- Kury na fermie są trzymane w ciasnych klatkach, bez światła słonecznego. Jest tam duszno i bardzo głośno, bo zestresowane kury ciągle krzyczą. Są po prostu traktowane jak maszyny do znoszenia jaj - relacjonuje aktywista związany ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki, który przez półtora miesiąca dokumentował panujące tam warunki i traktowanie zwierząt.
Sprawę fermy w Bobrzanach w woj. lubuskim opisują Otwarte Klatki oraz portal Wirtualna Polska. Kury hodowane w tak zwanym chowie klatkowym są stłoczone w małych, metalowych klatkach. Na zdjęciach i nagraniach widać, że wiele z nich nie ma części upierzenia, część ma zdeformowane od życia na metalowych prętach łapki. Udokumentowano liczne martwe ptaki, których usuwanie jest jednym z zadań pracowników.
Portal relacjonuje też, że pracownik fermy zaobserwował upychanie siłą, noszenie za szyję, uderzanie i przytrzaskiwanie łap podczas przenoszenia ich do klatek transportowych.
Opisywana ferma należy do firmy Ovotek, która jest częścią Grupy Woźniak. To jajeczny potentat, jeden z największych producentów jaj w Unii Europejskiej.
W ubiegłym roku wspólnie ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki ujawniliśmy zdjęcia i nagrania z innej fermy Grupy Woźniak w Wielkopolsce. Efektem był reportaż wideo "Zdychy". Oksana Osadczuk i Aleksandr Askirka, który zatrudnili się na tamtej fermie, udokumentowali m.in. ogromną liczbę martwych ptaków, które czasem pozostawały w klatkach tygodniami. To o nich pracownicy fermy mówili "zdychy".
Podobnie jak po publikacji naszego reportażu, tak i teraz firma odcina się od oskarżeń o nieprawidłowości w oświadczeniu podpisanym przez "zespół Ovotek". Czytamy w nim, że "zarzuty sformułowane w oparciu o te nagrania są bezpodstawne i zmanipulowane". Firma twierdzi m.in., iż "wszystkie zwierzęta na fermie są objęte stałą opieką weterynaryjną", a aktywistom zarzuca "działanie na szkodę całego sektora".
Firma pisze też, że "nieprawdziwe" są zarzuty stosowania okrutnych metod załadunku zwierząt, a ptaki "muszą być trzymane za nogi", aby zachować bezpieczeństwo kur oraz pracowników. "Taki sposób chwytu uspokaja kury, zapobiega ich niepotrzebnemu stresowi" - twierdzi firma. Całe oświadczenie jest dostępne na stronie Ovotek.
Otwarte Klatki zawiadomiły prokuraturę w sprawie ujawnionych warunków na fermie. Zawiadomienie złożono także w ubiegłym roku w sprawie opisanych przez nas warunków hodowli w Wielkopolsce, jednak prokuratura umorzyła sprawę. Aktywiści nie zgadzają się z oceną śledczych i złożyli odwołanie. Teraz oczekują na rozpatrzenie go przez sąd.
- Naszymi głównymi zarzutami było utrzymywanie zwierząt w niewłaściwych warunkach bytowania, w złych warunkach sanitarnych i w stanie nieleczonej choroby - przypomina Angelika Kimbort, radczyni prawna reprezentująca organizację. W rozmowie z Wirtualną Polską mówi, że w tego typu sprawach "problematyczne jest to, że biegli nie skupiają się na cierpieniu konkretnych, indywidualnych zwierząt, a patrzą na fermę jako całość". - Jeśli kury na takiej fermie pobierają paszę w ilości, która mieści się w normie i znoszą oczekiwaną liczbę jaj, to przyjmuje się, że dobrostan jest zachowany. Takie podejście zupełnie pomija cierpienie poszczególnych zwierząt, które zostało udokumentowane w materiale dowodowym. Jeśli liczba zwierząt liczona jest w tysiącach, to cierpienie pojedynczego zwierzęcia jest nieistotne statystycznie i niedostrzegalne - ocenia.
Chociaż prokuratura umorzyła śledztwo dot. kurników pokazanych w reportażu "Zdychy", to kontrola Powiatowego Lekarza Weterynarii wykazała uchybienia hodowcy.Sąd dopatrzył się też nieprawidłowości ws. sposobu zatrudnienia Askirki i Osadczuk oraz nakazał wypłatę rekompensaty.
Organizacja podkreśla, że ujawnienie takich warunków na kolejnej fermie, w innym regionie Polski, pokazuje, że problem dotyczy nie pojedynczych miejsc lub osób, ale samego sposobu hodowli kur. Powołuje się na Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności, który w ekspertyzie z 2023 roku wskazuje, że kury w klatkach nie mają możliwości realizacji swoich najbardziej podstawowych potrzeb, takich jak żerowanie, kąpiele piaskowe czy eksplorowanie.
- Kurom utrzymywanym w klatkach nie da się zapewnić odpowiedniego dobrostanu - zawsze będzie się to wiązało z ich cierpieniem, a często także z bolesną śmiercią - komentuje Julia Pająk ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki. - Tym razem publikujemy nagrania z fermy w Bobrzanach, ale takie sytuacje są normą na fermach klatkowych kur - dodaje.
Otwarte Klatki przywołują też badania opinii społecznej, według których większość (66 proc.) Polek i Polaków uważa, że powinno się zakazać chowu klatkowego kur niosek.