To może być nowy kryzys w Europie. "Włoskiej gospodarce grozi implozja"

Zaostrza się spór pomiędzy Włochami a Komisją Europejską odnośnie przyszłorocznego budżetu Włoch. Populistyczny rząd w Rzymie chce znacząco zwiększyć wydatki. Bruksela mówi, że ten pomysł narusza unijne regulacje.

Unijni komisarze Pierre Moscovici i Valdis Dombrovskis wysłali w czwartek list do ministra finansów Włoch Giovanniego Tria. Na jego opublikowanie przez Włochów nerwowo zareagowały już rynki. W piątek rano rentowność dziesięcioletnich włoskich obligacji (podstawowy wskaźnik mówiący o tym, jak rynki oceniają stabilność gospodarczą każdego kraju) sięgnęła 3,73 proc. – to najwyższy poziom od 2014 roku.

Unijni komisarze podkreślili w korespondencji do włoskiego ministra finansów, że planowane wydatki rządowe Włoch są za wysokie. Przez to deficyt budżetowy wzrośnie a dług publiczny nie zmniejszy się, tak jak wymagają tego unijne reguły.

To razem, jak napisano w liście z Brukseli, „zdaje się wskazywać na szczególnie poważną niezgodność z wymogami polityki budżetowej określonymi w Pakcie Stabilności i Wzrostu”, ważnym dokumencie, do którego przestrzegania wcześniej zobowiązały się Włochy. Zakłada on, że kraje UE nie powinny przekraczać 3-procentowego progu deficytu w relacji do PKB oraz 60-procentowego poziomu długu publicznego w stosunku do PKB. 

Czytaj więcej: Polityczna awantura we Włoszech. Chcą zdelegalizować wodę po 8 euro. Promuje ją słynna blogerka

Ważne liczby, duże rozbieżności 

W korespondencji komisarze przypominają, że włoski projekt budżetu przewiduje nominalny wzrost netto pierwotnych wydatków rządowych o 2,7 proc., podczas gdy Bruksela rekomenduje tutaj tylko 0,1 proc.

Poza tym deficyt strukturalny Włoch ma wzrosnąć wg propozycji populistycznego rządu w przyszłym roku o 0,8 proc. PKB, podczas gdy wiążąca rekomendacja przyjęta przez unijnych ministrów finansów w czerwcu przewiduje zmniejszenie go o 0,6 proc. PKB.

KE mówi więc w liście o "znacznym odchyleniu" propozycji włoskiego rządu od rekomendacji Brukseli i unijnych ustaleń. Przypomina też, że włoski dług publiczny wynosi około 130 proc. PKB – trzeba go więc zmniejszać, a nie zwiększać.

Dijsselbloem dolewa oliwy do ognia, Macron uspokaja 

W piątek działania Włoch skrytykował Jeroen Dijsselbloem, były szef Eurogrupy. Określił zamieszanie związane z włoskim budżetem na przyszły rok, jako "dość niepokojące". Do tego ostrzegł Włochów, że jeżeli we Włoszech wybuchnie kryzys spowodowany nieodpowiedzialną polityką finansową rządu, to będzie to bardziej „implozja” a nie eksplozja.

Dijsselbloem mówiąc to, miał na myśli, że na kryzysie we Włoszech najbardziej – z powodu specyfiki ich gospodarki i kondycji tamtejszych banków – ucierpią Włosi, mniej pozostałe unijne kraje.

Słychać też głosy, że Włochom trzeba pozwolić na „trochę swobody” – jednak wybuch kryzysu na Półwyspie Apenińskim byłby bardzo destrukcyjny dla całej Unii Europejskiej. Tak powiedział np. w wywiadzie dla CNBC Bryn Jones, szef działu obligacji w brytyjskiej firmie inwestycyjnej Rathbones.

Podobnie wydaje się, że myśli również Macron. W czwartek powiedział, że Francja jest ostatnią, która powinna pouczać Włochów odnośnie wysokości deficytu budżetowego. Paryż bowiem – jak mówił – przez dekadę nie spełniał zaleceń budżetowych Komisji Europejskiej. Nie może więc teraz pouczać innych, jak ich przestrzegać.

Wezwał przy tym do konstruktywnej pracy Komisji i rządu Włoch, by znaleźć optymalne rozwiązanie problemu.

Być może więc szykuje się tutaj jakiś kompromis. Bez niego robi się bardzo groźne. Włosi zaczynają balansować po linie – jeżeli utracą zaufanie rynków finansowych, grozi im głęboki kryzys. Podobnie wcześniej stało się w Grecji i w Portugalii. Problem tylko w tym, że Włochów nie da się uratować deszczem euro jak Greków. Ich państwo jest na to za duże.

Rafał Agnieszczak: Ktoś, kto zawsze jedzie po bandzie, nie wygra w biznesie [NEXT TIME]