O demografii można dużo opowiadać, choć czasem najlepiej dane z tabelek pokazać na mapach. To właśnie zrobił Główny Urząd Statystyczny, publikując kilka dni temu opracowanie "Polska wieś w obiektywie statystycznym".
Widać na nich dobrze, jak zmieniała się w ostatnich dekadach cała Polska. Wieś od tych zmian oberwała wyjątkowo mocno, szczególnie w kontekście demograficznym. Młodzi migrują do miast, nie tylko za pracą, o którą na miejscu poza rolnictwem bywa bardzo trudno. Zostająca na miejscu ludność się starzeje. Jest problem wykluczenia komunikacyjnego, słabego dostępu do edukacji, medycyny, o kulturze nie wspominając.
Wieś peryferyjna jest w procesie powolnego zwijania się. Są miejsca, które już utraciły masę krytyczną, co będzie bardzo trudno odwrócić, zapobiec zanikaniu tamtejszej tkanki społecznej
- mówi Next.gazeta.pl Monika Stanny, dyrektorka Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk.
Jeśli chodzi o peryferie, dobrze widać wyraźnie pustsze wschodnie krańce Polski. Na poniższych mapach widać też, że na wsiach położonych wokół dużych miast mieszkańców jest zdecydowanie najwięcej na tle innych wiejskich i miejsko-wiejskich gmin.
To zjawisko - suburbanizacja, czyli wylewanie się poza miasta osadnictwa osób, które dojeżdżają do pracy w tych miastach - nasilające się w ostatnich latach. Chodzi tu nie tylko o tych, którzy wyprowadzają się z miasta do pobliskiej wsi, bo chcą zamieszkać w domku z ogrodem. Wśród mieszkańców warszawskiego "obwarzanka" są też tacy, którzy decydując się na migrację do stolicy z innego regionu kraju od razu wybierają jako miejsce zamieszkania taki "obwarzanek", zakładając, że na życie w Warszawie ich nie stać - na to zwracał uwagę prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego.
Na mapie pokazującej zmiany zachodzące w ciągu dekady 2011-2021 widać dobrze, jak miasta i ich bezpośrednie okolice zasysają ludność z innych rejonów kraju. Pozostała część kraju - nie wielkomiejska i nie okolice dużych miast, ludność traci.
A tutaj widać, jak rosną wspomniane wiejskie obwarzanki metropolii. Ciekawie wygląda to na przykład na Mazowszu, jaśniejsze plamy poza okolicami Warszawy sugerują, że to stamtąd mieszkańcy "odpłynęli" w kierunku stolicy.
Mniej więcej jedna czwarta gmin w Polsce to gminy - nazwijmy je umownie - 'wygrane'. To są gminy zlokalizowane wokół największych miast, które zyskują [ludność - red.]. Natomiast 3/4 gmin w naszym kraju to są niestety gminy tracące ludność
- mówił prof. Szukalski w rozmowie z Gazeta.pl przed rokiem. - I chciałbym podkreślić, że peryferia to są nie tylko już peryferia w perspektywie krajowej, obszary przy granicach, w dużej odległości od większych ośrodków miejskich. To są w tej chwili już peryferia międzywojewódzkie, a zatem obszary zlokalizowane przy granicach województw. Wystarczy, że do stolicy województwa jest większa odległość niż 30-40 kilometrów i nagle okazuje się, że zamieszkiwanie na danym terenie przestaje być uważane za atrakcyjne - wyjaśniał.
Dla porządku dodajmy, że zgodnie z danymi GUS na wsi mieszka (za 2023 rok) ponad 15,2 miliona osób, czyli 41 proc. populacji Polski. Znacznie mniej, choć gmin typowo wiejskich jest zdecydowanie najwięcej - 1498. Gmin miejsko-wiejskich mamy 677, a miejskich 302.
O takim nowym podziale Polski - już nie tradycyjnym na osi wschód - zachód - mówiła mi prof. Monika Stanny:
Mamy trzy osie. Po pierwsze historyczną, czyli wschód - zachód, która po 100 latach jest wciąż trwała, druga to oś centrum-peryferie, powstała po transformacji ustrojowej, która jest zdecydowanie silniejsza. Na to nakłada się nowa oś, północny wschód - południowy zachód, będąca konsekwencją dwóch poprzednich i kumulacją nakładających się czynników.
Podział ten ujawnia, że to Polska południowo-zachodnia zmienia się bardziej dynamicznie niż jej przeciwległa część północno-wschodnia. Na ów podział wpływają głównie czynniki społeczne: edukacja, aktywność społeczna, rynek pracy i demografia. Są one bardziej wrażliwe na zachodzące zmiany, niż czynniki gospodarcze - dodaje ekspertka.
Wśród czynników demograficznych mamy nie tylko odpływ mieszkańców wsi do miast, ale także starzenie się wsi. I tutaj znów wybijają się krańce wschodnie. Młodzi wyjeżdżają do miast, na miejscu zostają starzy.
Tam, gdzie mieszkają głównie starzy, nie rodzą się dzieci - demograficzna spirala się nakręca. Boleśnie pokazuje to tzw. indeks starości, czyli relacja liczby osób w wieku przynajmniej 65 lat przypadających na osoby w wieku 0-14 lat. Krańce wschodnie, kielecczyzna, północny wschód - tam ten indeks na obszarach wiejskich jest najwyższy.
W ciągu niespełna dwóch dekad te procesy, według prognoz GUS, będą się nasilać. Wieś szczególnie na obszarach wschodnich, będzie mocno się wyludniać, miastom i ich okolicom mieszkańców będzie przybywać.
Młodzi wyjeżdżają z peryferyjnych wsi często za pracą, której tam poza rolnictwem niemal nie ma. Są takie rejony na wschodzie Polski, w których w rolnictwie zatrudnionych jest nawet ponad 70 procent pracujących osób. Nie dla wszystkich jest to atrakcyjna perspektywa, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę silne rozdrobnienie gospodarstw rolnych i ich niedużą wielkość. Aż 75 proc. wszystkich gospodarstw rolnych w Polsce ma areał nie większy niż 10 hektarów, ponad połowa ma powierzchnię do 5 hektarów. A powyżej 50 hektarów ma tylko 3 proc. wszystkich gospodarstw w naszym kraju.
Na polskiej wsi głównie zmieniło się w ostatnich latach to, że Polska północna i wschodnia znalazła się na ścieżce do spirali negatywnego rozwoju
- mówi prof. Monika Stanny. - Ta spirala zaczyna się od braku pozarolniczych miejsc pracy, gminy w tej części kraju zbyt powolnie/wolno odchodzą od funkcji rolniczej. Patrząc na ten proces szeroko, zauważamy że ludność, która nie może znaleźć pracy, emigruje do miast, a ta selektywna migracja nasila depopulację, ci którzy nie mają pracy, są stałymi klientami pomocy społecznej. Ubożeją finansowo mieszkańcy i ubożeją gminy, w których jest coraz mniej mieszkańców, a to się przekłada na mniejszą subwencję i dotację na realizację zadań i poprawę warunków życia. W konsekwencji zanikają podmioty zaspokajające podstawowe potrzeby społeczne, a infrastruktura publiczna, jak np. szkoły czy ośrodek zdrowia, jest ostatecznie likwidowana. To sprawia, że spada atrakcyjność takich obszarów dla życia. Ale jeśli zostanie uruchomiony oddolny kapitał społeczny, to jest szansa, że te wsie przetrwają - uważa ekspertka.
I na koniec jeszcze ważna myśl: czy na wsi wszystko musi się opłacać i finansowo "spinać"? Ekonomicznie widzimy ją często w perspektywie zapewnienia strategicznej produkcji żywności. Ale wieś to coś więcej, dla "mieszczuchów" także.
To też zresztą osobny temat: czy będziemy gotowi płacić za to, żeby na wsi byli użytkownicy tej przestrzeni i dbali o nią dla nas, czyli osób które bywają tylko na wsi, a mieszkają w mieście lub pod nim? Wieś w końcu jest nam potrzebna, nie tylko dla produkowania żywności przez wielkich producentów. Wieś ma za zadanie także produkować wiejskość, tj: zachowywać dziedzictwo kulturowe, dbać o przestrzeń, dawać kontakt z przyrodą
- podsumowuje Monika Stanny.