Jednym z elementów "Piątki Kaczyńskiego", programu wyborczego PiS ogłoszonego jeszcze w lutym, jest przywracanie połączeń autobusowych. Rząd przyjął odpowiednią ustawę i uruchomił projekt "Połączenia lokalne", który ma rozwiązać problem wykluczenia transportowego. Dotyka ono głównie mieszkańców małych miejscowości i wsi.
Władze samorządowe raczej niechętnie sięgają po pieniądze. Powody? Portal Samorządowy wylicza trzy. Po pierwsze na złożenie pism było zaledwie 10 dni - od 2 sierpnia. Po drugie wystąpienie z wnioskiem musiało zostać poprzedzone szeregiem formalnych czynności takich jak nowelizacja samorządowego budżetu. Po trzecie zaś niektóre władze mają wątpliwości prawne dotyczące tego co podlega refundacji w ramach rządowego projektu.
Na Warmii i Mazurach, w rejonie zachodniopomorskim, w woj. dolnośląskim władze zadeklarowały wykorzystanie od 1,3 do 5 proc. oferowanych przez rząd kwot. Na Podkarpaciu i Mazowszu, gdzie współczynnik wykorzystania dotacji jest najwyższy, program i tak wielkiego sukcesu nie odniósł - lokalne władze tych regionów sięgnęły po jedynie 19,7 i 12,69 proc. środków. Oznacza to, że w niektórych regionach ok. 80 do nawet 98 proc. środków nie zostanie w ogóle wykorzystana.
Czytaj też: Rząd chce przywracać połączenia autobusowe - niemal od zaraz. Ekspert: Na to trzeba dwóch lat
Nie wszyscy do odtwarzania połączeń autobusowych podchodzą sceptycznie - władze województwa łódzkiego z programu są zadowolone Zamierzają uruchomić 29 linii o długości 1637 km, a powiaty i gminy województwa łódzkiego udostępnią podróżnym kolejne 60 linii o łącznej długości 2 tys. km.
Jak wynikało z pierwszych wyliczeń, a potem z opublikowanego w połowie marca projektu ustawy, na ten cel miało iść 800 mln zł rocznie, także w 2019 r. W późniejszej wersji projektu ścięto jednak tegoroczny limit wydatków na ten cel z budżetu o połowę - do 400 mln zł. Teraz Ministerstwo Infrastruktury mówi już o limicie 300 mln zł na ten rok.
Przywracanie połączeń autobusowych nie ma polegać na reaktywowaniu państwowego PKS-u. To gminy i powiaty muszą organizować przetargi dla przewoźników. Rząd natomiast dopłaca za prowadzenie kursów na nierentownych liniach i w nierentownych godzinach. Wysokość dopłaty wynosi od 60 do 80 gr do tzw. wozokilometra.
>>> Ekspert wyjaśnia jak wielkim problemem w Polsce jest wykluczenie komunikacyjne. Kogo dotyka najbardziej?