Super Bowl, czyli finałowy mecz o mistrzostwo w futbolu amerykańskim zawodowej ligi National Football League (NFL), jest z pewnością najważniejszym wydarzeniem sportowym roku w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie świętują wtedy niemal jak w Dzień Dziękczynienia - objadają się i oglądają transmisję meczu w TV, w trakcie której zwykle padają kolejne rekordy dotyczące emisji najdroższych reklam. To wielki, radosny amerykański show obudowany dodatkowym koncertem, wypowiedziami celebrytów i komentowany przez wszystkich.
Zawody Formuły 1 mają wyglądać podobnie. Choć oczywiście ich rozmach na pewno na początku ma być nieco mniejszy niż w wypadku Super Bowl. Chce tego nowy organizator F1, którym jesienią został amerykański koncern medialny Liberty Media. To gigant, który zajmuje się między innymi produkcją programów telewizyjnych, jest też dostawcą szybkiego internetu i sprzedawcą książek.
Liberty Media zamierza każdy z wyścigów Grand Prix rozwinąć do trwającego tydzień wydarzenia z narastającą dramaturgią, czyli finałowym wyścigiem. Chce też, by część wyścigów została zlokalizowana w USA - mówi się tutaj o takich miastach, jak między innymi Nowy Jork, Los Angeles i Las Vegas.
Czytaj więcej: W Nowym Roku zapewne też ruszą tanie loty do USA.
Nowy właściciel zamierza też całkowicie przebudować i rozwinąć dział marketingu zajmujący się promocją wyścigów F1. Ponoć do tej pory był bardzo anemiczny i mało nowoczesny. Być też dlatego w 2016 roku spadły wpływy z umów sponsorskich dziesięciu największych zespołów startujących w wyścigach - do 750 mln dol. W 2011 roku wynosiły one 950 mln dol.
Liberty Media szuka też nowego technologicznego sponsora dla cyklu wyścigów Grand Prix. Robi to z myślą o zaoferowaniu widzom zupełnie nowych doznań - transmisji, w których wykorzystana będzie technologia wirtualnej rzeczywistości.
Tekst pochodzi z blogu "Suiektywnie o giełdzie i gospodarce"