Betelgeza na razie nie wybuchnie jako supernowa. Gwałtowne spadki jasności miał powodować pył

Bartłomiej Pawlak
Naukowcy wykonali nowe pomiary i odkryli najbardziej prawdopodobną przyczynę gwałtownych spadków jasności Betelgezy. Okazuje się, że ogromna gwiazda - choć kończy już swój żywot - nie zamierza na razie wybuchać jako supernowa.
Zobacz wideo NASA zaskoczona. Odkryto zaćmienia starożytnej Gwiazdy Polarnej

Każdy, kto choć trochę interesuje się astronomią, o gwieździe Betelgezie zapewne słyszał nieraz. To czerwony nadolbrzym (wielokrotnie większy od Słońca, które jest obecnie żółtym karłem) znajdujący się w Orionie, ok. 640 lat świetnych od nas.

Gwiazda, która gwałtownie traci swój blask

Betelgeza to jedna z najjaśniejszych i najbardziej intrygujących gwiazd na niebie. A to z powodu jej dziwnego zachowania, które astronomowie zaczęli obserwować pod koniec 2019 roku. Gwiazda bardzo gwałtownie przyciemniała, co nie zdarzało się (przynajmniej nie w tak dużym stopniu) od początku ponad 100-letnich pomiarów.

Jak wynikało z opublikowanych w drugiej połowie stycznia badań, od września 2019 roku gwiazda obniżyła swoją jasność aż o 25 proc., a jej promień zmalał o 9 proc. W szczytowym momencie Betelgeza była o rekordowe 40 proc. ciemniejsza niż normalnie.

Betelgeuse before and after dimmingBetelgeuse before and after dimming fot. ESO/M. Montarg?s et al. (via. https://www.washington.edu/)

Szybko pojawiły się głosy, że Betelgeza niedługo wybuchnie jako supernowa, czyli odrzuci swoją otoczkę materii, kończąc w ten sposób żywot. Nie od dziś wiadomo bowiem, że gwiazda ta znajduje się już na ostatnim etapie swojej ewolucji, a tak znaczące spadki jasności mogą zwiastować nadchodzącą eksplozję. Naukowcy podchodzili do takich wieści sceptycznie. Przyznawali, że faktycznie może, ale nie musi być to powodem obserwowanych zmian blasku Betelgezy.

Nowe badanie wyjaśnia ciemnienie Betelgezy

Nowe badania dowodzą, że obserwowane od kilku miesięcy spadki jasności gwiazdy nie oznaczają wcale zbliżającej się śmierci Betelgezy. Zdaniem naukowców z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle oraz arizońskiego obserwatorium Lowell Observatory powodem spadków jasności jest pył, który tymczasowo mógł przesłonić gwiazdę.

Astronomowie wykonali nowe badania, obliczając średnią temperaturę powierzchni gwiazdy. Z danych wynika, że Betelgeza jest dziś znacznie cieplejsza, niż początkowo się wydawało. Innymi słowy wraz ze zmniejszeniem się jasności gwiazdy jej temperatura spadła, jednak niemal niezauważalnie. Według ich obliczeń średnia temperatura powierzchni Betelgezy 14 lutego 2020 roku wynosiła ok. 3325 stopni Celsjusza, czyli była tylko 50-100 stopni Celsjusza niższa niż w czasie pomiarów w 2004 roku.

Tym samym udało się obalić jedną z dwóch głównych teorii tłumaczących spadki jakości, która mówiła o ochłodzeniu się plazmy wypchniętej na powierzchnię gwiazdy przez jedną z masywnych komórek konwekcyjnych. Zdaniem naukowców zmiany temperatury są zbyt małe, aby to właśnie ten proces był przyczyną zmian jasności.

Badacze uważają, że Betelgeza (podobnie jak inne nadolbrzymy) co jakiś czas odrzuca od siebie (za ten proces odpowiedzialny jest wiatr gwiazdowy) sporą ilość materii, która w pewnej odległości od gwiazdy skondensowała się, tworząc pył. To właśnie on miał przesłonić nam widok Betelgezy.

Oczywiście nie oznacza to, że gwiazda nie wybuchnie jako supernowa. Badacze tłumaczą, że stanie się to na pewno, ale w przeciągu najbliższych... 100 tys. lat. Niestety nie wiadomo, kiedy dokładnie. Na to niezwykle jasne widowisko na niebie (najsilniejsze supernowe są widoczne nawet w dzień) będziemy musieli zatem jeszcze trochę poczekać.