Zdaniem niektórych nie tak miały wyglądać pierwsze dni Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego po powrocie do kraju. Drugi polski astronauta wrócił do Polski w zeszły czwartek (24 lipca). Spędzi u nas niespełna tydzień, bo już w środę (30 lipca) znowu leci do Stanów Zjednoczonych, by oficjalnie zakończyć i podsumować misję. Z czym będzie kojarzył się ten pierwszy tydzień polskiego astronauty w kraju? Być może głównie z jedzeniem pierogów czy kłótnią z Dodą. - Konteksty, w jakich Sławosz pojawia się w mediach, są dalekie od tych, które mogłyby inspirować. I to jest coś, o czym pisałem, mówiłem i rozmawiałem z politykami od wielu miesięcy. Nie mam w sobie cienia satysfakcji, że dzieje się dokładnie to, co niestety przewidywałem - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl popularyzator nauki dr Tomasz Rożek (Nauka To Lubię).
"Pierwszym miejscem, które powinien odwiedzić Polski astronauta, powinny być organizowane, dedykowane spotkania z aspirującymi młodymi ludźmi. Powinny być w to włączone uniwersytety, a nie telewizje śniadaniowe i politycy. Każdy kanał przekazywania wiedzy jest ważny, ale nie każdy przystoi. Nie każda konwencja nadaje się do realizacji ogromnej zmiany, jaką miała ciągnąć za sobą ta misja. Testowanie pierogów w paśmie śniadaniowym na tym etapie budowania marki tej misji nie przystoi. Po prostu. Nie służy w żadnym calu wzmocnieniu autorytetu do nauki" - oburzał się m.in. popularyzator nauki dr Maciej Kawecki.
Tymczasem Sławosz Uznański-Wiśniewski pojawił się w niemal każdym dużym medium w kraju. Dał wywiad dla: TVP, TVN-u. Polsat News, RMF, Radio Zet, a nawet gościł w programie "Pytanie na śniadanie", co jest mu tak głośno wypominane. Podczas rozmów poruszano zarówno tematy obyczajowe jak np. higiena w kosmosie, ale też pytano o konkretne eksperymenty, które przeprowadzono w kosmosie. W końcu na ISS (Międzynarodowa Stacja Kosmiczna) nasz astronauta poświęcił 105 godzin na prace badawcze, edukacyjne i komunikacyjne. Tyle że, jak sugeruje część naukowców, tak jak w kosmosie Sławosz Uznański-Wiśniewski łączył się z uczniami z całej Polski, tak po wylądowaniu jakby o tym zapomniał. - Liczymy, że będzie pan ambasadorem naszych technologii - mówiła prezeska Polskiej Agencji Kosmicznej, Marta Ewa Wachowicz tuż po wylądowaniu kapsuły z Polakiem.
Mateusz Sabat, CEO Big Data 4 Leaders w rozmowie z Wirtualnymi Mediami przekonuje, że ten cel wbrew dosyć niekonwencjonalniej formie jest realizowany. - Temat Sławosza jest od kilku tygodni wszędzie - codziennie, w każdym medium. Najbardziej zasięgowe polskie media takie jak RMF, Polsat czy TVN poświęcają mu po kilka minut w każdym serwisie. A warto pamiętać, że jedna minuta w prime time takiego medium warta jest nawet od 80 do 100 tysięcy złotych. Łącznie to daje promocję polskiej nauki wartą setki milionów złotych - przekonuje. Część środowiska naukowego nie podziela jednak tego entuzjazmu.
- Tu pojawia się pytanie: jakie właściwie mamy oczekiwania? Bo jeśli chodzi nam tylko o to, żeby Sławosz był osobą rozpoznawalną, to w zasadzie niewiele trzeba robić - rzeczy dzieją się same. Natomiast jeśli naprawdę chcemy, żeby był ambasadorem edukacji to samo pojawienie się w telewizji śniadaniowej to zdecydowanie za mało. Więc to jest pytanie: czego tak naprawdę chcemy? Bo jeśli mówimy o edukacji, to trzeba dać coś szkołom. A szkoły nie dostały nic. Kompletnie nic - zauważa dr Tomasz Rożek. - A z każdym dniem katalog możliwych działań jest mniejszy - dodaje.
"Wizerunek, jaki budują media plotkarskie, nie wiąże się bowiem w najmniejszym calu z pojęciem zaufania. Są mu przeciwstawne. Stąd unika się udziału w inicjatywach, które takie portale wspierają. Minimalizuje się ryzyko tego, że zacznie się być tam stałym bywalcem. Gdy tak się bowiem stanie, trudno łączyć taki wizerunek z pojęciem zaufania. On się bardzo szybko obywa, dewaluuje, spłyca. Ogranicza się do potrzeby zrobienia z kimś selfie. Istotą tej misji miało być promowanie polskiej nauki i budowanie do niej zaufania. Coś więcej, niż selfie" - dodaje dr Maciej Kawecki.
À propos selfie to fotograf Jakub Szymczuk zauważa, że powrót polskiego astronauty do kraju wygląda po prostu źle w obrazku. To głównie przez to, że cały czas nie występuje on sam, a z żoną - posłanką Aleksandrą Uzanańską-Wiśniewską. "Dostajemy bardzo ładną panią w czerwonej sukni, uśmiechniętą, ekspresyjną, jest centralnym punktem większości zdjęć, obok stoi pan w kombinezonie, nie wiem jakiś mechanik? Ok ma polską flagę, ale na zdjęciach z przylotu jest albo skierowany do małżonki, albo za jej plecami. Na zdjęciu z polską flagą wręcz ginie na ściance. Wywiady, konferencje... Przepraszam, czemu są z udziałem pani Aleksandry, posłanki Platformy Obywatelskiej, która dosłownie przyciąga całą uwagę? Mamy więc sytuację ogromnego sukcesu, historycznego, który w założeniu miał inspirować i angażować a mamy show jednej z polityczek" - punktuje.
- Po powrocie z misji mamy do czynienia z widocznym chaosem komunikacyjnym. Brakuje wyraźnej strategii oraz doradcy, który pełniłby rolę moderującą, wskazując, które działania warto podejmować w kontekście promocji nauki, a których unikać, by nie rozmywać wizerunku i nie sprowadzać go do poziomu medialnej ciekawostki - mówi w rozmowie z Wirtualnymi Mediami Paulina Bochen, senior account manager w dfusion communication. - Nie ma żadnej klarownej komunikacji, bo nikt nie zadał sobie podstawowego pytania: po co właściwie lecimy w komos? Co chcemy z tego mieć? A jeśli nawet takie pytania były zadawane, to pozostawały bez odpowiedzi. A przecież to właśnie odpowiedzi powinny prowadzić do konkretnych działań. I to jest coś, co naprawdę burzy krew. Nie tylko we mnie - opowiada nam autor Nauka To Lubię.
Symbolicznym przykładem złego doboru medialnych promocji może być zeszły weekend w Łodzi. Sławosz Uznański-Wiśniewski był na festiwalu Łódź Summer Festival, gdzie pojawił się na scenie i rozdawał autografy podczas koncertów, za co upomniała go ze sceny Doda. Było to typowo rozrywkowe wydarzenia. A tak być nie musiało.
Karol Wójcicki, autor bloga "Z głową w gwiazdach" i pasjonat kosmosu zdradził, że podczas wydarzenia miał przeprowadzić z polskim astronautą wywiad. "Chciałem zapytać Sławosza o rzeczy, które może niekoniecznie zaciekawią codziennego widza telewizji śniadaniowej, ale o których z wypiekami na twarzy będą słuchać fani kosmosu. Zajrzeć za kulisy misji, dowiedzieć się więcej o technikaliach i lepiej zrozumieć, jak to jest sięgnąć gwiazd" - zdradza. Dostał propozycję, by wywiad przeprowadzić na backstage sceny wielkiego festiwalu muzycznego (przy dźwiękach utworów Dody), co uznał za "niedorzeczne". "Nikt z organizatorów nie wpadł na pomysł, aby zabezpieczyć miejsce na taką rozmowę" - przyznaje. Ostatecznie do rozmowy wcale nie doszło, mimo że sam astronauta był nią zainteresowany.
I tu chyba dochodzimy do sedna problemu. Bo ekspertom zdaje się chodzić o to, że nie jest tak, iż o tym, co ważne zupełnie zapomniano, ale mocno zbagatelizowano. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego już zapowiedziało, że "od jesieni Sławosz ruszy inspirować studentów w całej Polsce". Ogłoszono serię spotkań, w których polski astronauta będzie opowiadał o eksperymentach przeprowadzonych w kosmosie. Tyle że do tego czasu zainteresowanie społeczne może już być znacząco mniejsze, a same spotkania też - jak sugeruje Tomasz Rożek - nie wydają się być odpowiednio przygotowane. - Obecne zapowiedzi są daleko niewystarczające. Nie zapowiedziano żadnego programu, który byłby realnie skalowalny na wszystkie szkoły. Niestety, z tych deklaracji wynika też coś znacznie bardziej niepokojącego, że będą pogłębiane stereotypy związane z kosmosem. Czyli: kosmos pokazany będzie wyłącznie w kontekście elektroniki i nauk ścisłych. A przecież, patrząc na statystyki, wiemy, że wielu młodych ludzi zwyczajnie nie lubi matematyki, fizyki czy chemii. Tego typu narracja raczej ich odstraszy od tematu, zamiast przyciągnąć - mówi Tomasz Rożek.
Kosmos to dziś nie tylko nauki ścisłe to również biologia, medycyna, prawo, sztuka, a nawet filozofia. Tych aspektów nie ma nawet w zapowiedziach. To kardynalny błąd
- dodaje.
A więc najlepiej kuć żelazo, póki gorące, bo "sławoszomania" trwa teraz. Instytut Monitorowania Mediów podaje, że łącznie w social mediach profile astronauty zanotowały ponad 2,6 mln interakcji i aż 19 mln wyświetleń. Ogólnie w mediach społecznościowych analitycy IMM odnotowali łącznie 4,7 mln interakcji (reakcji, komentarzy i udostępnień) z treściami dotyczącymi Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Temat jego udziału w misji Ax-4 osiągnął blisko 1,9 mld zasięgu we wszystkich typach mediów. Oznacza to, że statystyczna osoba w Polsce od 15 roku życia miała kontakt z treściami średnio 59 razy.
Prawdopodobnie uzyskanie podobnego zainteresowania kosmiczną misją z Polakiem w najbliższej przyszłości nie będzie już takie łatwe i duże. - Po wakacjach nikt już nic nie będzie pamiętał, poza kilkoma obrazkami - zauważ dr Tomasz Rożek, który na długo przed wylotem polskiego astronauty domagał się przeprowadzenia szeroko zakrojonych programów edukacyjnych. "Komunikacja opiera się na chwili. To nie jest tak, że misją Polska będzie żyła kilka lat. Nie. Żyje teraz. Za pół roku temat zostanie przykryty tysiącem innych. To jest czas, by budować markę tego co dalej, decyzjami pokazywać, na co się stawia. Jeśli są to festiwale muzyczne. Ok. Wtedy ja powiem, że to zmarnowane 300 mln" - dodaje dr Maciej Kawecki.
Przypomnijmy bowiem, że koszt udziału Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego w misji IGNIS (Axiom Mission 4) to 65 mln euro, czyli około 275 mln zł. Minister finansów Andrzej Domański jeszcze przed lotem mówił, że "jeśli ktoś nie rozumie, że 65 mln euro przeznaczonych na misję kosmiczną Axiom-4 jest inwestycją, to tłumaczę: misja umożliwia realizację 13 eksperymentów polskich firm i uczelni - z potencjałem rozwoju całych sektorów". "Każde 1 euro zainwestowane w sektor kosmiczny to 3-6 euro zwrotu dla gospodarki, a obecność Polaka w misji to szansa dla branży - na doświadczenie i promocję polskich technologii. To inwestycja w innowacje, kompetencje i przyszłość!" - dodawał.