"Podatek grozy" od samochodów spalinowych. Wyjaśniamy, jak jest naprawdę

Od jakiegoś czasu pojawiają się apokaliptyczne wręcz wizje tego, jaki nowy podatek od aut spalinowych będą musieli wkrótce płacić polscy kierowcy. Horrendalne kwoty mają przy tym dotyczyć przede wszystkim starszych modeli aut. Zapytaliśmy eksperta, jak naprawdę będzie to wyglądać. - Nie widzę powodu, by samochody elektryczne miałyby być całkowicie z takiego podatku zwolnione - zauważa w rozmowie z Next.gazeta.pl Bartłomiej Derski.
Pomiar emisji spalin
Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl

"Małe zestawienie wysokości podatku od starych aut często jeszcze widywanych na polskich drogach. Kia Picanto 1,1 podatek 779 zł - wartość około 7000 zł. Passat B5 1,9 TDI podatek 3159 zł - wartość około 8000 zł Audi A6 2,5 TDI podatek 7469 zł - wartość około 12 000 zł" alarmował na platformie X jeden z internautów. Obliczeń dokonał korzystając z popularnego ostatnio motokalkulatora, który wylicza opłatę na podstawie m.in. pojemności silnika, standardu emisji spalin i daty pierwszej rejestracji. Inny z kolei alarmował, że np. amerykański "klasyk" z 1960 z silnikiem 6,4 litra to opłata... ponad 245 tys. zł. Okazuje się jednak, że wszystkie te "wyliczenia" nadają się tylko i wyłącznie do kosza.

Zobacz wideo Elektryczne samochody? Derski: Jeszcze w latach 50. będziemy użytkować samochody spalinowe!

Podatek od samochodów spalinowych. Co ma się stać w 2024 roku?

Twórcy motokalkluatora przyznają na swojej stronie internetowej, że obliczeniowy algorytm stworzyli na bazie projektu ustawy z... 2006 roku. Można ją znaleźć TUTAJ. Te zapisy nigdy nie weszły w życie, a sam projekt upadł rok później. Twórcy kalkulatora sami piszą, że chodziło o "zwrócenie uwagi społeczeństwa na problem nadchodzącego podatku od aut spalinowych. Projekt ustawy ma powstać w 2024 roku i do jego końca zostać wprowadzony w życie. Jeżeli podstawa podatku zostanie zminimalizowana przez nasz kalkulator, to było warto".

Tymczasem nowa danina razem z opłatą rejestracyjną są zapisane w KPO jako tzw. "kamienie milowe". Istotnie, jeśli liczymy na pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, to Polska musi wdrażać proekologiczne działania, takie jak podatek od samochodów spalinowych. Jaki jest plan? Nowa opłata rejestracyjna ma się pojawić do końca 2024 r., a razem z nią jednorazowy podatek, którego wysokość będzie zależała od normy spalania (EURO) danego samochodu. W 2026 roku ten podatek miałby być już płatny każdego roku. Najwięcej mieliby płacić ci, którzy posiadają auta z najstarszymi normami spalin. Przypomnijmy, że Rada UE przyjęła zakaz rejestracji aut spalinowych po 2035 r.

- Nie planujemy podwyższać opłat rejestracyjnych dla aut spalinowych. Chcemy obniżać opłaty i tworzyć zachęty dla samochodów niskoemisyjnych i elektrycznych - zapewniał w czerwcu ubiegłego roku rzecznik rządu Piotr Müller. Rządu, formacji, która od władzy za chwilę najpewniej odejdzie. 

Co wiemy na ten moment?

Wiemy na pewno, że Polska jest praktycznie ostatnim krajem Unii Europejskiej, który nie ma takiego podatku. Wiemy, że jak wylewamy ścieki do rzeki, to płacimy kary, albo musimy zapłacić za to opłatę środowiskową. Jak wysypujemy śmieci do lasu, to również płacimy karę, a powietrze traktujemy jako taki ściek, do którego każdy może wywalać zanieczyszczenia i nic za to nie płaci. I dlatego to powinno się zmienić. To też zapisano w KPO - jeśli chcemy po te pieniądze sięgnąć, to Polska powinna wprowadzić taki podatek. Natomiast, nie ma tam żadnych szczegółów - od naszego kraju będzie zależało, jaki będzie kształt tej daniny. Nie ma ani w dzisiejszym rządzie, ani z tego co w wiem wśród polityków opozycji, wizji tego, jak taki podatek miałby w ogóle wyglądać

- mówi Next.gazeta.pl Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl.

Co powinno być brane pod uwagę przy określaniu wysokości podatku?

Ekspert dodaje, że think-tanki, które zajmują się tymi tematami, przymierzają się do tego, żeby "jakoś spróbować odpowiedzieć rządowi", jaki taka danina miałby mieć kształt. I, co ciekawe, zauważa, że i elektryki mogłyby być objęte nowym podatkiem. 

Z mojej perspektywy na pewno wziąłbym pod uwagę emisyjność samochodu. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z rakotwórczymi substancjami, które wydostają się z rury spalinowej samochodu na paliwa płynne. I to jest realny problem, bo wszyscy ponosimy tego koszty w postaci krótszego życia, chorób, nowotworów i leczenia. Myślę też, że warto, by nie były to tylko koszty tych emisji bezpośrednich, ale aby brano też pod uwagę koszty emisji dwutlenku węgla w całym cyklu życia samochodu. Wobec tego nie widzę powodu, by samochody elektryczne miałyby być całkowicie z takiego podatku zwolnione. Bo na etapie produkcji taki pojazd emituje od 50 do 100 proc. więcej CO2. To się na szczęście zmienia, bo coraz bardziej 'zielona' jest produkcja samych baterii do aut elektrycznych - mniej więcej połowa emisji, to jest właśnie bateria

- dodaje Derski. Ekspert mówi, że czynnikiem, który powinien być brany pod uwagę, jeśli chodzi o nowy podatek, jest waga samochodu. Jego zdaniem mamy dzisiaj do czynienia z "absurdalną modą" na duże, ciężkie auta, które "zabierają przestrzeń w miastach", a nowa opłata powinna być m.in. elementem, który będzie skłaniał nas do kupowania mniejszych i lżejszych samochodów.

Jak jest w innych krajach? -

Ostatnio rozmawiałem z kolegą z Bułgarii i tam te opłaty są naprawdę symboliczne. W biedniejszych krajach UE te podatki są niskie, natomiast w bogatszych krajach jest odwrotnie. Na przykład w Norwegii podatki od samochodów spalinowych są tak wysokie, że tam praktycznie dwukrotnie taniej było kupić Teslę Model S niż jakikolwiek jej odpowiednik spalinowy. Zakładam, że w Polsce na początek ten podatek będzie symboliczny, natomiast będzie rósł z biegiem lat, bo też jako społeczeństwo coraz bardziej cenimy sobie swoje zdrowie i życie

- uważa Derski. 

Samochody spalinowe kontra "elektryki" w Polsce

Tymczasem według danych Eurostatu najwięcej aut, których wiek przekracza 20 lat, jeździ w Polsce - to aż 41,3 proc. 37,1 proc. to pojazdy 10-20 letnie, a ledwie 5 proc. samochodów ma maksymalnie dwa lata. Według danych z końca września 2023 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 50 386 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze trzy kwartały bieżącego roku ich liczba zwiększyła się o 16 971 sztuk, tj. o 57 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. - wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

Więcej o: