Piąta fala uderza w Polskę, ale na razie w inne miejsce, niż się przyzwyczailiśmy [WYKRES DNIA]

Mikołaj Fidziński
Piąta fala pandemii błyskawicznie rozkręca się w Polsce, tylko w ciągu ostatnich dwóch dni Ministerstwo Zdrowia poinformowało o niemal 115 tys. nowych zakażeń. W danych o liczbie zajętych łóżek widzimy już wzrosty. Obok liczby pacjentów, wielkim kłopotem tej fali może być brak personelu medycznego z powodu kwarantann i izolacji. Rząd widzi to ryzyko i planuje skrócić czas ich trwania. Krócej trwają już kwarantanny dla "zwykłych" osób, ale i tak objętych jest nimi już grubo ponad milion mieszkańców Polski.

Piąta fala pandemii - zgodnie z prognozami - rozkręca się w Polsce w bardzo szybkim tempie. W czwartek i w piątek (27 i 28 stycznia) resort zdrowia informował o ponad 57 tys. nowych wykrytych zakażeniach. To oczywiście najwyższe liczby od początku pandemii. "Rekordy" jesiennych fal z 2020 i 2021 r. nie przekraczały 30 tys., wiosną 2021 r. Ministerstwo Zdrowia poinformowało o maksymalnie 35 tys. zakażeń (1 kwietnia). 

Nie ma też żadnych wątpliwości co do dwóch kwestii. Po pierwsze - zakażeń mamy znacznie więcej, eksperci od modelowania przebiegu pandemii szacują, że przynajmniej pięciokrotnie (a może i około dziesięciokrotnie). Po drugie - że prawie 60 tys. wykrytych przypadków dziennie to też jeszcze nie szczyt fali. Średnia z modelowań MOCOS wskazuje, że może to być nawet ok. 100 tys. dziennie w pierwszym tygodniu lutego. Choć liczby nawet o kilkadziesiąt tysięcy wyższe też są możliwe, wiele zależeć tu będzie od sprawności systemu testowania (i chęci Polaków do korzystania zeń). 

Zobacz wideo Jak uchronić dzieci przed koronawirusem? Pytamy prof. Pyrcia

Rosyjskie uzbrojenie w pobliżu miasta Woroneż na zdjęciu satelitarnym Maxar TechnologiesTysiące pojazdów wojskowych przy granicy z Ukrainą. Widać je na zdjęciach

Znów rośnie liczba zajętych łóżek

Nie sama liczba wykrytych zakażeń, co ich przebieg, ma jednak większe znaczenie. Liczba zajętych łóżek w szpitalach znów rośnie. Nie tak lawinowo jak w poprzednich falach, ale jednak.

Według piątkowego raportu Ministerstwa Zdrowia, hospitalizowanych jest niespełna 14,5 tys. osób. To o blisko tysiąc więcej niż przed pięcioma dniami (choć też niemal najmniej od połowy listopada ub.r.). Liczba zajętych respiratorów na razie spada - 1074 z piątkowego raportu to też najmniej od dwóch i pół miesiąca.

Nie zmienia to jednak faktu, że Polskę czekają wzrosty liczby osób w szpitalach, w tym też pod respiratorami. Doświadczenia innych krajów wskazują, że zakażenie omikronem (według danych Ministerstwa Zdrowia ta mutacja odpowiada u nas już za ponad 60 proc. wykrytych przypadków) zwykle przechodzi się lżej niż deltą. To "zwykle" nie oznacza jednak "zawsze" - omikron również może narobić spustoszenia w naszym organizmie!

Eksperci z MOCOS przewidują także wzrost liczby zgonów nawet do ok. 600 dziennie - choć oby była to prognoza mocno przestrzelona. W ostatnich dniach szczęśliwie model MOCOS w zakresie liczby zgonów się nie sprawdza. 

MOCOS prognozuje, że szczyt hospitalizacji może nastąpić w Polsce około połowy lutego i wynieść ok. 27 tys. zajętych łóżek. To o kilka tysięcy więcej niż w szczycie czwartej fali. 

Z danych z USA i Anglii wynika, że spada długość pobytu w szpitalach, nawet o połowę. Średnia długość pobytu w szpitalu przy wariancie delta wynosiła 10-11 dni, przy omikronie to ok. 4-5 dni. To oczywiście ma wpływ na liczbę jednocześnie zajętych łóżek. Dlatego nawet przy bardzo dużej liczbie zakażonych w krótkim czasie, może okazać się, że liczba osób hospitalizowanych będzie na poziomie ze szczytu ostatniej fali, między 20 a 30 tys. [podczas czwartej fali najwięcej zajętych łóżek - ok. 24,5 tys. - było w połowie grudnia - red.]. Myślę więc, że mniej osób będzie chorowało tak ciężko, że będzie potrzebowało pobytu w szpitalu, a i hospitalizacje będą krótsze. Sytuacja nie powinna być dramatycznie cięższa dla szpitali niż podczas czwartej fali. Ale ona też już wyrządziła Polsce wiele szkód

- mówił niedawno w rozmowie z Gazeta.pl kierownik grupy MOCOS, prof. Tyll Krüger.

Test na COVID (zdjęcie ilustracyjne)Odszkodowanie za zakażenie COVID-19? Lekarz: Nie da się ustalić źródła

Problemem nie tylko liczby pacjentów, ale też kto będzie się nimi opiekował

Problem może tkwić gdzie indziej niż w samej liczbie zajętych łóżek - a mianowicie w liczbie dostępnego personelu medycznego. 

Nie chodzi tylko o samą liczbę osób hospitalizowanych, ale także o to, aby zachorowało jak najmniej personelu medycznego, który nie mógłby pracować. Braki medyków w połączeniu z wysoką liczbą pacjentów w szpitalach to byłaby sytuacja krytyczna

- mówi prof. Krüger. Rzeczywiście, rząd zdaje sobie sprawę z tego ryzyka i sposobi się do skrócenia okresu izolacji i kwarantanny dla medyków. Jak zapowiedział w piątek rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz, jego resort liczy, że już od środy 2 lutego izolacja medyków po zakażeniu zostanie skrócona z dziesięciu do siedmiu dni. Co więcej, już od piątego dnia będzie można wykonać test - jeśli da on wynik ujemny, izolacja zostanie zdjęta. Również okres kwarantanny dla medyków ma zostać skrócony do pięciu dni (bez konieczności testowania się po tym czasie). 

Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w LublinieNaukowcy opracowali test krwi przewidujący ciężki przebieg COVID-19

Kwarantanna coraz bardziej narodowa

Od wtorku 25 stycznia obowiązują nowe regulacje, które dla wszystkich mieszkańców Polski oznaczają kwarantannę trwającą już nie dziesięć, a siedem dni (jeśli nie wystąpią w tym czasie objawy zakażenia).

Według najnowszych danych Ministerstwa Zdrowia kwarantannie podlega obecnie ok. 1 mln 70 tys. osób, najwięcej od początku pandemii. Nawet jeśli część z nich to dzieci, to ich kwarantanna zwykle "uziemia" rodzica, który musi się nim opiekować. Do tego dochodzi niemal 500 tys. osób zakażonych (a więc na izolacji), a także osoby, które się "samoizolują" np. po pozytywnym wyniku testu z apteki czy marketu. A to kłopot dla polskiego rynku pracy. Charakteryzuje się on tym, że pracę zdalną jest w stanie świadczyć - jak wynika z danych GUS - kilkanaście procent osób.

Z każdym kolejnym dniem to będzie coraz większe wyzwanie dla ciągłości pracy i realizacji zamówień w firmach

- mówi o liczbie osób na kwarantannach Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Gigantyczne wyzwanie dla funkcjonowania państwa

- wtóruje mu dr hab. Maciej Duszczyk, były prorektor ds. naukowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Kwarantannie podlegają nie tylko osoby niezaszczepione przeciw koronawirusowi. Osoby zaszczepione i ozdrowieńcy zostają objęci kwarantanną w sytuacji, gdy pozytywny wynik ma ich domownik. W takim przypadku dopiero negatywny wynik testu zwalnia z kwarantanny. 

Kto na kwarantannie? Do dwudziestu-dwudziestu pięciu odlicz

Z danych Ministerstwa Zdrowia, które analizuje Piotr Tarnowski, wynika, że największy odsetek osób na kwarantannach jest obecnie w województwie pomorskim - ponad 4 proc. oraz mazowieckim i śląskim (blisko 4 proc.). Ponad trzy procent mieszkańców na kwarantannie mają z kolei województwa zachodniopomorskie, łódzkie, opolskie, dolnośląskie, lubelskie i podkarpackie.

embed

Gdyby zejść na poziom powiatów, to w niektórych kwarantannie podlega już ponad 5-6 proc. osób. To np. powiaty: pucki, wejherowski, milicki, mikołowski, bielski, strzeliński, legionowski, wołomiński, grodziski czy grójecki.

---

Siema! Gazeta.pl kolejny już raz gra #JedenDzieńDłużej dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Każde dodatkowe wsparcie dla tej akcji jest bezcenne. Licytujcie i kwestujcie razem z nami.

Więcej o: