Pracownicze Plany Kapitałowe pod ostrzałem ministrów. I ten argument - przez PPK PiS-owi może gorzej pójść w wyborach

Ministerstwo Infrastruktury proponuje, aby Pracownicze Plany Kapitałowe wprowadzić dopiero w połowie 2020 r., a resort energii boi się, że PPK mogą mieć "negatywny wpływ na wynik wyborów samorządowych". Podobnych opinii ministerstw na temat PPK jest więcej.
Konferencja ministra Mateusza Morawieckiego poświęcona przyszłosci emerytur i OFE, Warszawa 04.07.2016 Konferencja ministra Mateusza Morawieckiego poświęcona przyszłosci emerytur i OFE, Warszawa 04.07.2016 Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

PPK - plan PiS na wyższe emerytury

Pracownicze Plany Kapitałowe to recepta PiS na wyższe emerytury dla Polaków w przyszłości. Pomysł PiS jest taki, że Pracowniczy Plan Kapitałowy musiałby być uruchomiony w każdej firmie, i "z automatu" zostaliby do niego zapisani wszyscy pracownicy, niezależnie od formy zatrudnienia (choć pracownicy mieliby czas na wypisanie się z PPK). 

Minimalna składka do PPK miałaby wynosić 2 proc. pensji brutto miesięcznie, do tego pracodawca dokładałby nie mniej niż 1,5 proc. Swój wkład miałoby mieć też państwo - z budżetu dołoży każdemu oszczędzającemu 250 zł opłaty powitalnej oraz dodatkowo 240 zł dopłaty rocznej.

Według roboczej koncepcji rządu, przez pierwsze dwa lata środkami w PPK zarządzał Polski Fundusz Rozwoju, a następnie fundusze inwestycyjne.

Rząd ocenia, że program może objąć nawet ponad 11 mln osób. Zapewnia, że oszczędności w PPK byłyby całkowicie prywatne (tzn. należałyby do obywateli).

Czytaj więcej o szczegółach PPK: Państwo chce nas przymusić do oszczędzania na emerytury. Rząd przyznaje, że te z ZUS będą niskie

Minister Energii Krzysztof Tchórzewski w Sejmie, 20.05.2016 Minister Energii Krzysztof Tchórzewski w Sejmie, 20.05.2016 Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Tchórzewski boi się o wynik wyborczy

Problemy z "największym programem rządowym po 500 plus", jak Pracownicze Plany Kapitałowe określił niegdyś premier Mateusz Morawiecki, pojawiają się jednak już na samym początku. Kolejne ministerstwa przesyłają opinie do projektu ustawy o PPK. I choć oczywiście po to są konsultacje międzyresortowe, żeby ministerstwa akcentowały swoją wątpliwości, to jednak niektóre uwagi są wręcz fundamentalne.

Za takie należy uznać m.in. stwierdzenia zawarte w opinii Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego. Otóż minister zauważył, że już składka na poziomie 60 zł miesięcznie (czyli 2 proc. od wynagrodzenia osoby zarabiającej 3 tys. zł brutto) "stanowić może pokaźną sumę" w budżecie danej osoby i że "nie można wykluczyć negatywnego odbioru proponowanego rozwiązania przez szerokie kręgi społeczne".

To teoretycznie tylko wątpliwość, ale i bezwzględny cios m.in. w premiera Mateusza Morawieckiego, który na każdym kroku powtarza, że zależy mu na budowaniu oszczędności przez Polaków. I to oszczędności długoterminowych, gromadzonych przez długie lata. Tak, żeby do emerytury naprawdę zgromadzić jako taki kapitał - a te pieniądze przecież nie wezmą się znikąd, trzeba je sukcesywnie odkładać. A tu jeden z jego ministrów mówi "te 60 zł miesięcznie to może być za dużo". Abstrahując od tego, czy PPK to dobry pomysł czy nie, ale jeśli wizja odkładania 2 proc. swojego wynagrodzenia na emeryturę w opinii ministra Tchórzewskiego może budzić społeczny opór, to w kwestii budowania kapitału na starość jesteśmy zupełnie w lesie.

Jest jeszcze jedna rzecz, która jest w opinii ministra energii co najmniej zaskakująca. Otóż Tchórzewski pisze, że ewentualny negatywny odbiór PPK "może mieć negatywny wpływ na wynik tegorocznych wyborów samorządowych". Już pomijając to, co dokładnie oznacza "negatywny wpływ na wynik w wyborach" - to jednak bardzo kiepskie jest rozpatrywanie strategicznego programu z zamysłu na wiele lat pod kątem wyborów za pół roku.

Pracownicze Plany Kapitałowe Pracownicze Plany Kapitałowe fot. Marta Kondrusik/gazeta.pl

Ministerstwo Infrastruktury: przesuńmy to w czasie

Ministerstwo Infrastruktury, obok szeregu różnych uwag, ma jedną kluczową - uznaje, że termin 1 stycznia 2019 r., kiedy Pracownicze Plany Kapitałowe miałyby zostać wprowadzone przez firmy zatrudniające powyżej 250 osób, jest zbyt krótki. Proponuje, żeby PPK były obowiązkowe dla wszystkich firm dopiero od lipca 2020 r.

Inne uwagi resortu infrastruktury to m.in. wątpliwa dobrowolność PPK, gdyż zgodnie z projektem pracownicy, którzy zrezygnują z oszczędzania w PPK i tak co dwa lata będą do nich powtórnie zapisywani (i znów będą się mogli wypisać). "Pracodawca zawsze odprowadzi składkę przynajmniej za 1 miesiąc (kwiecień) co dwa lata, niezależnie od woli pracownika, co kłóci się z założeniem dobrowolności" - pisze Andrzej Bittel, wiceminister infrastruktury.

Bittel wnioskuje też o wykreślenie z ustawy artykułu mówiącego o tym, że za nakłanianie pracownika przez pracodawcę do rezygnacji z oszczędzania w PPK grozi grzywna czy nawet kara pozbawienia wolności do dwóch lat. W opinii wiceministra ten przepis jest "nadmiernie represyjny".

Emerytury po nowemu - Pracownicze Programy Kapitałowe Emerytury po nowemu - Pracownicze Programy Kapitałowe fot. Shutterstock

MSZ: blisko "monopolu państwowego"

Inne ministerstwa też mają uwagi do projektu. Przykładowo Ministerstwo Spraw Zagranicznych zauważa, że w sytuacji, gdy dana firma nie dopełni w terminie obowiązku utworzenia Pracowniczego Planu Kapitałowego, to automatycznie PPK zostanie utworzone w tzw. "wyznaczonej instytucji finansowej". Będzie to Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, którego większościowym akcjonariuszem jest państwowy Polski Fundusz Rozwoju.

"Chociaż projekt nie wprowadza monopolu państwowego na zarządzanie PPK, to jednak (...) ogranicza przedsiębiorcom prywatnym dostęp do części rynku" - czytamy w opinii MSZ. Resort sugeruje, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby w takich sytuacjach losowanie TFI (tak, jak miało to niegdyś miejsce w przypadku OFE).  

Adam Glapiński, nowy prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, nowy prezes Narodowego Banku Polskiego Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

NBP i KNF z całą listą uwag

Warto przypomnieć, że sporo uwag do projektu ustawy o PPK miał też Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego. Wskazywały m.in., na zbyt optymistyczne założenia co do stóp zwrotu z PPK, na daleko idące obciążenia administracyjne, które miałyby zostać nałożone na firmy, na wątpliwą "dobrowolność" PPK czy na to, że pracownicy mieliby zbyt mały wpływ na to, jak będą inwestowane ich oszczędności.

Rzecznik Finansowy: nie twórzmy systemu dla bogatych

Opinii do projektu ustawy o PPK jest mnóstwo, i wiele z nich wnosi naprawdę dużo. Na przykład Rzecznik Finansowy Aleksandra Wiktorow zauważa, że Pracownicze Plany Kapitałowe. trudno w ogóle uznać za program emerytalny. Dlaczego? Otóż obecnie projekt ustawy zakłada, że wypłata środków z nich będzie się odbywała tylko przez 10 lat po osiągnięciu 60. roku życia. "Z danych GUS wynika, że dalsze trwanie życia osoby w wieku 60 lat wynosi ok. 22 lata" - pisze Rzecznik Finansowy.

Wiktorow ma także podobną opinię jak minister Tchórzewski, że dla niektórych osób nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie z pensji przelewane na PPK to może być za dużo. Rzecznik Finansowy obawia się, że z PPK będzie się wypisało z tego powodu mnóstwo osób o najniższych dochodach. "Ewentualna przyszła emerytura o kilkadziesiąt złotych wyższa w dalekiej przyszłości nie zrównoważy ubytku bieżących i tak już niskich i niezbędnych do codziennego życia dochodów". Notabene także PKN Orlen zasugerował, że można by nieco obniżyć składkę na PPK (zarówno od pracowników, jak i przedsiębiorstw).

Jest jeszcze jedna ciekawa opinia od Rzecznika Finansowego - otóż Aleksandra Wiktorow jest zdania, że nie każdy oszczędzający w PPK powinien dostawać od państwa dopłaty powitalne i roczne. Wiktorow pisze, że "nie ma żadnego uzasadnienia społecznego" dla dopłat dla osób zarabiających np. 2-krotność przeciętnego wynagrodzenia, uważa, że środki na dopłaty można by dystrybuować inaczej niż "każdemu po tyle samo". Obecnie zaproponowane równe dopłaty mogą w opinii Rzecznika Finansowego stworzyć "system dla bogatych: kto i tak będzie miał wysoką emeryturę, niech ma jeszcze wyższą, i to w jakiejś mierze na koszt innych pracowników".

Panstwowa Inspekcja Pracy Panstwowa Inspekcja Pracy &Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

PIP ma za dużo innej pracy

Negatywnie o ustawie o PPK pisze też m.in. Państwowa Inspekcja Pracy, która, delikatnie rzecz ujmując, nie jest zachwycona, że miałaby m.in. kontrolować, czy firmy tworzą PPK, ścigać je i występować w charakterze oskarżyciela publicznego. PIP pisze, że i tak ma ostatnio coraz więcej pracy (m.in. z kontrolami dotyczącymi minimalnego wynagrodzenia czy zakazu handlu w niedziele), a poza tym nałożenie na nią dodatkowych obowiązków związanych z kontrolą funkcjonowania PPK wykracza poza jej zakres działania określony w Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy.

Minister finansów Teresa Czerwińska Minister finansów Teresa Czerwińska Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ministerstwo Finansów jest zdeterminowane

We wtorkowy wieczór do szeregu uwag wobec projektu ustawy o PPK ustosunkowała się minister finansów, Teresa Czerwińska (to jej resort jest odpowiedzialny za projekt). Czerwińska stwierdziła, że jej resort analizuje uwagi dotyczące PPK "tam, gdzie są one merytoryczne". - Jesteśmy jednak zdeterminowani, żeby ten projekt wprowadzić - dodała minister finansów.

Czytaj też: Prof. Oręziak: PPK? Wielka iluzja emerytalna. Jak OFE. Ogromne koszty, brak jakichkolwiek gwarancji dla oszczędzających

***