Nie przepadam za promocjami kredytowymi, które zakładają, że bank, pożyczając nam pieniądze, jednocześnie daje coś "w prezencie", dodatkowo stawiając jakieś warunki. Jakkolwiek uwielbiam Eurobank i jego twarz reklamową Piotra Adamczyka, to nie omieszkałem skrytykować oferty kredytu cash-back. Może nawet byłem zbyt niemiły, bo dla niektórych klientów ten kredyt może być jednym z tańszych. Ale zwyciężyło przekonanie, że kredyt powinien być klarowny. A dawanie jedną ręką po to, żeby zabrać drugą, nie pasuje mi do tej klarowności (zwłaszcza że Eurobank czasem żąda od klientów ubezpieczenia, które jest droższe od "prezentu" w postaci cash-backu).
Dziś przyjrzę się przez lupę promocji Raiffeisen Polbanku, który od pewnego czasu mocno reklamuje na plakatach z Justyną Kowalczyk (a i w reklamach telewizyjnych) ciekawy kredyt gotówkowy. Jedną jego ratę Raiffeisen spłaci za klienta. Bonus ten nazywa się "Rata w prezencie" i - jak zapewnia bank - nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami, prowizjami, odsetkami. Więcej o tym kredycie było w blogu samcik.blox.pl
Do 5 tys. zł bank pożycza tylko na podstawie scoringu BIK-u, nie trzeba przynosić żadnych zaświadczeń o dochodach. "Wakacje kredytowe zwykle polegają na tym, że albo rata jest przesuwana w czasie, albo klient nie płaci raty, ale za to musi zapłacić np. odsetki za ulgowy okres. U nas jest inaczej, bo zwalniamy klienta z całej raty i to absolutnie beż żadnych kosztów, opłat, odsetek, prowizji. Po prostu dajemy jedną ratę w prezencie. To unikatowa na rynku oferta. Dzięki niej zachęcamy osoby rozglądające się za kredytem do rozważenia naszej propozycji. Miesięczna rata do spłaty to dla niejednego gospodarstwa domowego znacząca suma, którą teraz będzie można przeznaczyć np. wakacje lub święta, i to bez nadwerężania domowego budżetu" - rozpływa się nad promocją Michał Korszeń, menedżer cytowany w komunikacie prasowym Raiffeisena. Cóż, rzeczywiście, Raiffeisen - w odróżnieniu od innych banków - nic nie prolonguje ani nie odracza, tylko daje pieniądze w prezencie. Ale nie oznacza to, że promocja Raiffeisena to samo dobro.
Pewne warunki i ograniczenia są (choć niektóre z nich nie mają charakteru "kosztowego"). Chęć skorzystania ze spłaty przez bank jednej raty kredytu należy zgłosić w placówce Raiffeisena (nie przez telefon i nie przez internet) w ciągu roku od podpisania umowy kredytowej. Drugim warunkiem jest rozbicie kredytu na co najmniej 36 rat (a pojedyncza rata nie może być wyższa niż 760 zł, prawdopodobnie ze względów podatkowych, żeby nie trzeba było wystawiać klientom PIT-ów). To oznacza, że z "zabawy" wyłączone są kredyty krótkoterminowe, z definicji najkorzystniejsze dla klienta. No bo tak: jeśli pożyczę 5 tys. zł na trzy lata, to przy oprocentowaniu 16 proc. rocznie zapłacę 1330 zł odsetek, zaś miesięczna rata wyniesie 176 zł. Jeśli zaś te same 5000 zł pożyczę na rok, to przy identycznym oprocentowaniu rata byłaby co prawda blisko trzy razy wyższa (454 zł), ale łączny koszt odsetek wyniesie tylko 444 zł. Prosty rachunek: samo tylko wydłużenie okresu kredytowania oznacza dla klienta pożyczającego 5 tys. zł dodatkowe 886 zł kosztów.
Podobny rachunek przeprowadziłem dla pięciotysięcznej pożyczki na dwa lata bez bonusu i na trzy z bonusem. Przy dwuletniej pożyczce rata wynosi 245 zł, a łączny koszt odsetek 875 zł. Przy trzyletniej - co już wiemy - rata wynosi 176 zł, a łączny koszt 1330 zł. Tym razem "ceną" za 176 zł "prezentu" jest 455 zł wyższych kosztów kredytu przy uwzględnieniu dłuższego okresu kredytowania. Teraz już wiecie, dlaczego Raiffeisen jest skłonny dawać prezenty tylko przy długiej pożyczce.
Obecne pomysły Raiffeisen Polbanku to pikuś w porównaniu z inżynierią finansową, którą bank serwował jeszcze niedawno, oferując kredyt w ogóle bez żadnego oprocentowania - płaci się tylko z góry 9 proc. prowizji, a potem spłaca się tylko nieoprocentowane raty. Rewelacja? Nie do końca, bo 9 proc. prowizji jest liczone od całej kwoty kredytu, podczas gdy mechanizm naliczania odsetek w klasycznym kredycie przewiduje naliczanie odsetek od spadającej kwoty kredytu.
To podobne złudzenie optyczne, jak "tani" kredyt reklamowany jako "15 zł kosztów od każdego pożyczonego tysiąca". Prawdziwe prezenty dają firmy pożyczkowe. Vivus - Czytaj też: pierwsza pożyczka gratis. Naprawdę gratis, sprawdziłem!. Provident - możliwość zwrotu kasy w ciągu 28 dni bez oprocentowania. Wonga - dostajesz kasę w ciągu 15 minut albo rezygnują z oprocentowania. A to pikuś w porównaniu z konceptem, na który wpadli właściciele serwisu pożyczkowego Ekspres Kasa i Ferratum Banku.
Do każdej pożyczki spłaconej w terminie i nieprzedłużanej dorzucają 50 zł (oczywiście dopłacają tylko nowym klientom). Chwilówki ze "stajni" Ekspres Kasa są horrendalnie drogie, więc przy wyższych kwotach te 50 zł oznacza co najwyżej rabat. Pożyczysz na miesiąc 500 zł, to powinieneś oddać 665 zł, ale oddasz tylko 615 zł. Ale przy pożyczce rzędu 100 zł na dwa tygodnie odsetki wynoszą tylko 25 zł, czyli... mniej niż zwrot. Chyba że... wnioski o tak małe kwoty mogą być przez Ekspres Kasę odrzucane.