Zmianę widać już w samej nazwie. Gdy poprzednio Komisja Europejska pokazywała swój sztandarowy projekt na nową kadencję, był to Zielony Ład - European Green Deal. Plan zaprezentowany w środę nazywa się Clean Industrial Deal. Najważniejszy jest więc przemysł, chociaż ma on być "czysty".
Clean Industrial Deal to jeden z trzech elementów zaprezentowanego w środę planu. Drugim jest "Plan działania na rzecz przystępnej cenowo energii", a trzeci to pakiet deregulacyjny (tzw. Omnibus), zmieniający niektóre z elementów Zielonego Ładu. Razem mają zapewnić nie tylko rozwój przemysłu, ale też niższe rachunki za prąd dla firm i gospodarstw domowych.
Komisja prognozuje, że wprowadzenie przepisów, które pójdą za tymi planami, przyniesie w UE 45 mld euro oszczędności już w tym roku. Do 2030 roku ma to być 130 mld euro oszczędności rocznie, a do 2040 roku - 260 mld.
- Odwrotnie niż w Stanach Zjednoczonych, strategia ta nie jest powrotem do starej gospodarki opartej na ropie, gazie i węglu, ale na dekarbonizacji. Ma ona na celu pozycjonowanie UE jako atrakcyjnego miejsca dla innowacji i produkcji zeroemisyjnej - powiedział o planach Komisji Neil Makaroff, szef think tanku Strategic Perspectives.
Plan działania na rzecz przystępnej cenowo energii ma zapewnić nie tylko oszczędności w dalszej przyszłości, ale też sprawić, że już niedługo Europejczycy odczują to na swoich rachunkach.
Żeby osiągnąć ten drugi cel, Komisja zachęca kraje członkowskie do obniżenia podatków od energii elektrycznej. To miałoby natychmiastowy efekt - na przykład podatek VAT na elektryczność to 23 proc., więc jego obniżenie byłoby odczuwalne natychmiast. Poprzedni rząd obniżył go 5 proc. na krótko, na początku kryzysu energetycznego w 2022 roku, ale od 2023 roku stawka wróciła do 23 proc.
- To ciekawa propozycja, ale te podatki zasilają budżety narodowe. Komisja zdaje się być szczodra, ale nie ze swojej kieszeni - komentuje to Marcin Korolec, prezes Instytutu Zielonej Gospodarki.
Poza kwestiami podatkowymi KE chce też, żeby państwa ułatwiły obywatelom wybór bardziej konkurencyjnego dostawcy energii, oraz wzmocniły kontrole przestrzegania standardów efektywności energetycznej urządzeń.
KE podkreśla, że rosnące ceny energii wynikają ze strukturalnych problemów - przede wszystkim uzależnienia od importu paliw kopalnych, w tym gazu. Wahania cen i możliwe kryzysy - jak ten po rosyjskiej inwazji na Ukrainę - pompują w górę ceny elektryczności. Dlatego w średniej i długiej perspektywie receptą na wysokie rachunki ma być dekarbonizacja. Przechodzenie na czyste źródła energii uniezależnia nas od tych paliw, a więc i zmniejszy związane z nimi ryzyko.
Żeby to osiągnąć, mają zostać wprowadzone ułatwienia procesu wydawania pozwoleń na budowę odnawialnych źródeł energii tak, aby został on znacznie skrócony. Kolejnym elementem ma być rozwój połączeń energetycznych między krajami.
W 2024 r. około 47 proc. dostaw energii elektrycznej w UE pochodziło ze źródeł odnawialnych, a Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) szacuje, że w latach 2021-2023 OZE przyniosły oszczędności w wysokości 100 mld euro.
Chociaż Komisja dużo mówi o wsparciu odnawialnych źródeł energii, to zakłada też pomoc w rozwoju infrastruktury gazowej - i to poza granicami UE - oraz nowe zobowiązania do zakupu LNG. To grozi wpadnięciem UE w "gazową pułapkę": z jednej strony uzależnienia, a nie odcięcia się od importowanego paliwa, z drugiej zaś - zmarnowania pieniędzy na przeskalowaną infrastrukturę.
Amerykański think tank IEEFA (Institute for Energy Economics and Financial Analysis) ostrzega, że Unia może zmarnować pieniądze, jeśli wyda je na infrastrukturę dla gazu LNG - bo według prognoz zapotrzebowanie na niego spadnie do 2030 roku. W ubiegłym roku import skroplonego gazu do Europy (UE plus Turcja, Norwegia, Wielka Brytania) spadł o 19 proc. rok do roku, do najniższego poziomu od 11 lat.
- Każde euro zainwestowane w infrastrukturę paliw kopalnych za granicą jest marnowane, ponieważ nie trafia do europejskiej gospodarki, która rzeczywiście potrzebuje inwestycji. Zwłaszcza w czasach, gdy Stany Zjednoczone grożą im cłami, a Chińczycy są daleko do przodu w wyścigu czystych technologii - uważa Linda Kalcher, szefowa think-tanku Strategic Perspectives.
W ramach pakietu deregulacyjnego Omnibus ma zmniejszyć obciążenia przedsiębiorstw wynikające z ESG (pozafinansowe oceny przedsiębiorstw dot. środowiska, otoczenia społecznego i ładu korporacyjnego) oraz raportowania swojego wpływu na środowisko i otoczenie.
Komisja Europejska zamierza m.in. zwolnić z obowiązku raportowania zrównoważonego rozwoju ponad 80 proc. przedsiębiorstw - pozostanie to obowiązkiem tylko dla tych największych, zatrudniających ponad 1000 pracowników.
Część biznesów krytykowała raportowanie środowiskowe jako nadmiernie obciążające, szczególnie dla firm z małymi zasobami. Jednak według Bartosza Kwiatkowskiego, dyrektora organizacji pozarządowej Frank Bold, osłabianie uzgodnionego prawodawstwa przed jego pełnym wdrożeniem jest "lekkomyślne i demoralizujące". - Komisja Europejska chce nagrodzić tych, którzy nic nie robili w kierunku ograniczania swojego negatywnego oddziaływania na środowisko i prawa człowieka. Solidne przedsiębiorstwa zostają zaś z podważonym zaufaniem do instytucji UE, prawa unijnego i krajowego - komentuje Kwiatkowski.
W praktyce - ocenia organizacja - będzie to oznaczać brak dostępu do rzetelnych danych, a w konsekwencji niewiarygodne raporty również tych największych, objętych obowiązkami przedsiębiorstw (bo bez danych od mniejszych kontrahentów trudno będzie im wykonać własne raporty rzetelnie).
Fundacja Instrat wylicza, że dziś dyrektywą dot. raportowania objętych jest w Polsce 3500 firm, a po wprowadzeniu propozycji KE zostałoby ich tylko 500. - Zgadzam się, że przemyślenie obecnych regulacji ESG jest potrzebne, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą - ocenia Kamil Laskowski, starszy analityk w Fundacji Instrat. Mniej raportowania w teorii ma poprawić konkurencyjność firm, ale jego zdaniem w rzeczywistości jest odwrotnie, bo to właśnie przygotowanie raportów może wymuszać innowacyjność:
- Gdy informacje o zużyciu paliw i energii przez przedsiębiorstwa stają się całkowicie jawne, firmy zaczynają w tym zakresie konkurować. Co więcej, proces raportowania ESG pozwolił firmom, być może po raz pierwszy, dokładnie zidentyfikować strukturę zużycia paliw i energii oraz odkryć ewentualną niegospodarność w tym obszarze, co z kolei przekłada się na faktyczne oszczędności, w tym ekonomiczne.