Prawo morza w kosmosie. A co, gdyby Chiny wygrodziły sobie kawałek Księżyca? "Nie jesteśmy na taką sytuację gotowi"

Wyścig na Księżyc i w kosmos w ogóle nie dość, że przyspiesza, to jeszcze się zagęszcza. Ludzie za kilka lat mają stanąć na satelicie Ziemi po pół wieku przerwy. Będą to Amerykanie, ale obok Stanów Zjednoczonych są jeszcze Chiny, dawna potęga kosmiczna Rosja i nowi gracze, w tym Indie. Co stanie się, gdy wszyscy oni wylądują - na Księżycu na przykład - i będą chcieli budować tam bazy, coś wydobywać? Czyj jest Księżyc i kto ma prawo go sobie grodzić?

Maria Mazurek, Next.gazeta.pl: Czy w kosmosie naprawdę jest coś wartego szukania - poza poszerzaniem granic wiedzy i nauki? Kiedyś odkrywcy nowych lądów i krain wyruszali w podróż, by szukać skarbów czy możliwości zyskownego handlu. Obecne skarby warte są wyścigu?

Dr hab. Katarzyna Malinowska, Akademia Leona Koźmińskiego, ekspertka ds. prawa kosmicznego: Bez eksploracji kosmosu życie na Ziemi w takim kształcie, w jakim je dzisiaj wiedziemy, nie byłoby możliwe. Jak na razie najważniejsze jest to, że kosmos zapewnia nam komunikację, nawigację i obserwację, między innymi pogody. To wszystko mamy dzięki satelitom, choć na co dzień być może nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jeśli chodzi o czekające w kosmosie "skarby", to wiemy już o nich teraz, dzięki pobranym w przestrzeni kosmicznej próbkom oraz badaniom meteorytów. Wśród budzących zainteresowanie minerałów są na przykład metale ziem rzadkich, bardzo potrzebne w przemyśle, a także, co istotniejsze dla samego wykorzystania przestrzeni kosmicznej, mieszaniny lodu i pyłów zawierające wodór i tlen.

I na poważnie zaczynamy się szykować do ich pozyskiwania, do tego kosmicznego górnictwa?

Tak, i to bynajmniej nie powoli, choć nie jest to proste - ani technologiczne, ani prawnie. Ruszyła w końcu misja Artemis, w ramach której Amerykanie mają po pół wieku wrócić z załogowymi lotami na Księżyc. Cały czas trwają też prace nad misją ExoMars, choć spowolnione ze względu na perturbacje polityczne - to była wspólna misja agencji europejskiej i rosyjskiej, ale ESA zerwała współpracę z Roskosmosem w efekcie wybuchy wojny w Ukrainie. Misja ExoMars, który miała wyruszyć w kierunku Marsa we wrześniu 2022, prawdopodobnie nie wystartuje przed 2028 rokiem, ponieważ ESA będzie musiała zastąpić zbudowaną przez Rosjan platformę lądowniczą z powodu inwazji Rosji na Ukrainę.

Statek Sojuz zadokowany do ISSNawet kosmos przeciwko Rosji. W Sojuza coś uderzyło. Polecą po załogę

Czy w tym wyścigu po kosmiczne surowce większą szansę mają podmioty prywatne, czy wciąż raczej państwowe? Bo od czasu poprzedniego tak szybkiego podboju kosmosu sporo się zmieniło. Kiedyś liczyły bardziej cele militarne, teraz mocniej akcentowane są wątki ekonomiczne.

W początki podboju kosmosu zaangażowane były wyłącznie państwa - z uwagi na koszty. To się nieco zmieniło, bo dzięki podmiotom prywatnym, w tym SpaceX Elona Muska. Koszty znacznie spadły, jednak trudno sobie wyobrazić, żeby z takich inwestycji państwa zostały wyłączone. One będą zawsze obecne, chociażby dlatego, że w przypadku działań w kosmosie cele militarne będą zawsze w podtekście. Dlatego komponenty technologii kosmicznych określane są mianem dual use - podwójnego zastosowania. Gracze prywatni, tacy jak grupa miliarderów z Elonem Muskiem i Jeffem Bezosem na czele, mają swoje cele komercyjne. Będziemy więc zapewne obserwować partnerstwo między państwami a prywatnymi firmami, być może ze zwiększaniem ciężaru interesu prywatnego.

A jak sytuację zmienia - zmieniło - wejście do gry nowych uczestników państwowych, z Chinami na czele? Tam trudno sobie wyobrazić chyba duży udział prywatnych inicjatyw.

Dominacja interesu państwowego jest doskonale widoczna w obecnej sytuacji geopolitycznej, w sytuacji, gdy własne ambicje na dużą skalę zaczynają realizować choćby właśnie Chiny. Nie można im jednak odmawiać pragmatyzmu i całkowitego odwrócenia się od sektora prywatnego. Dość wspomnieć o firmie LandSpace, chińskim start-upie, choć wspieranym przez państwo, który ma być konkurencją do SpaceX. Wydaje mi się, że jednak balans pomiędzy efektywnością sektora prywatnego a interesami sektora publicznego będzie w mniejszym lub większym stopniu czymś, do czego będzie dążyć wiele państw, nie wyłączając Chin, choć z pewnością o niezależnym sektorze prywatnym mówić tam nie możemy.

Czy naprawdę jest tak, że w kosmosie obowiązuje takie prawo jak na oceanach, czyli prawo morza?

Prawdą jest, że prawo morza w zakresie wód międzynarodowych stanowi inspirację do myślenia o regulacjach kosmosu. Natomiast nie jest to już takie proste w praktyce. Próby uregulowania tej materii miały miejsce już dość dawno temu. Zasady eksploracji przestrzeni kosmicznej zostały przyjęte w 1967 roku, w tak zwanym traktacie o przestrzeni kosmicznej, który zakładał pokojowe zasady tej eksploracji. W 1979 roku został przyjęty tzw. traktat księżycowy. Zgodnie z nim Księżyc i jego zasoby naturalne stanowią wspólne dziedzictwo ludzkości - to zakaz zawłaszczania jakiejkolwiek przestrzeni kosmicznej. Tyle że traktat ratyfikowało zaledwie 17 państw, w tym żaden z wielkich graczy. Państwa wydają za to polityczne oświadczenia - takie, które są zgodne z ich konkretnymi interesami w konkretnym przedziale czasowym. Prawnicy mają tutaj pożywkę do dyskusji, bo nie ma zgodności co do tego, co można robić na Księżycu, także z tym, co się tam wykopie.

Start brytyjskich rakiety i satelity zakończył się niepowodzeniemRakieta doznała "anomalii". Satelity nie zostały wyniesione na orbitę

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Chiny lądują na Księżycu, grodzą kawałek i decydują się coś wydobywać. Zagarniają dla siebie kawałek kosmosu i nie pozwalają nikomu innemu się zbliżyć. No i co wtedy? Będziemy bić się o kawałki powierzchni Księżyca?

Prawo nie jest na taką sytuację gotowe. Oczywiście chcielibyśmy mieć to uregulowane, ale należy przypuszczać, że dopiero z chwilą, gdy taka sytuacja zaistnieje, państwa usiądą do stołu, żeby uzgodnić zasady współistnienia. Inaczej rzeczywiście może dojść do konfliktu międzynarodowego. Podejrzewam, że na początku nikt nie pójdzie tak daleko, by ogłaszać własność jakiejś strefy. Raczej będą to strefy wyłącznego użytkowania dla celów bezpieczeństwa. I teraz to tylko w zasadzie prawnicy i entuzjaści mogą próbować przekonać wszystkich, że warto to zrobić wcześniej. Natomiast nie łudźmy się, szansa na przyjęcie teraz umowy międzynarodowej w tej sprawie jest bliska zeru.

Żeby wyrazić swoje podejście do eksploracji surowców, poszczególne państwa zaczęły przyjmować ustawy krajowe regulujące kwestie górnictwa kosmicznego. Zrobiły to Stany Zjednoczone, Zjednoczone Emiraty Arabskie i, co ciekawe, Luksemburg. W dwóch ostatnich przypadkach, w których państwa nie mają tak długiego doświadczenia w lotach kosmicznych jak USA, chodzi oczywiście o interesy inwestorów - kraje te, regulując kwestie górnictwa kosmicznego, zaprosiły jednocześnie potencjalnych inwestorów do zakładania tam spółek, które będą operatorami takich przedsięwzięć.

Jest jeszcze jedna inicjatywa, której osobiście jestem zwolenniczką - Artemis Accords, przedsięwzięcie zapoczątkowane przez USA. Jest to manifest polityczny, do którego przyjęcia Stany Zjednoczone zapraszają poszczególne państwa. Przyjęło go już więcej państw, niż ratyfikowało traktat księżycowy. Artemis Accords opisuje wizję zasad eksploracji księżyca, opartych na Traktacie o Przestrzeni Kosmicznej z 1967 roku, ale idących kilka kroków dalej i sankcjonujących plany pozyskiwania surowców, chociażby w postaci ustanawiania "safety zones", krytykowanych jako zalążek zawłaszczania przestrzeni kosmicznej.

Prace nad takimi krajowymi uregulowaniami toczą się też w Polsce i pani brała w nich udział. Na jakim to jest etapie i do czego nam akurat - wielkim graczem kosmicznym przecież nie jesteśmy - byłoby to potrzebne?

Projekt ustawy jest bardzo zaawansowany, czekamy tylko na polityczną wolę do jego przyjęcia. Oczywiście, nie jesteśmy w kosmosie obecni tak intensywnie jak wielkie mocarstwa, ale polski sektor kosmiczny coraz aktywniej uczestniczy w europejskiej eksploracji kosmosu, a polskie przedsiębiorstwa mogą otrzymywać i otrzymują kontrakty od Europejskiej Agencji Kosmicznej [ESA - red.] relewantnie do składki zadeklarowanej przez Polski rząd na ostatniej radzie ministerialnej ESA. Dlatego też potrzebujemy regulacji, które odpowiedzą na pytanie, co możemy robić i na jakich zasadach, a ponadto jak należy postąpić w sytuacji niepożądanego zdarzenia, takiego jak ostatnia porażka wyniesienia na orbitę satelitów wyprodukowanych przez polską firmę z Wrocławie - Sat Revo.

Choć do górnictwa kosmicznego będziemy zapewne podchodzić ostrożnie, to jednak Polska Agencja Kosmiczna zadeklarowała swoje zainteresowanie tą dziedziną poprzez podpisanie Artemis Accords w 2021 roku. Na pewno duży potencjał polskiego przemysłu kosmicznego to działalność suborbitalna i produkcja małych satelitów. I te obszary powinny zostać uregulowane w polskim prawie kosmicznym. Naszą ideą jest, by działalność kosmiczna była zdefiniowana na tyle szeroko, by to górnictwo też było możliwe.

To, co powinniśmy podkreślać, to że ludzie nie zdają sobie sprawy, jak ten kosmos jest blisko, dookoła nas, jak dotyczy wszystkich. To temat nie tylko dla Elona Muska albo naukowców z NASA, lecz także dla każdego z nas, dotyczący naszych codziennych spraw.

Zobacz wideo Najsłabszym elementem każdego systemu jest człowiek. Oto błędy programistyczne, które skończyły się katastrofą [TOPtech]
Więcej o: