Pomiary satelitarne wykazały, że w ubiegłym miesiącu odnotowano rekordowo niski - jak dla marca - zasięg lodu morskiego w Arktyce. Choć utrata lodu może m.in. ułatwić żeglugę, to przede wszystkim jest ona sygnałem szybko postępującej zmiany klimatu i niesie poważne, negatywne konsekwencje.
Marzec jest ostatnim miesiącem arktycznej zimy - i jednocześnie tym, w którym utrzymuje się najwięcej lodu morskiego w Arktyce. Ocean na samym biegunie północnym jest (jak na razie) zawsze pokryty grubą warstwą lodu morskiego. Ale na obrzeżach lód przyrasta w chłodniejszej połowie roku, od września do marca, i zmniejsza się wiosną i latem.
Jak wynika z danych satelitarnych europejskiego programu Copernicus, w marcu tego roku ten maksymalny zasięg lodu w Arktyce był najmniejszy w historii pomiarów, prowadzonych od prawie pół wieku. Nie był to też miesiąc wyjątkowy, bo już czwarty z rzędu, kiedy obszar lodu był rekordowo niski - jak widać na poniższym wykresie, na którym rok 2025 zaznaczono ciemnoniebieską linią.
Maksymalny zasięg lodu w tym roku wahał się w okolicy 14 mln kilometrów kwadratowych, co jeszcze 40-50 lat temu było wartością typową dla późnego maja, a nie marca. W porównaniu do lat 70. i 80. "brakuje" około 2 milionów kilometrów kwadratowych lodu, a więc ponad sześć razy tyle, ile wynosi powierzchnia Polski.
- To była wyjątkowo łagodna zima, zwłaszcza w lutym. Mieliśmy lód, śnieg i deszcz, w niektórych miejscach pokrywa śnieżna całkowicie zniknęła. Nigdy nie doświadczyłem tu czegoś takiego - mówi w komunikacie prasowym Ine-Therese Pedersen z norweskiego Instytutu Meteorologicznego. Pedersen od siedmiu lat pracuje na Svalbardzie, norweskim archipelagu leżącym 1100 km od bieguna północnego.
Średnia temperatura tej zimy, mierzona na lotnisku Svalbard, wynosiła około -7 stopni Celsjusza - 3,6 stopnia powyżej średniej.
Jak tłumaczą norwescy polarnicy, którzy badają klimat Arktyki, ocieplający się klimat oznacza nie tylko, że lodu jest mniej, ale też, że pozostaje inny rodzaj lodu. Nie ma wiele "nowego" lodu, który przyrasta w danym sezonie; pozostają bryły wieloletniego lodu, resztki z poprzednich zim.
Ine-Therese Pedersen relacjonuje, jak podczas jednej z wypraw w lutym tego roku zauważyła niedźwiedzia polarnego:
Padał deszcz, a w najgłębszej części fiordu prawie nie było lodu morskiego. Niedźwiedź siedział z przemoczonym futrem, wyglądał na zdesperowanego.
Drastyczna zmiana klimatu wpływa na cały ekosystem dalekiej Północy. Wiele zwierząt polega na lodzie morskim, by mieć miejsce do odpoczynku, móc przemieszczać się lub polować. Pedersen wspomina też widok morsa, balansującego na cienkiej krze lodowej na środku wolnego od lodu fiordu. Morsy odpoczywają na lodzie, jednak gdy go brakuje, są zmuszone szukać miejsca na brzegu.
Ale to, co dzieje się w Arktyce, nie zostaje w Arktyce. Po pierwsze: wysokie temperatury, brak lodu morskiego i słaba zima są bardzo niepokojącym sygnałem tego, jak szybko ociepla się klimat całej Ziemi, ze skutkami odczuwalnymi we wszystkich regionach świata.
Po drugie: Arktyka, z jej lodem morskim, lądolodem Grenlandii, prądami morskimi i ruchami mas powietrza ma wpływ na klimat innych części Ziemi, szczególnie Europy. Utrata lodu morskiego oznacza, że ocieplenie klimatu może jeszcze przyspieszyć. Bo jasna powierzchnia lodu i śniegu - a mówimy o milionach kilometrów kwadratowych - odbija większość energii słonecznej. Z ciemnym oceanem jest odwrotnie, większość promieniowania zostaje pochłonięta, a energia jest gromadzona w wodzie. Zatem im mniej lodu na biegunach, tym więcej ciepła zostaje na Ziemi. A im cieplejsze są oceany, tym szybciej ubywa lodu - w ten sposób proces sam się napędza.
Czas na uniknięcie najgorszych skutków ocieplenia klimatu topnieje w oczach niczym arktyczny lód. Rok 2024 był pierwszym pojedynczym rokiem, w którym globalny poziom ocieplenia przebił wartość 1,5 stopnia Celsjusza. Zatrzymanie wzrostu temperatury na tym - uznawanym za umiarkowanie bezpieczny - poziomie jest już w zasadzie poza naszym zasięgiem.
Żeby temperatura nie wzrosła znacznie powyżej 1,5 stopnia, musimy natychmiast zacząć ograniczać emisje gazów cieplarnianych w skali świata, a więc przede wszystkim odchodzić od węgla, ropy i gazu. Każda elektrownia na węgiel i gaz zastąpiona odnawialnymi źródłami energii lub elektrownią jądrową, każdy samochód spalinowy mniej (zastąpiony autem elektrycznym, a najlepiej rowerem albo komunikacją zbiorową) przybliża nas do tego celu, jednak wszystkie te działania muszą znacznie przyspieszyć.
Skutki ocieplenia odczuwamy nie tylko na biegunie, ale też dużo bliżej domu - już teraz. Według danych programu Copernicus marzec 2025 był w Europie najgorętszy w historii pomiarów (w skali świata był drugi pod względem temperatury). A w sporej części kontynentu był także bardzo suchy. W Polsce od początku roku pogłębia się groźba suszy i jeśli pogoda nie zmieni się diametralnie, to wiosna i lato mogą być pod tym względem bardzo trudne.