Autorem śmiałej prognozy jest Tony Seba, profesor ekonomii ze Stanford University. Zawarł ją w raporcie „RethinkingTransportation 2020-2030”. Seba jest autorem publikacji na temat czystej energii, przedsiębiorczości czy obserwowanych dziś przełomowych zmian w branżach energii, transportu, infrastruktury i finansów.
Tony Seba jest zdania, że o odejściu od pojazdów spalinowych zdecydują coraz tańsze auta na prąd. Ekonomista przewiduje 10-krotnie niższe koszty eksploatacji i 5-krotnie większą trwałość samochodów elektrycznych.
Przełom ma nastąpić za 2-3 lata, kiedy samochody elektryczne będą dysponować zasięgiem 200 mil, czyli około 320 km, a ich ceny spadną do 30 tysięcy dolarów (112 tysięcy złotych). Później ma być jeszcze taniej.
Seba wieszczy, że z czasem trudno będzie znaleźć stację benzynową, części zamienne czy mechanika, który naprawi silnik spalinowy. Dealerzy tego typu pojazdów znikną w 2024 roku.
Jego zdaniem, długoterminowo, notowania ropy naftowej spadną do 25 dolarów za baryłkę. Nieopłacalna stanie się większość wierceń łupkowych i głębinowych. W tarapatach znajdą się korzystające mocno z paliw kopalnych Rosja, Arabia Saudyjska, Nigeria i Wenezuela. Gwałtowne przemiany zagrożą funkcjonowaniu Forda, General Motors i niemieckiej branży motoryzacyjnej.
To dość jednoznaczna i może nieco ryzykowana prognoza, ale faktem jest, że sygnałów o bliskim odwrocie od samochodów spalinowych mamy w ostatnim czasie coraz więcej. W październiku niemiecka Izba Krajów Związkowych (Bundesrat) wezwała Komisję Europejską, by najpóźniej od 2030 roku zakazać sprzedaży samochodów osobowych z silnikami spalinowymi w całej Unii Europejskiej.
Z kolei władze dużych miast Europy oraz Ameryki Północnej zapowiedziały, że do 2025 roku wprowadzą zakaz wjazdu do centrów miast dla pojazdów z silnikami diesla. Stało się tak m.in. w Paryżu, Madrycie, Atenach i Meksyku. Podobne ograniczenia planują władze Londynu czy Brukseli.
Transport rowerowy i komunikację publiczną wspierają władze Oslo. Zapowiedziały, że w 2019 r. wszystkie samochody znikną z centrum stolicy Norwegii.
Na transport elektryczny i zbiorowy przestawiają się m.in. Amsterdam, Helsinki czy Kopenhaga.
Trend widać w zakupach Europejczyków. W I kw. 2017 r. rejestracje nowych samochodów z napędem alternatywnym wzrosły w Unii Europejskiej o 37,6 proc. W Polsce zanotowaliśmy skok aż o 91,3 proc. Co prawda, aut elektrycznych kupiliśmy zaledwie 66, ale z drugiej strony to i tak trzy razy więcej niż rok wcześniej.