Rodzina mrówkowatych (Formicidae) należy do rzędu błonkówek, są więc kuzynkami pszczół i os. Mało jest tak bogatych gatunkowo owadów. Szacunki są różne - od 14 do 16 tys. opisanych gatunków, choć w rzeczywistości może być ich ponad 20 tysięcy (w Polsce 103). Według wyliczeń, na Ziemi żyje 20 kwadrylionów mrówek, a prawie 2,5 miliona przypada na każdego człowieka. Szacuje się, że ich łączna masa jest większa nie tylko od łącznej masy ludzi, ale też wszystkich dzikich ptaków i ssaków. Pod tym względem nie może się z nimi równać żadna inna grupa zwierząt. O ile ule pszczoły miodnej czy gniazda osy pospolitej nie są częstym widokiem, o tyle natknąć się na mrowisko - w lesie, w parku, na polu czy w ogrodzie nie jest trudno. Co jednak kryje ta niezwykła konstrukcja?
Mrówki są owadami społecznymi (eusocjalnymi), a tworzone przez nie kolonie mogą liczyć od kilkudziesięciu osobników do nawet kilkuset milionów. To społeczeństwo surowe, ale niemal perfekcyjne. Najważniejsza jest królowa, czyli rozmnażająca się samica, która jest matką wszystkich innych mrówek w kolonii (choć zdarzają się i takie społeczności, gdzie królowych jest kilka lub nie ma ani jednej). Zadaniem królowych jest składanie jaj, a jedyną rolą samców jest ich zapłodnienie (choć niektóre gatunki potrafią rozwijać się na drodze partenogenezy, bez udziału męskiego osobnika). W trakcie lotu godowego królowa często ucieka tak, aby dogonił ją tylko najsilniejszy i posiadający najlepsze geny samiec. Jego rola kończy się dość spektakularnie - umieszcza swoje wewnętrzne narządy płciowe w komorze płciowej królowej i umiera. Ona może kopulować z wieloma samcami, a plemniki pozostaną w narządzie zwanym spermateką i będą służyć przez następne kilkanaście lat. Nadszedł czas na założenie kolonii.
Królowa traci skrzydła i zakłada gniazdo (czasem dołącza do już istniejącego), a następnie składa jaja. Z tych pierwszych wykluwają się robotnice, które będą się opiekować nią i kolejnym potomstwem. To wyjątkowo troskliwe nianie - dostarczają młodym jedzenie, czyszczą je i przenoszą, jeśli jest taka potrzeba. Najczęściej jest to płynny pokarm zwracany z wola przez opiekunki. Tak naprawdę każda królowa debiutuje jako księżniczka.
W mrowisku istnieje podział na kasty, czasem może być on czasowy, a robotnice zajmujące się opieką lub kopaniem gniazda zmieniają się w żołnierzy. To, co wykluje się z jaja, zależy od kilku czynników. Z zapłodnionych powstają robotnice. Z niezapłodnionych rodzą się samce. Sposób odżywiania może z kolei determinować rozwój larw. Te lepiej odżywione zmienią się w księżniczki i odlecą z gniazda, żeby założyć nową kolonię.
Mrówki żywią się praktycznie wszystkim, co znajdą. Cały czas przemieszczają się w poszukiwaniu pożywienia, co często obserwują pechowcy, których dom położony jest w pobliżu lub nad mrowiskiem i muszą znosić mrówcze rajdy po kuchni. Ale to jeszcze nic. Afrykańskie Siafu tworzą ogromne, liczące nawet 20 milionów osobników wędrujące kolonie. Aby stworzyć tak dużą populację, królowa produkuje nawet kilka milionów jaj miesięcznie. To nimi (lub podobnymi wędrującymi gatunkami) straszy się w filmach. Rzeczywiście, żadne stworzenie nie będzie bezpieczne (włącznie z dużymi gryzoniami), jeśli nie umie przed nimi uciec. Jednak nie zjadają słoni, nosorożców, antylop ani nawet ludzi, choć bolesne pogryzienia mogą mieć miejsce, zwłaszcza że u takich nomadów kasta żołnierzy znacznie wyróżnia się pod względem rozmiaru i wielkości żuwaczek. W mrowisku umiejętność walki jest zresztą ważna, a największym wrogiem są najczęściej mrówki z innego gniazda, z którymi trzeba niejednokrotnie prowadzić wojnę na śmierć i życie.
Nie tylko ludzie prowadzą wojny, w których taktyka odgrywa kluczową rolę. Walczyć mogą mrówki z różnych lub z tego samego gatunku, czasem też zawierane są sojusze pomiędzy koloniami. Niektóre są nastawione jedynie na obronę, dla innych strategią jest atak. Jeżeli występuje zagrożenie, kolonia może przejść w "tryb wojenny" i produkować więcej żołnierzy. Inne się zbroją, a gdy osiągną pożądaną liczebność, przeprowadzają inwazję na pełną skalę.
Często dochodzi do bitew, ale nierzadkie są też przypadki "harcowników", kiedy to mają miejsce pojedynki pomiędzy najsilniejszymi osobnikami. Zwycięzcy kradną larwy pokonanych, żeby żywić nimi własne młode. W trakcie bitwy potrafią ustawiać się w zwarte szyki, coś na podobieństwo falangi. Mrówcza armia to nie tylko piechota, ale również flota - potrafią bowiem wykorzystywać liście jako tratwy i w ten sposób przemierzać mniejsze akweny. Występują także zwiadowcy.
Mrówki drzewne (określenie odnoszące się do kilku gatunków) umieją jednak wyeliminować zagrożenie ze strony znacznie bardziej agresywnych mrówek ognistych. Napotykając zwiadowcę, wchłaniają jego zapach i przenoszą go do mrowiska, co pobudza inne robotnice do podążenia śladem takiego kuriera i zabicia przeciwnika. Ponieważ zwiadowcy nie wracają, mrówki ogniste nie wiedzą o istnieniu konkurencyjnego gniazda. Z kolei malezyjskie mrówki-kamikadze w sytuacji zagrożenia dla kolonii eksplodują, uwalniając toksyczną substancję, która zabija wrogów.
W trakcie wojny trwa nie tylko walka wręcz. Niektóre gatunki używają broni dalekiego zasięgu. Rzucają we wroga kamyczkami lub jak powszechnie występująca w Polsce mrówka rudnica (Formica rufa) strzelają kwasem mrówkowym. Rudnica ma zresztą zadziwiający sposób na zakładanie kolonii. Aspirująca "do tronu" księżniczka wchodzi do gniazda innego gatunku, pierwomrówki łagodnej (Formica fusca) i zabija królową, zajmując jej miejsce - zostaje bowiem zaakceptowana przez robotnice, które później opiekują się jej potomstwem. Z czasem pierwomrówki wymierają, a w mrowisku pozostają jedynie osobniki rudnicy.
Mrówki posługują się wzrokiem lepiej lub gorzej, ale to komunikacja chemiczna ma dla nich pierwszorzędne znaczenie. I czasem jest też przyczyną problemów. Gatunki, które czasem określa się jako "łowców niewolników", wchodzą do wrogiego mrowiska i porywają larwy, żeby później im usługiwały. Tak czynią np. mrówki amazonki (Polyergus rufescens), występujące także w Polsce. Aby atak się udał, stosują "chemiczny ogłupiacz", który powstrzymuje znacznie liczniejsze robotnice z obcej kolonii i umożliwia grabież. Z kolei mrówka złodziejka (Solenopsis fugax), najmniejszy gatunek Formicidae w naszej rodzimej faunie (robotnice mają niecałe 3 mm długości) kradnie zapasy pożywienia i zjada larwy innych gatunków mrówek, kopiąc niewielkie tunele prowadzące do obcych gniazd.
W mrowisku potrafi też żyć (stosując chemiczny kamuflaż) rybik mrowiskowy (Atelura formicaria), kuzyn pospolitego rybika cukrowego. Jednak wyjadając resztki, nie stanowi większego zagrożenia dla kolonii, w przeciwieństwie do znanego z "The Last of Us" grzyba Kordycepsa (a konkretniej Ophiocordyceps unilateralis), który infekuje mrówki i wpływa na ich zachowanie, czyniąc z nich "zombie" kierujące się interesem grzyba, a nie kolonii. Finalnie taka mrówka wspina się na najwyższy liści i zaciska na nim żuwaczki tak mocno, żeby z niego nie spaść - nawet po śmierci. Z tyłu jej głowy wyrasta szypułka, która pęka i rozsiewa zarodniki, zarażając kolejne mieszkanki mrowiska.
Liczba zachowań i sposobów życia różnych gatunków mrówek jest tak bogata, że na opisanie tego wszystkiego nie starczyłoby książki. Ich społeczeństwa w wielu aspektach przypominają te ludzkie. Mogą być też dla nas pożyteczne, bo zabijają różne szkodliwe insekty, choć niektóre "hodują" mszyce, z których spijają słodką spadź.
Sama kolonia to niezwykły obiekt - i nie zawsze jest to mrowisko, są bowiem gatunki budujące swoje gniazda wysoko w koronach drzew. W Polsce oprócz wspomnianej rudnicy powszechnie występują też hurtnica pospolita (Lasius niger) czy lubiąca zamieszkiwać ludzkie siedziby mrówka faraona (Monomorium pharaonis). Warto wspomnieć, że w chłodniejszym klimacie owady te zapadają zimą w stan hibernacji. To dowód na ich umiejętności adaptacyjne, choć to, że potrafią się łatwo dostosować do nowych warunków, nie zawsze jest korzystne.
Mrówki argentyńskie (Linepithema humile) wykazują się niską lub zerową agresywnością w stosunku do przedstawicieli własnego gatunku. Dzięki temu tworzą "superkolonie" powstałe z wielu mrowisk i rozciągające się nawet na setki kilometrów. Mogą one liczyć nawet do biliona osobników. Niestety ich introdukcja do Europy okazała się fatalna dla rodzimych mrówek i innych bezkręgowców, które rywalizację z nimi bezpardonowo przegrywają. Spustoszenie jest wielopoziomowe. Amerykański entomolog Andrew Suarez badał je w południowej Kalifornii, dokąd również zostały zawleczone. Po jakimś czasie stwierdził, że z 23 gatunków owadów na tym terenie pozostały dwa. Ginęły też ptaki, które straciły swoje źródło pożywienia. Mimo wszystko znaczenie mrówek dla ekosystemu jest ogromne. Rozkładają materię organiczną, spulchniają glebę i utrzymują okolicę w czystości. I bez przesady można powiedzieć, że to jedna z tych grup zwierząt, których wpływ na środowisko jest nie do przecenienia.
Czytaj też: Stworzenia, które przeraziły Darwina. Prawdziwy horror w świecie owadów