W Polsce brakuje wody. To zdanie opisuje i nasze długoterminowe problemy (susza jest już stałym problemem, a nie okresowym kataklizmem), i to, co obserwujemy w tej chwili. Po w większości bezśnieżnej i ciepłej zimie wchodzimy w cieplejszy okres roku z deficytem wody.
Dr Renata Krzyściak-Kosińska, biolożka i przewodniczka po BPN, podczas wizyty dziennikarskiej z Instytutem Ochrony Środowiska - Państwowym Instytutem Badawczym pokazała nam, jak wyraźnie widać suszę nawet w najcenniejszej, najbardziej naturalnej części Puszczy Białowieskiej.
To znajdujący się w obszarze ochrony ścisłej parku narodowego ols, czyli las porastający siedliska podmokłe. - Bywał wypełniony wodą cały rok. Czasem woda mogła wyparować w szczególnie upalne lato, ale - jeszcze przed 10 laty i wcześniej - wiosna była tu zawsze - wyjaśniała biolożka. Teraz, po zimie, ols powinien wyglądać mniej więcej tak:
Tymczasem podczas wizyty dziennikarskiej w połowie kwietnia był zupełnie suchy:
- To już trzecia wiosna, kiedy jest zupełnie sucho - mówiła dr Krzyściak-Kosińska. Wody w tym miejscu, położonym tuż przy szlaku turystycznym na terenie parku, nie ma już od lata ubiegłego roku. Zima była prawie bezśnieżna i zapasy wody nie zostały uzupełnione. Teraz nie zanosi się na poprawę sytuacji. Wiosna jest bardzo sucha, a prognozy długoterminowe nie dają w tej chwili nadziei na długotrwały deszcz, który byłby potrzebny do wypełnienia lasu wodą.
Tak długotrwały brak wody mocno uderza w środowisko, dla którego jej obecność jest stanem normalnym. Nie oznacza to, że las zacznie od razu umierać. Ale ucierpią organizmy uzależnione od wody. Stojąca woda w puszczy to na przykład miejsce godów i rozrodu płazów, siedlisko owadów. Jeśli jej nie ma, muszą przeczekać suchy okres lub przenosić się do innych obszarów. Ale jeśli wody brakuje na coraz większym obszarze i przez kolejne lata, to populacja staje się osłabiona. To zaburza całe środowisko, bo bez owadów czy płazów niektóre ptaki tracą swoje pożywienie i także muszą przenieść się w inne miejsca, a ich populacja może zostać zachwiana.
W długim terminie może dojść do zmiany całego ekosystemu. Drzewa i rośliny charakterystyczne dla olsów stopniowo zaczną zastępować inne gatunki. Olsza czarna i świerk będą z czasem umierać, zastąpią je graby. Chociaż las nie zniknie, to możemy utracić część obecnej różnorodności.
W innych częściach Puszczy Białowieskiej, poza parkiem narodowym, problem suszy (dosłownie) pogłębiają stare rowy melioracyjne. Wykopane czasem kilkadziesiąt lat temu miała odwadniać teren, by możliwe było rolnictwo, wypas zwierząt i koszenie łąk, albo gospodarka leśna. Dziś na tych obszarach nie ma już rolnictwa ani typowej gospodarki leśnej, ale rowy dalej odwadniają teren. W niektórych miejscach ich zagrodzenie mogłoby pomóc przywrócić stan naturalny i wspierać zatrzymywanie części wody, kiedy już pojawia się deszcz - mówił na spotkaniu z dziennikarzami prof. Michał Żmihorski, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży.
Przykład Białowieży obrazuje problemy, z którymi mierzymy się w całej Polsce. Wraz ze zmianą klimatu średnia temperatura rośnie, ale ilość opadów - już nie. Wody mamy przeciętnie tyle samo, ale więcej wyparuje, bo jest cieplej. Do tego zmiana klimatu zmienia rozkład opadów - częściej pada bardzo intensywnie; wtedy może dojść do powodzi, ale większość wody spłynie, a nie pozostanie w krajobrazie. A między ulewami są przedłużające się okresy suche. Do tego coraz bardziej brakuje nam śniegu, który jest kluczowy dla uzupełniania zapasów wody w przyrodzie.
W tym roku mamy za sobą w większości ciepłą i bezśnieżną zimę. Wiosna nie jest jak na razie na tyle mokra, by ten deficyt wody uzupełnić. Przeciwnie - jak informuje IMGW, marzec był jednocześnie bardzo ciepły i bardzo suchy.
W marcu w większości Polski klimatyczny bilans wodny - stanowiący różnicę pomiędzy wysokością opadów a wielkością parowania - wypadł znacznie na minusie. To znaczy, że (szczególnie na zachodzie kraju - co widać na mapie poniżej) więcej wody wyparowało, niż spadło. To prosty przepis na suszę.
Skumulowana suma opadów dla całej Polski od początku roku szoruje po dolnej krawędzi normy. W tych warunkach, żeby nadrobić braki wody, nie wystarczy jeden deszczowy dzień, ani jedna burza. Potrzebne są dłuższe, najlepiej jednostajne opady.
Bez takiej zmiany pogody skutki suszy odczuje nie tylko przyroda, ale także my wszyscy. W trzech regionach Polski już obowiązuje ostrzeżenie przed suszą hydrologiczną. Stan wody na dużej części rzek jest niski. Kolejne miesiące z ciepłą pogodą i bez intensywnych opadów mogą oznaczać suszę uderzającą w rolnictwo, dziką przyrodę, a nawet dostęp do wody dla mieszkańców niektórych regionów.