Voyager 1 ma kłopoty? NASA bada dziwne sygnały spoza Układu Słonecznego

Voyager 1, najodleglejsza sonda ludzkości i pierwsza, która opuściła Układ Słoneczny, może mieć kłopoty. Wysyła z przestrzeni międzygwiazdowej dziwne sygnały, które intrygują naukowców z NASA. Czyżby 45-letni lot kosmiczny dał jej się we znaki?
Zobacz wideo Która asteroida może uderzyć w Ziemię? NASA przygotowuje się grając w rzutki

Sonda Voyager 1 została wyniesiona w kosmos we wrześniu 1977 roku, 16 dni po starcie Voyagera 2. Nie ma tu jednak pomyłki w nazewnictwie. Voyager 1 - mimo że poleciał jako drugi - prześcignął bliźniaczy statek kosmiczny i po dekadach lotu w sierpniu 2012 roku przekroczył heliopauzę, czyli symboliczną granicę Układu Słonecznego.

Od 10 lat Voyager 1 znajduje się już w przestrzeni międzygwiazdowej, ale - pomimo leciwego wieku - wciąż działa. Obecnie oddalony jest od Ziemi o rekordowe 23,3 mld km, czyli ponad 20,5 godziny świetlnej. Dla porównania Słońce znajduje się średnio nieco ponad 8 minut świetlnych od naszej planety.

Voyager 1 wysyła dziwne sygnały z przestrzeni międzygwiazdowej

Teraz okazuje się jednak, że sonda może mieć kłopoty. Voyager 1 co prawda działa prawidłowo, jednak przesyła na Ziemię dziwne sygnały z systemu położenia sondy (attitude articulation and control system, czyli AACS). To system, który analizuje orientację statku w przestrzeni, aby w razie potrzeby naukowcy mogli podjąć decyzję o wprowadzeniu koniecznej korekty.

Naukowców intryguje fakt, że statek odbiera i wykonuje wszystkie polecenia z Ziemi, a jego instrumenty badawcze wciąż zbierają dane i wysyłają na Ziemię sygnały o odpowiedniej sile. Oznacza to, że antena Voyagera jest najpewniej ustawiona dokładnie na Ziemię. NASA uważa, że AACS działa poprawnie, ale z jakiegoś powodu wysyła do naukowców nieprawidłowe dane telemetryczne.

Co więcej, w przypadku awarii systemy Voyagera 1 powinny automatycznie uruchomić procedurę przejścia aparatury w tryb awaryjny. Tym razem nic takiego nie miało jednak miejsca, a sonda wydaje się pracować normalnie.

Inżynierowie opiekujący się misją na razie nie potrafią zdiagnozować źródła problemu. Nie wiadomo też, w jakim stopniu jest on groźny dla samego Voyagera. Badacze mają jednak zająć się teraz próbą odpowiedzi na pytanie, co odpowiada za fałszowanie danych z AACS i w jaki sposób można usterkę naprawić. To może niestety trochę potrwać, bo sygnały radiowe potrzebują 20 godzin i 33 minuty na dotarcie do sondy. Na odpowiedź Voyagera 1 trzeba czekać dokładnie tyle samo.

Jak podkreśla Suzanne Dodd, kierowniczka ds. Voyagera 1 i 2, obie sondy przez 45 lat pracy zrobiły zdecydowanie więcej, niż oczekiwano. "Jesteśmy w przestrzeni międzygwiezdnej - środowisku o wysokim promieniowaniu, w którym wcześniej nie latał żaden statek kosmiczny. Inżynierowie stoją zatem przed dużymi wyzwaniami. Myślę jednak, że jeśli istnieje sposób na rozwiązanie problemu z AACS, nasz zespół go znajdzie" - stwierdziła Dodd.

Więcej ciekawostek dotyczących kosmosu znajdziesz na Gazeta.pl

Więcej o: