Prezydent Andrzej Duda wchodzi w temat prądu. "Podwyżki cen energii elektrycznej nie będzie"

Wciąż nie wiadomo, jak rząd zamierza rozwiązać problem z cenami prądu. Wiadomo za to, że podwyżek od stycznia nie będzie na pewno. URE nie zatwierdził jeszcze nowych taryf, kupując politykom trochę czasu.
Zobacz wideo

Rząd powtarza, że podwyżek cen prądu nie będzie. Mówili tak m.in. premier Mateusz Morawiecki, minister energii Krzysztof Tchórzewski i minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz. Być może dziś dowiemy się, jak rząd zamierza do tego doprowadzić, bo temat ma pojawić się na cotygodniowym posiedzeniu. 

Prezydent Andrzej Duda: prąd nie zdrożeje

Teraz także prezydent powtarza, że rachunki za prąd nie wzrosną. "Dobra wiadomość na Święta i Nowy Rok: Podwyżki cen energii elektrycznej w 2019 roku nie będzie. Tak zapewnił mnie dziś w trakcie spotkania w Pałacu Prezydenckim Minister Energii Krzysztof Tchórzewski" - napisał Andrzej Duda na Twitterze.

Jak rząd chce sprawić, żeby ceny prądu nie wzrosły?

Wiadomo, że Ministerstwo Energii ma kilka wariantów. Wśród nich rekompensaty. W skrócie ma to polegać na tym, że firmy energetyczne miałyby dostać od państwa pieniądze na pokrycie rosnących kosztów. W ten sposób na rachunku nie zobaczylibyśmy podwyżki wcale. Rekompensaty miałyby dotyczyć gospodarstw domowych, a także małych i średnich przedsiębiorstw. Koszt: około 4-5 mld zł. Innych wariantów na razie nie znamy, minister Tchórzewski wspomniał o nich enigmatyczne w ubiegłym tygodniu w Sejmie. Nieoficjalnie media pisały o obniżce akcyzy za prąd (choć nie pokryłoby to raczej całości planowanych podwyżek).

URE odsyła wnioski, co zrobią firmy energetyczne?

Mocno polityczna już kwestia podwyżek cen prądu zaczęła się od problemu biznesowego. Firmy energetyczne musiały zawnioskować o podwyżki cen energii, bo mocno wzrosły im koszty jej produkcji. Podrożał węgiel, czyli główny surowiec w Polsce, oraz prawa do emisji CO2. Spółki, które sprzedają energię elektryczną, złożyły więc do Urzędu Regulacji Energetyki wnioski taryfowe na przyszły rok, które zakładały podwyżki cen energii średnio o 30 proc. (to nie znaczy, że o tyle wzrosłyby nasze rachunki, cena sprzedaży energii to jedna ze składowych). URE poprosił firmy o wyjaśnienia.

Wczoraj dowiedzieliśmy się, że były one niewystarczające. Urząd dał czas do 3 stycznia, wiadomo więc, że od początku nowego roku podwyżek na pewno nie będzie. Jakiekolwiek zmiany taryf mogłyby wejść w życie po 14 dniach po ich opublikowaniu.

Największe firmy produkujące energię elektryczną to w Polsce spółki kontrolowane przez Skarb Państwa. Polityków kusiły próby wywierania na nie wpływu - robił to minister Tchórzewski, który jednak później odwoływał swoje wypowiedzi na ten temat. Trudno zakładać, że spółki będą postępować wbrew swojemu interesowi ekonomicznemu, muszą podnieść ceny, pytanie, jak mocno, i jak zamierza to załagodzić rząd.

Samorządy mają trudniej

W Polsce mamy tak, że ceny prądu dla gospodarstw domowych są regulowane. Czyli firmy energetycznie nie mogą ich sobie tak po prostu podnieść - muszą złożyć odpowiedni wniosek do Urzędu Regulacji Energetyki, który taryfy zatwierdza lub nie. W przypadku pozostałych odbiorców takiego obowiązku nie ma, ale rząd do puli chronionych chce dorzucić małe i średnie firmy. Problem mają też samorządy, którym ceny energii w nowych kontraktach mocno rosną - czasem nawet o 70 proc. To może oznaczać podwyżki np cen biletów kolejowych. Także na dziś zaplanowano spotkanie przedstawicieli Związku Miast Polskich z prezesem URE i przedstawicielami Ministerstwa Energii.