W dyskusji o ustawie wiatrakowej co i rusz powracają argumenty, że nie ma powodów, by zmniejszać minimalna odległość z 700 do 500 metrów - jak robiła to ustawa, którą zawetował prezydent Karol Nawrocki - bo w innych krajach, te odległości są większe. Dla przykładu podawane są Niemcy, mimo że nie ma tam federalnego prawa, które reguluje tę kwestię. Szymon Pifczyk prowadzący profil "Kartografia Ekstremalna" tłumaczy dodatkowo, że takie porównania są nieuprawnione co udowadnia właśnie na przykładzie naszych zachodnich sąsiadów, pokazując jak różnego rodzaju zabudowa wpływa na to, gdzie i jak można stawiać wiatraki.
Polska urbanistyka jest raczej chaotyczna, w przeciwieństwie do tego, co możemy spotkać w Niemczech, Węgrzech, Słowacji i Czechach. W Polsce 9-tysięczne miasto rozlewa się w każdą stronę na 5 kilometrów - pisze Pifczyk - podczas, gdy w Niemczech, tej samej wielkości miejscowość zajmuje owal o średnicy w przybliżeniu 1 km. U naszych sąsiadów skupiska budynków otoczone są niezamieszkałymi terenami, jak pola i lasy. W Polsce wygląda to zupełnie inaczej i trudno o przestrzenie, na których nikt nie mieszka.
Dlatego też w Niemczech bez problemu można postawić farmę wiatraków między dwoma miejscowościami - na odległości 2 kilometrów nie ma żadnych zabudowań, więc łatwo utrzymać nawet kilometr od każdego z miast, co widać na poniższym zdjęciu (farma wiatrowa w prawym górnym rogu). W Polsce o taki teren dużo trudniej i w np. w województwie łódzkim niemal cały czas poruszamy się po terenie zabudowanym, podczas gdy w Turyngii przejazd przez miasto to ledwie kilkaset metrów, przed powrotem na kilka kilometrów drogi krajowej.
Jak to wszystko ma się do wiatraków? Poniżej macie mapę, na której widać, że gdyby nie było ograniczeń co do odległości, po wyłączeniu lasów i obszarów chronionych, wiatraki można stawiać na mniej więcej 1/3 terenu zarówno Turyngii, jak i województwa łódzkiego.
Trzeba jednak pod uwagę wziąć odległość od zabudowy. Gdyby wiatraki można było stawiać w odległości 500 metrów od niej dozwolone byłoby to ledwie na 5 procentach województwa łódzkiego. W Turyngii widzimy znacznie więcej czarnych plam, na których można by stawiać wiatraki w odległości 500 metrów ( choć raczej nie ma konieczności żeby to robić).
Dwukrotnie nieudana próba rządu zmniejszenia odległości wiatraków do 500 metrów od zabudowy spełzła jednak na niczym. Za pierwszym razem, w 2024 roku, po tym jak rządowi zarzucano działanie na rzecz lobbystów oraz problemy proceduralne i za drugim razem, gdy ustawę zawetował Karol Nawrocki, w sierpniu 2025 roku. Rzućmy więc okiem na mapę przygotowana przez profil "Kartografia Ekstremalna", na którym widać, jak bardzo zmniejsza się możliwość stawiania wiatraków, gdy minimalna odległość to 700 metrów.
"Jeśli zwiększymy ten bufor do obowiązujących teraz 700 metrów, w łódzkim na budowę wiatraków pozostają w zasadzie tylko tereny odkrywki kopalni Bełchatów (ale wiadomo, tam nie da się ich postawić) i dolina Bzury (tam też raczej zostałyby oprotestowane). W Turyngii dla odmiany mamy do zagospodarowania spokojnie około 10-15 proc. powierzchni landu" - podsumowuje Szymon Pifczyk.