Coraz chętniej podróżujemy po Polsce pociągiem - widać to choćby po rekordach liczby pasażerów, którymi chwali się PKP. A co z podróżami zagranicznymi? Kolej mogłaby - przynajmniej w niektórych kierunkach - być alternatywą dla samolotu. Transport lotniczy jest znacznie bardziej szkodliwy dla klimatu: podróż pociągiem na tej samej trasie może oznaczać nawet 80-90 procent mniej emisji gazów cieplarnianych w porównaniu do samolotu.
Ale, no właśnie, jest sporo "ale": czas, cena, dostępność. Żeby nie mówić o tym jedynie teoretycznie, sprawdziłem pociąg jako alternatywę dla samolotu na własnej skórze. W drodze powrotnej z konferencji dziennikarskiej w Bolonii wybrałem pociąg. Jak wyglądała podróż? Poniżej krótki opis, a po nim podsumowanie i wnioski - w tym dlaczego kolej jest daleko od bycia dobrą alternatywą, ale ma ogromny potencjał.
Połączenie Bolonia - Warszawa okazało się mniej skomplikowane, niż się spodziewałem: wystarczyła (a raczej miała wystarczyć) jedna przesiadka. Z Bolonii trochę ponad pięć godzin ekspresem do Rosenheim na południu Bawarii, by tam złapać nocny pociąg Monachium - Warszawa (przez Wiedeń).
Pierwszym problemem było to, że musiałem kupić bilet przez stronę kolei niemieckich albo austriackich. Na PKP nie dało się nawet wyszukać takiego połączenia i w najlepszym razie musiałbym kupować osobno bilet na oba pociągi (i zapewne zapłacić więcej). Skorzystanie z portalu Deutsche Bahn było łatwe, ale jednak szkoda, że polski przewoźnik nie daje takiej możliwości.
Poważniejsze wyzwanie zaczęło się jeszcze kilka tygodni przed podróżą, gdy dostałem maila z informacją, że pociąg z Monachium jedzie zmienioną trasą i ominie Rosenheim. Proponowane przez system alternatywy były dalekie od wygodnych, ale sam znalazłem rozwiązanie: regionalny pociąg z Niemiec do Linz w Austrii, a tam złapać "mój" pociąg do Warszawy już na właściwej trasie. Teoretycznie z powodu zmiany mogłem bezpłatnie skorzystać z innych połączeń, by dotrzeć do celu... ale akurat pasujący mi pociąg był połączeniem prywatnego przewoźnika, musiałem więc dopłacić 28 euro.
Sama podróż zaczęła się bezproblemowo, czasowym odjazdem z Bolonii. Całkiem wygodne siedzenia, miejsce na laptopa i działające WiFi pozwoliły pracować. Za Weroną zaczęły się spektakularne górskie widoki, później obiad w wagonie restauracyjnym. W menu było kilka wegetariańskich opcji, ceny (jak na Austrię) normalne - za mac and cheese zapłaciłem 10 euro. Jedzenie w porządku, chociaż w polskim Warsie zjadłbym nieco lepiej.
Po prawie sześciu godzinach z małym opóźnieniem dostałem się do Rosenheim. Starczyło mi czasu na przesiadkę i po 18:30 byłem już w regionalnym pociągu do Linzu. Tam nieco dłuższa przesiadka i ostatni etap: prawie 12 godzin w wagonie sypialnym do Polski. Wagony sypialne PKP były z tych starszych, ale w przedziałach było co trzeba (z wyjątkiem WiFi). Przedziały były trzyosobowe, a także nieco droższe dwuosobowe z łazienką. Na moim górnym łóżku wyspałem się nieźle, rano dostałem proste śniadanie i chwilę po 9 rano, zgodnie z rozkładem, byliśmy w Warszawie.
Teraz podsumowanie, w kilku kategoriach:
Cena: To połączenie kolejowe na trasie Bolonia - Warszawa, w najtańszej opcji (bez możliwości zwrotu biletu), kupione z około dwumiesięcznym wyprzedzeniem, kosztowało około 150 euro. Gdy w tym samym czasie sprawdzałem połączenie lotnicze na ten sam dzień (u taniego przewoźnika), kosztowało ono około 30 euro. Tu bezsprzeczna przewaga lotu.
Czas: Podróż pociągiem miała trwać nieco ponad 21 godzin i mimo dodatkowej przesiadki wszystko poszło sprawnie, a w Warszawie byłem o czasie. Czas samego lotu to dwie godziny, więc na pierwszy rzut oka znów samolot ma tu jasną przewagę. Ale czy na pewno? Po pierwsze jechałem z centrum do centrum, a na dworcu wystarczyło być pięć minut wcześniej. Na lotnisko trzeba dojechać, być odpowiednio wcześniej, a później dojechać do centrum. W praktyce: od pięciu do sześciu godzin. Ale to nie wszystko. W pociągu pracowałem, zjadłem obiad, czytałem i się wyspałem. Nie zawsze i nie dla każdego będzie to możliwe, ale tu strata czasu była mniejsza w przypadku pociągu niż samolotu, mimo znacznie dłuższej podróży.
Wygoda: To najbardziej subiektywna kwestia. Dla mnie pociąg wygrywa z samolotem - i nie jest nawet blisko. Kontrola na lotnisku, ciasnota, ograniczony bagaż… Nie ma tu mowy o przyjemności z podróży. W pociągu miałem całkiem wygodne siedzenia, a później przedział sypialny. Bez problemu pracowałem na laptopie (z dobrze działającym WiFi). W pociągu o wiele łatwiej wstać, rozprostować nogi. Zjadłem niezły obiad, a rano do przedziału dostałem śniadanie.
A przede wszystkim przejazd przez Alpy był piękny - za oknem przewijały się szczyty gór, włoskie winnice, miasteczka, rzeki. Ta podróż sama w sobie była atrakcją.
Emisje: To kategoria, w której pociąg jest bezkonkurencyjny. Samoloty są niezwykle wysoko emisyjnym środkiem transportu, a ich wpływ na ocieplenie klimatu nie ogranicza się do samych emisji gazów cieplarnianych. Pociągi są na drugim biegunie - transport zbiorowy, zasilany elektrycznością, jest bardzo nisko emisyjny. Dokładne wartości będą różnić się zależnie od kraju; dzięki temu, że wybrałem pociąg zamiast samolotu, mogłem zaoszczędzić nawet 80-90 procent emisji.
Cała podróż była bardzo dobrym doświadczeniem - nie zmarnowałem czasu, podziwiałem widoki, zjadłem obiad, wyspałem się w wagonie sypialnym. Ale mimo świetnych wrażeń z podróży uważam, że takie (i wiele innych) połączenie międzynarodowe nie stanowi dziś realnej alternatywy dla samolotu. Dlaczego? Największym problemem jest moim zdaniem cena.
Gdyby kupować bilet w tym samym dniu, ze sporym wyprzedzeniem, za samolot zapłaciłbym pięciokrotnie mniej! Nawet jeśli ktoś, podobnie jak ja, nie miałby problemu z pracą i spaniem w pociągu zamiast kilku godzin lotu, to cena dla wielu będzie zaporowa. A nawet jeżeli można sobie na to pozwolić - ile osób zapłaci za podróż kilka razy więcej, żeby wyemitować mniej CO2? Trzeba dodać, że znacznie tańsze byłoby połączenie bez wagonu sypialnego, ale cała noc na siedząco, w oświetlonym wagonie, zamieniłaby podróż z przyjemności w męczarnię, więc tym bardziej nie jest alternatywą dla samolotu.
Dobrą wiadomością jest to, że może być lepiej. Ale połączenia międzynarodowe (a także dłuższe krajowe) muszą nie tylko być częstsze i szybsze, lecz także bardziej dostępne cenowo. W zasięgu nocnego pociągu z Warszawy spokojnie mogłaby być Bruksela i Amsterdam (nie jest to teoria - dekadę temu pociąg jeździł na tej trasie), północ Włoch i inne miejsca, które chętnie odwiedzamy turystycznie. Ale mało kto z nich skorzysta, jeśli będą pięć razy droższe od samolotu.
Trzeba podkreślić, że linie lotnicze cieszą się małymi obciążeniami podatkowymi i klimatycznymi, biorąc pod uwagę ich rosnący wpływ na globalne ocieplenie (paliwo lotnicze jest zwolnione z podatku!). Większe opłaty i opodatkowanie szkodliwych skutków ruchu lotniczego mogłoby w jakimś stopniu wyrównać pole gry między samolotami a koleją, a środki można by przeznaczyć na poprawę dostępności (także cenowej) połączeń. Dobrym przykładem byłoby przestawienie przynajmniej części podróży służbowych przez firmy i instytucje (oraz polityków) z samolotu na kolej.
Warto oczywiście promować podróże koleją, w tym jako przyjazne dla klimatu, ale w zdecydowanej większości przypadków decydującym czynnikiem będzie cena. Dlatego bez zmian systemowych daleko nie zajedziemy.
Europa jest stosunkowo małym kontynentem, z ogromną tradycją kolei i wciąż niezłą (chociaż np. w Polsce brutalnie ścinaną) siecią kolejową. Nie zawsze, nie wszędzie i nie dla każdego pociąg będzie dobrą alternatywą dla samolotu. Ale wpływ ruchu lotniczego na klimat rośnie i nie można ignorować tego problemu (ani czekać, aż uratuje nas technologia przyszłości). Pociągi to dobra dla klimatu (i bardzo przyjemna!) alternatywa, którą mamy tu i teraz, Musimy tylko na poważnie podejść do rozwoju kolei (także międzynarodowej, w tym nocnej).