl prezes Wipaszu Józef Wiśniewski.
Żeby zasilić ubojnię, Wipasz buduje kolejne kurniki lub skupuje kury od dostawców, którzy budują fermy z jego pomocą. Liczby rosną, Polska jest dziś liderem w produkcji mięsa drobiowego w Europie. Połowa idzie na eksport.
Cztery kurniki mają stanąć w Pasynkach, 500 metrów od domu Anny. - Ale tylko 400 metrów od pastwiska, na którym pasie się osiem moich alpak - mówi Anna, z wykształcenia pedagog.
Wymyśliła sobie, że otworzy centrum terapeutyczne i z pomocą alpak będzie pomagać dzieciom ze spektrum autyzmu. O tym, że obok jej domu powstanie ferma, dowiedziała się od sołtysa. - To i tak dobrze, czasem jest tak, że samorząd wywiesi tylko informację na tablicy we wsi, ale kto w zimie to przeczyta? U nas mieszkają głównie starzy ludzie - mówi Anna.
Ferma ma powstać na drodze dojazdowej do jej domu. - Nikt mnie o nic nie pytał, nie jestem stroną w postępowaniu, choć mieszkam tak blisko. Jak to w ogóle prawnie możliwe? Bliskość kurników mnie przeraża. Jak zniosą to moi klienci? Na razie jeżdżę z alpakami po żłobkach i przedszkolach, ale i do mnie już ktoś przyjeżdża. Obawiam się zakażeń i zapachu. Jak zniosą to dzieci? Pytałam Lasów Państwowych, czy im to nie przeszkadza, przecież ferma stanie tuż obok ich lasu. Powiedzieli, że ich to nie interesuje - opowiada Anna.
Kolejne kurniki zaplanowano w okolicy. W Michałowie (14 km od granicy obszaru Puszczy Białowieskiej uznanego za obiekt światowego dziedzictwa UNESCO i koryta rzeki Narew), czy w Parcewie. Natomiast w Klorydach - 8 km w linii prostej od domu Anny - ma powstać wylęgarnia na 100 mln kurczaków.
Do rozmowy włącza się Rościsław, starszy mężczyzna z Pasynek. - Mam wielu kolegów, którzy kupili sobie w pobliżu siedliska i się pobudowali, kolejni chcą to zrobić. Ale oni nie przyjadą, bo nie będą chcieli żyć w takim miejscu. A przecież u nas jest jak u pana Boga w ogródku. Dlaczego wielkie fermy mają powstawać akurat obok Puszczy Białowieskiej, w dorzeczach Bugu i Narwi? - pyta Rościsław.
Przy samej granicy z Białorusią, godzinę od ubojni Wipaszu w Międzyrzecu Podlaskim, leży wieś słynąca ze świętego obrazu. Sanktuarium w Kodniu co roku odwiedza 80 tys. osób. Zatrzymują się w Domu Pielgrzyma, spacerują po zadbanych ogrodach, kupują miejscowe produkty z naklejką "eko", a gmina reklamuje się na swoim profilu w mediach społecznościowych hasłem "Piękno natury, bogactwo dziejów".
Oprócz pielgrzymów do Kodnia ściągają też wielkoprzemysłowe fermy. W 2022 r. wójt Jerzy Troć rozpoczął postępowania o wydanie trzech decyzji środowiskowych na budowę kurników. Planowano, że co roku będzie w nich żyło 17 mln ptaków. Na śmierć pojadą ciężarówką w krótką do Międzyrzeca.
Anna, która przyjechała z Kodnia na protest, mówi, że w tej chwili trwa budowa dwóch ferm, natomiast postępowanie dotyczące trzeciej jest zawieszone. - Dwie i tak załatwią sprawę. I nas. W jednej ma być 14 kurników, w drugiej - 15. W sumie to 9000 DJP [duża jednostka przeliczeniowa inwentarza, miara, którą oblicza się obsadę ferm - przyp. red]. Tylko że już 210 DJP może znacząco wpływać na środowisko. Nasi mieszkańcy dotarli do informacji, że planowana jest jeszcze spalarnia i wylęgarnia - mówi Anna.
- Jak się o tym dowiedzieliście?
- Niespodziewanie. Ne było konsultacji społecznych, a o planach inwestora nie wiedzieli nawet radni. To jest dla nas wszystkich trudne. Co my będziemy z tego mieli? Właściciele fermy nie będą u nas płacić prawie żadnych podatków. A nasz powiat stanie się kurnikiem Europy. Mieszkamy na samej ścianie wschodniej. Kodeń jest położony nad brzegiem Bugu, jak tak można?
- Co na to księża prowadzący sanktuarium?
- Nie stanęli po żadnej ze stron. Umyli ręce. Powiat też na początku nie chciał nam udzielić pomocy, a dziś jest tak, że radni powiatowi szukają u nas wsparcia, bo kurniki mają powstać też obok ich domów. Wipasz buduje u nas na potęgę - mówi Anna.
Mężczyzna z megafonem kończy apel do Donalda Tuska: - Jeśli nie zatrzymamy inwazji przemysłowych ferm drobiu na ścianie wschodniej, staniemy się kurnikiem Europy ze wszystkimi tego konsekwencjami: skażeniem środowiska, dalszym upadkiem mniejszych gospodarstw rolnych, zwłaszcza ekologicznych. Wschód stanie się kolejną wylęgarnią chorób zakaźnych ptaków stanowiących zagrożenie epidemiologiczne dla ludzi. Zafermienie Lubelszczyzny i Podlasia, jak to miało miejsce w Mazowszu i Wielkopolsce, pogrzebie bezpowrotnie turystyczne i krajobrazowe walory Polski wschodniej. Nie możemy do tego dopuścić. Dlatego prosimy o zainicjowanie i poparcie uchwalenia moratorium na budowę nowych przemysłowych ferm w Polsce. Pozwoli to na przygotowanie ustaw, które uregulują budowę takich instalacji w przyszłości.
- Władzy się nie wierzy, dlatego trzymamy rękę na pulsie - mówi Tomasz, który na protest przyjechał z Zieleńca (województwo lubelskie).
Kurników ma tam stanąć sześć. Tomasz dowiedział się o nich od znajomego, który przeczytał o tym w BIP. - Oczywiście konsultacji społecznych nie było. Nie chcemy tych ferm, wójt wydał negatywną decyzję, ale inwestor odwołał się do SKO (Samorządowe Kolegium Odwoławcze). Boimy się tego, co będzie, bo jesteśmy tacy mali, a oni są wielcy, wszędzie mają wtyki. Słyszeliśmy, że Wipasz dofinansowuje różne rzeczy, w Kodniu dorzucił się do domu seniora - mówi Tomasz.
To nie jedyne miejsce, do którego firma drobiarska przekazuje pieniądze - w przeszłości była też sponsorem jarmarku sapieżyńskiego w Kodniu.
Tomasz mówi, że działka, na której staną kurniki, leży 100 metrów od najbliższych zabudowań.
- Dwa kilometry od inwestycji prowadzi ścieżka przyrodnicza "Czarny Las". W Zieleńcu mamy aleję lipową - nikt na to nie patrzy, w lesie mamy bielika - nikogo to nie interesuje. Inwestor jest naszym sąsiadem, nie wychował się w Zieleńcu, tylko u nas ożenił. W całej sytuacji będzie słupem, znamy taki model działania z innych części Polski. Nie chcemy, żeby ta fabryka powstała w naszej pięknej miejscowości. Brakuje nam wody latem, obawiamy się, że zużycie fermy sprawi, że zostaniemy z wyschniętymi kranami, a pyły z wentylatorów będą osiadać na naszych ogródkach - mówi Tomasz.
Razem z innymi mieszkańcami Zieleńca odwiedzał miejscowości, w których działają już fermy. - Słyszeliśmy tam od ludzi, że w ciepłe dni nie da się otworzyć okien, że latają stada much. Niedziela, grill, przyjeżdżają goście, a tu smród, hałas i tiry. Nie wyobrażam sobie życia w takim miejscu. Ale gdzie ja mam się wyprowadzić? Za co? Ceny nieruchomości przecież spadną. To nie jest jedna chlewnia, która nikomu by nie przeszkadzała. To jest fabryka zwierząt. Czy dlatego że jesteśmy małą wsią, to można nas zdusić, zepchnąć do dołu i zasypać? - pyta Tomasz.
Na protest przyjechali przedstawiciele jeszcze jednej wsi - Żeszczynki. Pisaliśmy o niej w 2022 r. - mieszkańcy gminy protestowali wtedy przeciwko planom budowy kurników na 8,4 mln brojlerów - Żyjemy z gospodarstw ekologicznych, taka ferma rozłoży region na łopatki - mówili nam wtedy.
Żeszczynka leży w gminie Sosnówka, a ta razem z kilkoma innymi gminami tworzy Dolinę Zielawy, ekoregion znany z hodowli ziół, warzyw i roślin. To jedyne miejsce na świecie, gdzie uprawia się malinę moroszkę.
Dziś Żeszczynka jest na dobrej drodze, żeby zablokować budowę fermy.
- Nie zgodziliśmy się na budowę fermy, pod protestem podpisało 2000 z 2500 mieszkańców naszej gminy i wójt wydał negatywną decyzję. Niestety uchylały ją kolejne instytucje - najpierw SKO, potem Wojewódzki Sąd Administracyjny, w końcu - Naczelny Sąd Administracyjny. Nasze odwołania na nic się więc zdały, ale my w tym czasie zrobiliśmy miejscowy plan zagospodarowania i wpisaliśmy w nim, że nie zgadzamy się na żadne fermy. Oczywiście jeszcze można ten plan zaskarżyć, zobaczymy, co z tym będzie, ale na razie się cieszymy - mówi Elżbieta, mieszkanka gminy Sosnówka.
Bartosz Zając z Koalicji Stop Fermom Przemysłowym ma nadzieję, że protesty i raporty - w tym ten ostatni, o spadku ceny nieruchomości - trafią do rządzących i przyspieszą zmiany w przepisach.
- Władza się zmieniła, a fermy powstają tak, jak powstawały - mówi Zając.
I dodaje: - W ostatnim czasie otrzymujemy nowe zgłoszenia z różnych stron Polski. Instalacje powstają nie tylko na wschodzie, ale też na Mazowszu i w Wielkopolsce. W tej chwili nie da się już mówić o ignorowaniu tego procesu, ale o wspieraniu go przez rządzących.
Napisz do autora: dominik.szczepanski@agora.pl