Już tylko zgody Brukseli brakuje do tego, by w Polsce zaczęły obowiązywać normy jakości dla peletu i brykietu. Pelet, czyli granulat ze sprasowanych kawałków drewna, to rosnące na popularności paliwo do ogrzewania domów. Choć używają go setki osób, to - w przeciwieństwie np. do węgla - nie obowiązywały żadne wymagania jakościowe.
- Od początku zabiegaliśmy o wprowadzenie tych norm - powiedział nam Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.
- Mieliśmy mnóstwo doniesień od obywateli o sprzedawaniu peletu zanieczyszczonego np. plastikiem. Dostawaliśmy wręcz próbki, w których można było zobaczyć kolorowe kawałki tworzyw sztucznych wtopione w pelet
- stwierdził Siergiej. Spalanie odpadów, jak podkreślił, nie tylko zanieczyszcza powietrze, ale stanowi też wykroczenie. Rzecznik PAS relacjonował, że pojawiały się też doniesienia o wytwarzaniu peletu z użyciem resztek płyt wiórowych, które zawierają kleje i inne substancje, których nie wolno spalać.
Polskie władze musiały zająć się tym problemem także dlatego, że wprowadzenie norm dla peletu było jednym ze zobowiązań koniecznych spełnienia, żeby otrzymać unijne środki z Krajowego Planu Odbudowy.
Z drugiej strony - jak przekonuje Adam Sarnaszek, prezes Polskiej Rady Pelet - wielu dużych polskich producentów już wcześniej wprowadziło certyfikację swojego peletu, więc i tak spełnia on przyszłe normy. Certyfikaty były potrzebne m.in. ze względu na eksport paliwa. - Jesteśmy zadowoleni z tego, że normy zostaną wprowadzone. Ale dla wielu producentów nie będzie to żadna zmiana - powiedział.
Pozytywnie mogą ją za to odczuć konsumenci. Każdy sprzedawany pelet - nawet bez certyfikatów - będzie musiał spełniać minimalne wymogi jakościowe. Według Sarnaszka ułatwi to ewentualne reklamacje opału od tych producentów, którzy nie stosowali dotychczas żadnych certyfikatów.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska skończyło projekt rozporządzenia ws. wymagań jakościowych dla brykietu lub peletu w styczniu. Na początku lutego wysłano go do notyfikacji do Komisji Europejskiej. Urzędnicy w Brukseli sprawdzą projekt i jeśli nie będą mieli do niego uwag, to rozporządzenie wejdzie w życie w maju, będzie więc dotyczyć już najbliższego sezonu grzewczego.
Dla firm oznacza konieczność upewnienia się, że pelet spełnia minimalne wymagania dotyczące m.in. wilgoci, zawartości popiołu, azotu czy chloru, a także wielkości oraz wartości opałowej. Konsumentów powinno to zaś upewnić, że nie kupują paliwa mogącego emitować przy spalaniu dużo groźnych substancji.
W czasie konsultacji rozporządzenia strona społeczna zgłaszała wątpliwości co do tego, czy normy rzeczywiście będą mogły zostać wyegzekwowane przez system monitoringu i kontroli jakości. W odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Klimatu zapewniło, że już nad tym pracuje - zmiany dot. kontroli mają zostać zaproponowane w nowelizacji odpowiedniej ustawy. Ma ona wprowadzić m.in. obowiązek wystawiania świadectw jakości tych paliw przez producentów, a także zasady prowadzenia kontroli przez UOKiK i inspekcje handlowe.
Sarnaszek powiedział, że o ile rozporządzenie nie będzie znaczącą zmianą dla "uczciwych producentów", to może poważnie wpłynąć na szarą strefę oraz import. Branża liczy, że wprowadzenie norm pozwoli odpowiednim służbom na kontrole importowanego peletu - i chodzi nie tylko o samą jakość, ale też potencjalne pochodzenie z krajów objętych sankcjami, co "psuje rynek". W 2022 roku wprowadzono embargo m.in. na pelet z Rosji, ale są dowody na przypadki omijania sankcji i sprowadzania rosyjskiego opału do krajów UE.
Pelet jest promowany jako lepsza na środowiska i zdrowia człowieka alternatywa dla starych, pozaklasowych pieców na węgiel. W ramach rządowego programu Czyste Powietrze można dostać dofinansowanie na wymianę tak zwanego "kopciucha" m.in. właśnie na kocioł na pelet. Jednak czy rzeczywiście spalanie kawałków drewna ogranicza zanieczyszczenia?
Samo spalanie drewna (np. na otwartym palenisku) emituje bardzo dużo groźnych dla zdrowia substancji - o czym można łatwo przekonać się, gdy dym z ogniska zawieje nam w twarz. W dymie ze spalanie drewna mogą znajdować się cząstki stałe - główny składnik smogu - a także związki azotu, siarki i inne niebezpieczne substancje. W domowych warunkach praktycznie nie ma szans na całkowite wyeliminowanie tych emisji, ale można znacznie je zminimalizować, kiedy spalamy dobrej jakości paliwo w odpowiedni sposób.
Według danych, które cytuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna, palenie drewnem w prostym kominku wydziela między 140 a 225 gramów cząstek na jednostkę energii cieplnej. Już nowoczesny kominek poprawia to do wartości 46 - 90 gramów, a dla nowoczesnego kotła na pelet będzie to między 3 a 29 gramów. Aby maksymalnie ograniczyć emisję szkodliwych substancji, konieczne jest spalanie paliwa w odpowiedni sposób.
Osobną kwestią jest emisja dwutlenku węgla. CO2 z komina nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, tak jak cząstki stałe i inne substancje tworzące smog, jednak jest on głównym gazem cieplarnianym. Jego największym źródłem jest spalanie paliw kopalnych, a więc m.in. węgla i gazu. Palenie drewnem nie dodaje "nowego" CO2 do atmosfery, bo drzewa wcześniej wchłonęły go z powietrza. Problem w tym, że to, co drzewo pochłaniało przez dziesiątki lat, my spalamy w jeden sezon grzewczy. Z punktu widzenia klimatu drewno nie jest idealnym rozwiązaniem. Z drugiej strony palenie drewnem to tylko ułamek tego, ile emitujemy z węgla, ropy i gazu. Do tego pelet powstaje w dużej mierze z opadów drzewnych (zrębki, ścinki, trociny) powstających przy produkcji np. drewna konstrukcyjnego. Wykorzystywanie resztek zamiast ścinania drzew specjalnie na opał także minimalizuje wpływ na klimat - co innego, jeśli drzewa są ścinane specjalnie do spalenia.
Według danych, które cytuje Ministerstwo Klimatu, w Polsce w połowie ubiegłego roku było około 250 tys. adresów, które deklarowały pelet drzewny jako wyłączne źródło ciepła (a aż 1,2 mln to gospodarstwa spalające tylko drewno kawałkowe). Do tego ponad 83 tys. adresów zadeklarowało kocioł na pelet jako jedno ze źródeł ciepła (np. obok pieca gazowego).
Popularność peletu rośnie. Polski Alarm Smogowy prowadzi licznik programu Czyste Powietrze i dane w nim pokazują, że o ile jeszcze w połowie 2023 roku około 60 proc. wniosków dotyczyło dofinansowania pompy ciepła (a tylko kilkanaście - biomasy, w tym peletu), o tyle ostatnio mieliśmy do czynienia już z zupełnie inną sytuacją. Proporcje odwróciły się i pod koniec 2024 roku to kotły na biomasę były w ponad 50 proc. wniosków, a pompy ciepła - w około 25 proc.
- Moim zdaniem ta zmiana wynikała z tego, że pojawiło się dużo artykułów o tak zwanych "rachunkach grozy" w gospodarstwach, które mają pompę ciepła - powiedział Siergiej. Ale te "rachunki grozy" były efektem działania nieuczciwych firm, urządzeń kiepskiej jakości montowanych w budynkach, które się do tego nie nadawały. Bo - jak mówi rzecznik PAS - pompa ciepła to najtańsza forma ogrzewania. Pokazują to nowe badania przeprowadzone przez organizację. - Ogrzewanie pompą ciepła wciąż jest tanie, nawet przy obecnych cenach prądu - powiedział.
PAS regularnie publikuje swoje szacunki kosztów ogrzewania domów. Według najnowszych danych na I kwartał 2025 roku pelet jest w połowie stawki. Najdroższe jest ogrzewanie na olej opałowy oraz gaz ziemny - odpowiednio 11 i prawie 10 tys. zł. Dobrej jakości (ekoprojekt) kocioł na pelet oznacza koszt ponad 7 tys. zł. Najtańszym ogrzewaniem jest pompa ciepła - chociaż wiele zależy od rodzaju urządzenia oraz samego ogrzewania. Koszty na wykresie poniżej policzono dla domu w średnim standardzie ocieplenia - w przypadku domu bez ocieplenia są one wyższe dla każdej kategorii.
Siergiej powiedział też, że cena peletu może rosnąć - niekoniecznie w związku z nowymi normami, ale przez nienadążanie podaży za popytem. Bo pelet jest produkowany przede wszystkim z opadów produkcyjnych, trocin i ścinek. W Polsce jest do wymiany około 2 milionów starych kotłów lub więcej. Nawet jeśli tylko część z nich zostanie wymieniona na peletowe, to popyt na ten opał wzrośnie kilkukrotnie. Tymczasem polski przemysł drzewny nie urośnie już o 100 czy 200 procent, by wraz z nim urosła ilość odpadów przeznaczonych na pelet. To mogłoby doprowadzić do wzrostu cen.
Sarnaszek z Rady Peletu także zauważa, że popyt na pelet rośnie - Polska jeszcze jakiś czas temu była przede wszystkim eksporterem, teraz produkcja pokrywa przede wszystkim rynek wewnętrzny, a w przyszłości rosnąć może import. Ale m.in. z tego powodu organizacja branżowa nie spodziewa się, że opał dla konsumentów podrożeje. - Ceny w Polsce kształtują się w odniesieniu nie do jedynie naszego kraju, a do całego regionu - powiedział i wyjaśnił, że w związku z tym rosnący popyt nie powinien wpłynąć na gwałtowne podrożenie tego opału. Jeśli krajowa produkcja będzie za mała, to w naszym regionie jest wiele krajów eksportujących pelet.
Według Sarnaszka w długiej perspektywie coraz większy import może być problemem dla polskich producentów, bo przy rosnących kosztach i niskich marżach - niepozwalających na inwestycje - coraz trudniej będzie konkurować z importowanym towarem.