Trzecia fala nadciąga? Polsce psują się dane, Niedzielski i Horban biją na alarm

Mikołaj Fidziński
Ministerstwo Zdrowia coraz głośniej alarmuje - sytuacja epidemiczna w Polsce zaczyna się psuć. Minister Niedzielski mówi o odwróceniu pozytywnego trendu, prof. Horban - że "jesteśmy na najlepszej drodze do trzeciej fali".

Dane epidemiczne z Polski wciąż nie wyglądają źle. Ale niestety zaczynają się psuć. Wygląda na to, że Ministerstwo Zdrowia nauczone doświadczeniami innych krajów oraz własnymi z jesiennej fali koronawirusa, tym razem woli dmuchać na zimne, niż zareagować zbyt opieszale. 

Minister zdrowia Adam Niedzielski zrobił we wtorek niespodziewaną rzecz i już z samego rana ujawnił najnowsze dane o zakażeniach - zwykle publikowane dopiero o 10:30. Niedzielski poinformował o 5178 nowych wykrytych przypadkach. Niby na tle ostatnich danych - dość "standardowo". Ale jednak oznacza, że średnia liczba zakażeń z ostatnich siedmiu dni to już ok. 5,7 tys. dziennie, najwięcej od 24 stycznia. Dzisiejsza średnia siedmiodniowa od kilku dni rośnie i jest o blisko 9,5 proc. wyższa niż odnotowana tydzień temu. To oznacza najwyższy wzrost od ponad miesiąca.

embed

Co więcej, Niedzielski sam pisze, że dane z początku stycznia mogły być nieco "zafałszowane" (m.in. opóźnieniami w raportowaniu wyników testów) i zauważa, że pomijając "anomalię postświąteczną" mamy do czynienia z najszybszym tempem przybywania nowych zakażeń od połowy listopada.

embed

Minister zdrowia Adam NiedzielskiAdam Niedzielski o wzroście zakażeń. "Odwrócenie tendencji staje się faktem"

"Na najlepszej drodze do trzeciej fali"

Dane nie są jednoznacznie. Cały czas liczba zajętych łóżek czy respiratorów wykazuje delikatną tendencję spadkową. Skok zakażeń nie jest bardzo wyraźny. Niemniej epidemia koronawirusa ma to do siebie, że liczba zakażeń rośnie w tempie wykładniczym - najpierw powoli, ale po pewnym czasie już w dramatycznym tempie. Podczas jesiennej fali dzienna liczba zakażeń potrafiła podwajać się co tydzień.

Teraz mamy w Polsce wariant brytyjski, który - według badań - charakteryzuje się zakaźnością wyższą o kilkadziesiąt procent (według różnych badań od ok. 40-60 proc.). Według pierwszych badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, obecnie brytyjską odmianę koronawirusa może mieć 5 proc. zakażonych w Polsce.

Dlatego Ministerstwo Zdrowia głośno alarmuje i ostrzega - w statystykach widać niepokojące odwrócenie trendu. Pokazuje wykres współczynnika R, który jest wskazówką, czy epidemia wygasa, czy się rozwija. Wskaźnik rośnie i znów jest przy granicznej wartości 1. Gdy wskaźnik ma wartość wyższą od jedności, oznacza to, że przeciętnie jeden zakażony "przekazuje" wirusa więcej niż jednej kolejnej osobie - a więc epidemia rozprzestrzenia się.

W podobnym tonie wypowiadał się we wtorek w Radiu ZET prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19. Mówił, że "jesteśmy na najlepszej drodze, żeby trzecia fala do nas zawitała". Wskazywał na rosnącą liczbę zakażeń brytyjską mutacją koronawirusa.

Jak wygląda sytuacja w województwach? Nie ma jednego regionu, w którym widać byłoby wystrzał zakażeń, raczej mamy do czynienia z niewielkimi wzrostami w części województw. Jak wynika z analiz Piotra Tarnowskiego, najszybciej nowych wykrywanych przypadków przybywa w województwie warmińsko-mazurskim.

embed

Koronawirus. Powrócą obostrzenia?

Kilka dni temu minister zdrowia Adam Niedzielski mówił w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną", że będzie rekomendował powrót do większych obostrzeń, gdy przekroczona zostanie granica 10 tys. nowych zakażeń dziennie. Do tej granicy sporo brakuje - średnia z ostatnich siedmiu dni to ok. 5,7 tys. Ostatni raz więcej niż 10 tys. przypadkiem jednego dnia mieliśmy 9 stycznia, średnia siedmiodniowa jeszcze w 2021 r. nie przekroczyła tego poziomu.

Niedzielski nie ukrywał, że wraz z luzowaniem obostrzeń spodziewa się wzrostu zakażeń. 

Jeżeli 'odmrażamy' i 'uwalniamy' różne obszary życia, wzrost liczby zakażeń koronawirusem na pewno będzie. Ważne, żeby był to wzrost, który zmieści się w pewnej granicy tolerancji i nie doprowadzi do rozwoju trzeciej fali

- mówił kilka dni temu w rozmowie z PAP. Weekendowa fiesta na zakopiańskich Krupówkach napędziła jednak rządowi stracha. Niedzielski ostrzegał po niej, że "nie chciałby, żeby Zakopane stało się naszym San Siro". Nawiązywał tu do meczu Atalanty Bergamo z Valencią z lutego 2020 r., który okazał się "bombą epidemiczną". Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska mówił, że wydarzenia na Krupówkach były "przerażające".

Minister zdrowia Adam NiedzielskiAdam Niedzielski: Czeka nas wzrost zakażeń koronawirusem

Niedzielski zdaje też sobie sprawę, że ostatnie decyzje polskiego rządu o luzowaniu restrykcji - najpierw powrót dzieci do szkół, potem częściowe otwarcie m.in. kin, teatrów, basenów czy hoteli - były po prostu ryzykowne. Zresztą nie ukrywał tego wcale podczas ostatniej konferencji prasowej dotyczącej luzowania restrykcji, gdy jasno mówił o "bardzo trudnej decyzji związanej z ogromnym ryzykiem" oraz o tym, że "ryzyko transmisji jest duże". 

To także powód, dla którego minister Niedzielski i resort zdrowia biją na alarm już przy delikatnym wzroście liczby zakażeń. Ich komunikaty mają nie tylko charakter informacyjny. Mają także chronić przed dalszym rozprężeniem społecznym i dać do zrozumienia Polakom, że epidemia trwa i powrócić może nie tylko fala zakażeń i zgonów, ale także bolesne obostrzenia. 

Zobacz wideo Czy w lutym zostaną zniesione kolejne obostrzenia? "Jeśli sytuacja się pogorszy, będziemy musieli wrócić do poprzednich regulacji"